Mówią o nim Wielki Książę Mazowiecki. Adam Struzik rządzi niepodzielnie już ćwierć wieku. I dba o swoich ludzi. — Tam, gdzie witany był na kolanach, tam kasa płynęła szerokim strumieniem — opowiada jeden z samorządowców. Wielu odmawia rozmowy o marszałku. — Ludzie niechętnie o nim mówią, bo ręce ma długie — mówi jeden z lokalnych działaczy.
Jedna z niezmiennych zasad brzmi: wola marszałka Struzika jest źródłem prawa — mówi warszawski samorządowiec.
Przekonali się o tym pracownicy Muzeum Literatury, do których dotarła niedawno wiadomość, że ich dyrektorka Beata Michalec jest nie do ruszenia. Szeptali potem po kątach: co to za kraj, w którym koalicjanci z PSL i Koalicji Obywatelskiej na Mazowszu bezwstydnie wpychają osobę bez kwalifikacji na tak ważne stanowisko?
Awantura trwa od 2024 r., kiedy ogłoszono konkurs na dyrektora muzeum, które opiekuje się m.in. bezcennymi rękopisami Mickiewicza, Żeromskiego, Leśmiana czy Sienkiewicza. W konkursie wzięła udział warszawska radna KO Beata Michalec, ale przegrała z menedżerką kultury Agnieszką Celedą. Zarząd województwa unieważnił jednak konkurs i powołał Michalec na pełniącą obowiązki dyrektora muzeum. A kolejna komisja konkursowa zdecydowała, że to ona będzie dyrektorką.
Przekazanie samochodu ratowniczo-gaśniczego dla OSP WesoŁa
Foto: Wojciech Olkuńsnik / East News
— Mimo jednoznacznych opinii ekspertów i środowiska literackiego samorząd mazowiecki woli kierować się interesem partyjnym. To postawa głęboko szkodliwa i niszcząca dla wspólnej kultury — oświadczyła ministra kultury Marta Cienkowska z Polski 2050. Ogłosiła, że jej resort wypowiada umowę na współprowadzenie muzeum i zabiera stałą dotację, około 6 mln zł rocznie.
Przeciwko nominacji Beaty Michalec, która wcześniej była wicedyrektorką Muzeum Niepodległości i dyrektorką przedszkola, protestowali pisarze, badacze literatury oraz wszystkie działające w muzeum związki zawodowe. Kiedy polski PEN Club w liście do marszałka Mazowsza napisał, że podważono sens konkursu, Adam Struzik odpowiedział twardo, że żadne reguły nie zostały złamane, a wybór dyrektora mieści się w jego kompetencjach.
Podobne protesty towarzyszyły kilka lat wcześniej obsadzie stanowiska dyrektora Muzeum Azji i Pacyfiku, którym został były PSL-owski burmistrz Piaseczna Józef Zalewski. Międzynarodowe stowarzyszenie muzealników ICOM napisało wtedy, że „to niechlubny proceder zawłaszczania przestrzeni publicznej przez partyjne koterie i układy”.
Adam Struzik na otwarciu wystawy stałej w Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 r. w Radzyminie
Foto: Piotr Nowak / PAP
Długie ręce marszałka
— Nie, nie, ja podziękuję — odmawia warszawski samorządowiec, kiedy proszę o rozmowę o Adamie Struziku. Nie on jeden. Politycy PSL i KO z Mazowsza nawet nie odpowiadają na prośby o choćby krótki komentarz.
— Ciężko będzie — wzdycha inny samorządowiec. — Ludzie, którzy najwięcej wiedzą o Struziku, bo pracują w urzędzie marszałkowskim, niechętnie o nim mówią. Najbardziej Podziwiany Marszałek Województwa ma długie ręce, a uchodzi za niezłego pracodawcę — tłumaczy.
Z tym najbardziej podziwianym to nie żart, taki tytuł przyznało Struzikowi kilkanaście lat temu środowisko samorządowe. Marszałek dba o autopromocję. Kiedy jego urząd wykupuje reklamy w regionalnych stacjach radiowych, Struzik zwykle w nich występuje i wprost mówi, że inwestycje drogowe czy programy zdrowotne to jego zasługa. W 2014 r., w szczycie kampanii przed wyborami samorządowymi, Mazowsze wydało ćwierć miliona złotych na akcję promującą noszenie odblaskowych kamizelek. Billboardy promowały jednak głównie marszałka, który stał na nich z dwójką dzieci i apelował: „Jesteś widoczny, jesteś bezpieczny. Adam Struzik”.
