Wydarzenia z Belfastu czy Southampton pokazują, że zorganizowanie zamieszek, a nawet pogromu stało się w Europie rzeczą banalnie prostą. „Przeszliśmy od podsycania nienawiści w sieci do przenoszenia jej na ulice” — uważa politolog Marta Lorimer. I nie mamy żadnego sposobu, by temu zaradzić.
Późnym wieczorem 8 czerwca w Belfaście kobieta nagrała 54-sekundowe wideo. Widać na nim jak mężczyzna pochodzący z Sudanu wymachuje nożem nad innym mężczyzną. Przyciśnięta do ziemi ofiara dostała kilka ciosów nożem. Nie mija chwila, a nagranie już rozchodzi się w sieci. Po godzinie od ataku jest udostępniane przez skrajnie prawicowych polityków, miliarderów z branży technologicznej i influencerów na całym świecie. Oczywiście opakowane w antyimigrancką retorykę.
„Przerażające sceny w północnym Belfaście dzisiejszego wieczoru — imigrancki najeźdźca został przyłapany na próbie ścięcia głowy mężczyźnie na środku ulicy!” [ofiara została kilka razy pchnięta nożem, ale żadnej „próby ścięcia głowy” nie było — przyp. red.] napisał na X skrajnie prawicowy brytyjski działacz Tommy Robinson (naprawdę nazywa się Stephen Christopher Yaxley-Lennon). Jego post wyświetlono sześć milionów razy.
Już dzień później kilkudziesięciosekundowe nagranie okazało się „wydarzeniem wyzwalającym” — Belfastem wstrząsały akty przemocy na dużą skalę. Dochodziło do potyczek manifestantów z policją. Podpalano autobusy, samochody, domy.
Antyimigranckie zamieszki w Belfaście 10 czerwca 2026 r.
Foto: Isabel Infantes / Reuters
„Ludzie byli zastraszani, a ich domy podpalane przez zamaskowanych bandytów ze względu na kolor skóry” — informowały władze. „To, co tu widzicie, to pogrom na tle rasowym. Widziano mężczyzn chodzących od drzwi do drzwi i domagających się, by „wypędzić obcokrajowców”, kierując się wyłącznie kolorem ich skóry” — komentował jeden z polityków. Następnego dnia zamieszki jeszcze trwały, a adresy domów wytypowanych do ataków były udostępniane przez antyimigranckich aktywistów w sieci.
Do podobnych wydarzeń doszło kilka dni wcześniej w Southampton w południowej Anglii. Wywołała je publikacja nagrania pokazującego interwencję policji wobec 18-letniego Henry Nowaka, studenta polskiego pochodzenia. Funkcjonariusze usłyszeli, że Nowak zaatakował na tle rasistowskim obecnego na miejscu Sikha. Policja zakuła 18-latka w kajdanki. W rzeczywistości to on był ofiarą — został pchnięty nożem — a Sikh sprawcą ataku. Niedługo później Nowak zmarł.
„Istnieje pewien schemat działania” — powiedział Ciarán O’Connor, który zajmuje się badaniem ekstremizmu i dezinformacji. „Incydent przemocy z udziałem imigrantów jest identyfikowany i szybko nagłaśniany nie tylko przez krajowe, ale także globalne środowiska skrajnej prawicy, które wykorzystują takie wydarzenia, aby włączyć je do swojej własnej narracji. Stało się to wręcz przewidywalne”. Np. w zeszłym roku w Wielkiej Brytanii doszło do ok. 500 zabójstw. Jeśli jednak ofiara nie jest biała lub przestępstwo nie wpisuje się w narrację demonizujące imigrantów, skrajna prawica w ogóle się tym nie zajmuje.
2 czerwca 2026 r. Zamieszki po ujawnieniu nagrań przedstawiających interwencję policji wobec Henry’ego Nowaka w Southampton
Foto: Isabel Infantes / Reuters
Wielka Brytania nie jest jedynym przypadkiem. Podobny schemat wykorzystują aktywiści innych skrajnie prawicowych partii w Europie, choćby w Niemczech czy Francji.
Trump i podłogi we krwi
Sytuacja Wielkiej Brytanii jest szczególna, ponieważ dzieli ona język angielski ze Stanami Zjednoczonymi. A to znacznie ułatwia amerykańskim radykalnie prawicowym aktywistom podsycanie gniewu Brytyjczyków. Ruch MAGA stawia sobie za zadanie „naprawę” stosunków w Wielkiej Brytanii za pomocą obalenia dotychczasowych władz i przejęcia rządów przez miejscową skrajną prawicę. Elon Musk, właściciel serwisu X, wezwał ludzi do „WIELOKROTNYCH i GŁOŚNYCH” protestów w Belfaście.