Wrzesień 2025 r. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak (PSL), marszałek Adam Struzik i sekretarz stanu w ministerstwie kultury Bożena Żelazowska (PSL) podczas wmurowania kamienia węgielnego pod budowę obwodnicy Ostrołęki
Foto: Przemysław Piątkowski / PAP
Uwielbia uroczyście przecinać wstęgi. Wśród samorządowców krąży opowieść, jak kilkanaście lat temu wyjechał do Brukseli i pod jego nieobecność przebudowaną drogę pod Płockiem otworzył ówczesny wicemarszałek Piotr Szprendałowicz z PO. Po powrocie z podróży Struzik ponownie otworzył drogę, tyle że na jej drugim krańcu. I oświadczył, że „koledzy z Platformy się pospieszyli”.
— To nie jest tak, że on ludzi terroryzuje czy do czegoś zmusza. Jest najbardziej wpływowym politykiem, zna województwo od podszewki, dlatego wszyscy uważają, że lepiej z nim dobrze żyć — tłumaczy polityk PSL szczebla centralnego, który zgodził się na rozmowę o marszałku.
Blisko ludzi
Wielki Książę Mazowiecki Adam I, jak go nazywają w regionie, jest marszałkiem od blisko ćwierć wieku. W ostatnich wyborach samorządowych w 2024 r. zdobył 75 tys. głosów, najwięcej ze wszystkich kandydatów do sejmików wojewódzkich w całym kraju. Kiedy wybierano skład zarządu Mazowsza, na Struzika zagłosowało nawet… kilkoro radnych PiS. — Od lat staram się być blisko ludzi i odpowiadać na ich potrzeby. I taki styl chcę utrzymać — zapowiedział.
69-letni dziś Adam Struzik, z zawodu lekarz, pochodzi z Kutna. W latach 80. zapisał się do Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, potem przeszedł do PSL. Zaczynał jako radny gminy Nowy Duninów, potem został senatorem i wreszcie marszałkiem Senatu. Kiedy w wyborach parlamentarnych w 2001 r. nie udało mu się ponownie zostać senatorem, zastanawiał się, czy nie wrócić do leczenia. Jego partyjny kolega Zbigniew Kuźmiuk dostał się jednak do Sejmu, zrzekł się mandatu w sejmiku i zwolnił fotel marszałka Mazowsza. Struzik zajął jego miejsce.
Lipiec 2024 r. Marszałek Adam Struzik, członkini zarządu województwa mazowieckiego Anna Brzezińska i pani Aleksandra, mama Franka, podczas wręczenia wyprawek dla niemowląt urodzonych w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie
Foto: Rafał Guz / PAP
— I zaczął budować swoją pozycję. Miał wokół siebie sprawdzonych ludzi, którzy zorganizowali mu sprawnie działający urząd marszałkowski. Dyrektorem jest tam od początku Jan Waldemar Kuliński, to podobno głównie jego zasługa — tłumaczy działacz KO z Mazowsza.
Od jednego z samorządowców słyszę, że dyrektor Kuliński jakiś czas temu przeszedł na emeryturę, więc zgodnie z przepisami należało ogłosić konkurs na nowego dyrektora. — Marszałek zignorował tę zasadę, rozwiązał z nim umowę i podpisał nową, bez żadnego trybu, cytując klasyka — opowiada mój rozmówca.
— Tak, to prawda — przyznaje Adam Struzik. — Pan dyrektor osiągnął wiek emerytalny. Jednak z uwagi na jego olbrzymie doświadczenie i znaczenie tej funkcji w kontekście sprawnego działania samorządu województwa podjąłem decyzję o kontynuacji jego pracy na tym stanowisku — tłumaczy.
Jak wynika z oświadczenia majątkowego, Kuliński zarobił w ubiegłym roku w urzędzie marszałkowskim 350 tys., a kolejne 250 tys. dostał z tytułu emerytury.
O swoich trzeba dbać
Adam Struzik rządził Mazowszem we wszystkich możliwych koalicjach: z SLD, PiS, LPR i wreszcie z PO. — Kiedy powstawał samorząd wojewódzki, PSL było potęgą, szczególnie na Mazowszu, wygrywało wybory samorządowe. Platforma najpierw była niezbyt silna, później zaczęła się umacniać, ale raczej w Warszawie i wokół niej. Tworzyła koalicje, nigdy nie miała samodzielnej większości, więc kiedy Struzik mówił, że chce być marszałkiem, to nim zostawał. Dla Platformy z różnych względów ważna jest Warszawa, Mazowsze już mniej. W związku z tym do sejmiku trafiają ludzie, którzy politycznie nie znaczą zbyt wiele w porównaniu z marszałkiem — mówi wpływowy mazowiecki działacz KO.
Struzik przetrwał krach finansów województwa i forsowaną przez PiS próbę podziału Mazowsza na dwa regiony. Kiedy w 2012 r. próbowano go odwołać za gigantyczne zadłużanie województwa i chaos w inwestycjach, listy poparcia przysłali starostowie rejonu radomskiego. Pisali, że „to dobry gospodarz nie tylko na czasy prosperity, ale i na kryzys”. Inni wychwalali jego charyzmę i pracowitość i przekonywali, że odwołanie go byłoby sprzeczne z „samorządową racją stanu”.
Dwa lata później Mazowsze było na krawędzi bankructwa. Spadły wpływy z podatku CIT, a jednocześnie rosły opłaty tzw. janosikowego. Kiedy konto województwa zajął komornik, wydawało się, że to koniec rządów marszałka. Z pomocą przyszedł mu wtedy Trybunał Konstytucyjny, który rozpatrzył jego skargę i orzekł, że janosikowe jest niekonstytucyjne. Struzik oświadczył, że województwo zostało uratowane dzięki opatrzności Bożej, mądrym prawnikom i sędziom TK.
— PiS nigdy nie miało większości, żeby go odwołać — mówi mazowiecki działacz KO. Przyznaje, że ludzie narzekają, że PSL się panoszy. — Ale ponieważ to Struzik ogarnia wszystko w sejmiku, nie buntują się otwarcie. Dlaczego on trwa? Bo cały ten PSL-owski układ urzędu marszałkowskiego jest zbudowany na nim. On sam może by i zrezygnował, ale są przecież ludzie. Jak jesteś przywódcą, musisz o nich dbać. I to on musi dbać, bo marszałek jest tylko jeden — tłumaczy.
Osobista prośba
— Struzik i jego dwór rządzą Mazowszem jak księstwem udzielnym. Mechanizm na dole jest prosty: tam gdzie wójt w gminie był niezależny albo w opozycji do władz mazowieckich, nie miał co liczyć na wsparcie. Tam gdzie Adam Struzik witany był na kolanach, kasa płynęła szerokim strumieniem. Nic dziwnego, że w kolejnych wyborach zły wójt znikał i pojawiał się wójt z właściwego wyboru. Na górze jest podobnie — twierdzi samorządowiec z Mazowsza.
Wiele razy zarzucano marszałkowi, że pieniądze z budżetu województwa trafiały przede wszystkim do jego okręgu wyborczego, który obejmuje Płock i okolicę. I do rodziny: kiedy w 2002 r. dzielono środki na ochronę zdrowia, najwięcej dostał Szpital Wojewódzki w Płocku, gdzie ordynatorem laryngologii był Jacek Struzik, brat marszałka. W 2006 r. radni sejmiku przekazali 20 mln zł na budowę siedziby Instytutu Jana Pawła II przy Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie. Jego dyrektorem został drugi brat marszałka, ks. Zdzisław Struzik.
Marszałek Adam Struzik (z prawej) podczas uroczystego odsłonięcia pomnika marszałka Stanisława Małachowskiego przy Liceum Ogólnokształcącym jego imienia w Płocku
Foto: Szymon Łabiński / PAP
Jak twierdzą znajomi, rodzinę kocha nade wszystko. Żona jest od wielu lat dyrektorką w starostwie powiatowym w Płocku, a córka — wiceprezeską zarządu płockiego Przedsiębiorstwa Gospodarowania Odpadami.