Wiceprezydent J.D. Vance poszedł jeszcze dalej, twierdząc, że śmierć Henry’ego Nowaka była wynikiem „masowej inwazji migrantów”. Napisał również, że „Henry Nowak zginął tak, jak umiera cywilizacja: porzucony, skuty kajdankami przez władze, które mu nie ufały ani się o niego nie troszczyły, oraz oskarżony o przestępstwa z nienawiści, których nie popełnił”— dając do zrozumienia, że mamy do czynienia z wydarzeniem symbolicznym: śmierć 18-letniego studenta zapowiada śmierć Wielkiej Brytanii, która nienawidzi samej siebie.
Aktywiści MAGA przekonują, że w Wielkiej Brytanii i Europie przestępczość całkowicie wymknęła się spod kontroli z powodu masowej imigracji. Taka teza w żaden sposób nie znajduje potwierdzenia w statystykach. Jest wręcz odwrotnie — liczba poważnych przestępstw w Europie gwałtownie spada.
W kompletnie absurdalnym wystąpieniu na zjeździe Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego Ameryki (NRA) Donald Trump głosił, że w Wielkiej Brytanii przypadki napaści z użyciem noża są niezliczone, ponieważ nie ma tam przepisów dotyczących broni palnej w stylu amerykańskim. „Nie mają broni palnej, mają noże, i dlatego podłogi toną we krwi”.
Statystyki są jednak dla tez Trumpa druzgocące. Tylko w 2024 r. w USA ponad 44 tys. osób zginęło od postrzałów (z czego 27 tys. to samobójstwa, a 15 tys. — zabójstwa). W tym samym roku w Wielkiej Brytanii liczba zabitych z użyciem noża (rzeczywiście najpowszechniejszego narzędzia zbrodni w tym kraju) wyniosła 260. W USA zdecydowanie więcej osób zostało zastrzelonych przez policję — ponad 600 i zginęło z powodu nieostrożnego obchodzenia się z bronią (450).
Opowieści Trumpa są więc absurdalne. Tyle że prawda nie ma tu zbyt wielkiego znaczenia.
Gniew jako model biznesowy
Nie wiemy, czy politycy radykalnej prawicy z Wielkiej Brytanii naprawdę wierzą, że ich kraj jest na skraju upadku i o krok od wojny domowej, jak głosi choćby Nigel Farage. Problem polega na tym, że podsycając emocje, politycy skrajnej prawicy zdobywają coraz większą publiczność. Po prostu opłaca im się kłamać.
A media społecznościowe szalenie im w tym pomagają. Nie dlatego, że ich właściciele mają takie czy inne opcje polityczne. Prawdziwym problemem jest to, że dla firm prowadzących serwisy społecznościowe gniew stanowi biznesowe paliwo. Nieważne, przeciwko czemu się złościsz: „lewactwu” czy rasistom. Gniew jest dobry, ponieważ napędza zaangażowanie ludzi. Im bardziej ludzie są rozgniewani, tym większe jest ich zaangażowanie. A technologiczni giganci zarabiają jeszcze więcej pieniędzy.
W 2024 r. w Southport syn uchodźców z Rwandy zamordował trzy dziewczynki podczas lekcji tańca. Wiele dzieci zostało rannych. Wybuchły zamieszki. Badacze przeanalizowali posty ze szczególnie aktywnych kont na X — każdy wpis inspirowany rasistowskimi teoriami spiskowymi uzyskiwał średnio o 30 proc. większe zaangażowanie niż zwykłe. Zaś wygenerowane przez AI — o wiele mniej sprawną niż dziś — obrazy przedstawiające muzułmańskich mężczyzn znęcających się nad białymi kobietami cieszyły się kilkakrotnie większym zaangażowaniem niż treści tekstowe. Jedno z takich nagrań uzyskało kilkanaście milionów wyświetleń.
Konsekwencje sojuszu między ekstremizmem politycznym a mediami społecznościowymi zyskują nowy wymiar. „Obserwujemy zacieranie się granic między światem internetowym a tym, co dzieje się w świecie rzeczywistym. Przeszliśmy od podsycania nienawiści w sieci do faktycznego przenoszenia jej na ulice” — podkreśla politolog Marta Lorimer.
To nie wróży nic dobrego. Kiedy ludzie związani z europejską skrajną prawicą straszą, że niebawem „w całej Europie będą się zdarzały kolejne Belfasty”. I to wcale nie są czcze pogróżki. Zorganizowanie zamieszek czy pogromu stało się rzeczą wręcz dziecinnie prostą. I nie znamy żadnego sposobu, by temu zaradzić.