— Prowadzi również stowarzyszenie Zielono Mi, które w zeszłym roku pozyskało co najmniej 600 tys. zł na projekty finansowane ze środków samorządu województwa. Pieniądze od samorządu dostaje też stowarzyszenie prowadzone przez partnera córki. Wnioski, trzeba przyznać, że dobrze napisane, były oceniane przez komisje konkursowe złożone z urzędników podległych marszałkowi oraz przedstawicieli organizacji pozarządowych. Decyzję o przyznaniu dofinansowania podejmował zarząd województwa, któremu przewodniczy Adam Struzik — opowiada osoba związana z jedną z organizacji pozarządowych.
Na Facebooku do dziś wisi zdjęcie z 2024 r., na którym Katarzyna Struzik odbiera z rąk ojca czek na realizację projektu. Pytam marszałka, czy nie widzi tu zagrożenia nepotyzmem. — Pani redaktor — odpowiada — przez lata mojej aktywności politycznej i samorządowej wielokrotnie byłem atakowany. Często dość bezpardonowo. Trudno też uchronić przed tym rodzinę. I chyba to jest największy ciężar bycia politykiem. Jestem dumny z mojej córki, bo robi to, co kocha, i robi to dobrze. Myślę, że nie ma na Mazowszu organizacji pozarządowej, która nie ubiega się o wsparcie na swoje projekty z sejmiku województwa. To absolutnie transparenty proces — tłumaczy.
To samo powtórzył, kiedy radna PSL z Radomia Agnieszka Stolarczyk napisała do niego wiadomość „z uprzejmą, ale także bardzo osobistą prośbą o rozważenie kandydatury mojego męża na członka Rady Nadzorczej Mazowieckiego Szpitala Specjalistycznego w Radomiu”. Radna, której mąż jest mechanikiem samochodowym, przez pomyłkę opublikowała prośbę w mediach społecznościowych.
— Pierwszy raz widzę coś tak absurdalnego — skomentował Struzik dla portalu mojradom.pl. Obiecał, że porozmawia z radną Stolarczyk. Jeszcze tego nie zrobił, bo była na urlopie. — Rozmowa jednak się odbędzie i to w najbliższym czasie — zapowiada teraz.
Koledzy się pospieszyli
Podobno zwiedził prawie każdą miejscowość w regionie, odwiedzając działaczy i samorządowców. Pomaga Ochotniczej Straży Pożarnej. — Niektórzy mówią, że kupuje sobie w ten sposób przychylność, ale robi to w takim stylu, że trudno go nie lubić — opowiada mieszkaniec Sierpca. Uważa, że to właśnie marszałkowi sierpeckie Muzeum Wsi Mazowieckiej zawdzięcza generalny remont. — Kiedyś było zapyziałe, a teraz przyjeżdża do nas mnóstwo wycieczek z zagranicy — entuzjazmuje się.
W kwietniu marszałek podpisał wartą prawie ćwierć miliarda złotych umowę na budowę nowej siedziby sejmiku na warszawskim Nowym Mieście, obok Sądu Najwyższego. — Dlaczego dopiero teraz? Złośliwi mówią, że oferowane wcześniej budynki i lokalizacje nie były godne sejmiku i marszałka. A jeszcze bardziej złośliwi, że Struzik zabiegał o to, żeby siedziba sejmiku była w Płocku — śmieje się samorządowiec.
— On kocha ten Płock, tam idzie naprawdę duża kasa, ale doskonale wie, że gdyby zrobił stolicę województwa w Płocku, to będzie miał bunt w Radomiu. A jak w Radomiu, zbuntuje się Płock — zaprzecza złośliwej koncepcji działacz KO z Mazowsza.
Każdy, kto na Mazowszu liczy na jakąś inwestycję, wie, że nie ma na nią szans bez zgody marszałka. — Trzeba się z nim umówić, przedstawić projekt, przekonać, że jest słuszny, ważny i potrzebny. Pokazać, że część pieniędzy już jest zabezpieczona. Wtedy marszałek kiwa głową i mówi tym swoim PSL-owcom, że projekt akceptuje — opowiada działacz KO. Uważa, że Struzik w polityce rozumie wszystko. — Wie, że dzisiaj Platforma jest silna, ma premiera, większość koalicji w sejmiku. W związku z tym musi robić ustępstwa na naszą rzecz. To właśnie dlatego w ostatnich kadencjach zaczęły płynąć pieniądze do Warszawy, wcześniej marszałek nie widział takiej potrzeby — tłumaczy.
Serce Polski
— Po tym dramacie z synem nabrał dystansu — mówi polityk PSL. 28-letni Jakub odebrał sobie życie w 2014 r.
— Marszałek mocno się zmienił po śmierci syna. Kilka lat temu objął honorowym patronatem Paradę Równości i na pierwszej platformie jechało wielkie logo Mazowsze Serce Polski. W zeszłym roku ogłosił konkurs na półtora miliona, żeby wyszkolić co najmniej osiem psów asystujących dla osób z niepełnosprawnościami i potem je bezpłatnie im przekazać. Wcześniej nie wspierali takich działań — mówi przedstawicielka jednej z organizacji pozarządowych.
Ma poczucie, że z jednej strony marszałek zbudował na Mazowszu swój folwark, ale z drugiej jest naprawdę otwarty na różne propozycje. Pamięta, jak na pierwszym posiedzeniu komitetu monitorującego fundusze europejskie dla Mazowsza pojawiła się propozycja, by używać języka równościowego. — Któryś z wójtów powiedział, że to jakaś fanaberia. A marszałek na to, że żadna fanaberia. Mamy XXI w. i to powinien być standard. To była autentyczna reakcja. Mam z marszałkiem dobre doświadczenia. Jest sympatycznym, otwartym na współczesność człowiekiem. I wytrawnym politykiem — mówi.
Struzik lubi wielkie inwestycje. Nigdy nie ukrywał, że krytycznie ocenia projekt budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego w Baranowie, więc szeptano, że chciałby mieć CPK w Modlinie. — Na zachodnim Mazowszu dominują niezależni samorządowcy. To bogate rejony z produkcją warzywno-owocową i miasta, jak Żyrardów i Grodzisk, które są zorientowane na Warszawę. Tam nikt nie będzie Struzika całował po rękach. Ale CPK to ogromna szansa rozwoju, więc marszałek woli, żeby mu byli za ten rozwój wdzięczni mieszkańcy ubogich gmin Płocka i Ciechanowa — mówi samorządowiec.
— Zawsze zależało mu na budowie silnego portu regionalnego poza Warszawą. Ale wszystkie decyzje w tej sprawie będą zapadały w kancelarii premiera i Ministerstwie Infrastruktury. A nie u Adama Struzika — ucina te dywagacje polityk PSL. Ceni marszałka, uważa, że to szczery człowiek, który bardziej słucha, niż mówi. — Jeżeli się na coś umawia, to dowozi — mówi.
Zdecydują wyborcy
Kadencja marszałka kończy się w 2029 r. — Niektórzy pewnie szykują się już do walki o schedę. W Koalicji wymienia się wicemarszałka Wiesława Raboszuka, burmistrza Wilanowa Ludwika Rakowskiego i burmistrza Woli Krzysztofa Strzałkowskiego — wylicza warszawski samorządowiec.
— Koalicjanci od 30 lat się zasadzają na to stanowisko — śmieje się polityk PSL. — Ale także w PSL chyba nie ma nikogo, kto mógł z marszałkiem konkurować. Może w przyszłości Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa — sugeruje.
Sam marszałek twierdzi, że zdecydują wyborcy. — Najlepszy wynik wyborczy wśród marszałków województw zobowiązuje, ale też motywuje do dalszej pracy. Rocznie realizujemy i wspieramy 5 tys. różnych inwestycji. Mazowsze jest dziś liderem rozwoju. Warto utrzymać ten trend — przekonuje.
Pytam jeszcze o plotkę, jaka krąży wśród pracowników Muzeum Literatury: że dogadał się z ministrą Cienkowską, by resort kultury ponownie został współorganizatorem placówki. I postawił warunek, że Beata Michalec pozostanie na stanowisku. — Zgodnie z zawartą umową do 31 grudnia 2026 r. Muzeum Literatury ma status instytucji współprowadzonej. Oczywiście, rozmawiamy z panią minister o dalszej współpracy. Jest to konstruktywny dialog i obu stronom zależy na przyszłości muzeum — odpowiada Adam Struzik. — Co do tego nie mam wątpliwości.





