Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Zagrożenie dla Igi Świątek jest poważne. Istotne doniesienia ws. Polki – Tenis – Sport Wprost

Zagrożenie dla Igi Świątek jest poważne. Istotne doniesienia ws. Polki – Tenis – Sport Wprost

18 czerwca, 2026
Bezumowne korzystanie z nieruchomości. Sąd Najwyższy wyjaśnił zasady odpowiedzialności – Biznes Wprost

Bezumowne korzystanie z nieruchomości. Sąd Najwyższy wyjaśnił zasady odpowiedzialności – Biznes Wprost

18 czerwca, 2026
Chrząszcz biegacz zielonozłoty. To klejnot polskich gór

Chrząszcz biegacz zielonozłoty. To klejnot polskich gór

18 czerwca, 2026
Żołnierze USA w Europie. Hegseth zapowiedział przegląd sił

Żołnierze USA w Europie. Hegseth zapowiedział przegląd sił

18 czerwca, 2026
Media o kulisach kłótni w PiS. Starli się Jacek Sasin i Marek Suski

Media o kulisach kłótni w PiS. Starli się Jacek Sasin i Marek Suski

18 czerwca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Zagrożenie dla Igi Świątek jest poważne. Istotne doniesienia ws. Polki – Tenis – Sport Wprost
  • Bezumowne korzystanie z nieruchomości. Sąd Najwyższy wyjaśnił zasady odpowiedzialności – Biznes Wprost
  • Chrząszcz biegacz zielonozłoty. To klejnot polskich gór
  • Żołnierze USA w Europie. Hegseth zapowiedział przegląd sił
  • Media o kulisach kłótni w PiS. Starli się Jacek Sasin i Marek Suski
  • Dzieci z gabinetu Andrzeja Samsona. „Zostały zgliszcza, a jego dalej wynosi się na piedestał”
  • Opłata audiowizualna zamiast abonamentu RTV. Jakie zmiany planuje rząd? – Biznes Wprost
  • Wszedł na uniwersytet i uciął sobie drzemkę. Napisał o nim nawet prezydent
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Nie wybieramy, co czuć, ale możemy wybrać zachowanie”. Psychoterapeutka o rodzicielstwie
„Nie wybieramy, co czuć, ale możemy wybrać zachowanie”. Psychoterapeutka o rodzicielstwie
Aktualności

„Nie wybieramy, co czuć, ale możemy wybrać zachowanie”. Psychoterapeutka o rodzicielstwie

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości18 czerwca, 2026

Każdy dobry rodzic czasem się rozregulowuje. Bywa krytyczny, reaguje złością, wycofaniem, nie słyszy słów dziecka albo każe mu włożyć dodatkową warstwę odzieży. Problem leży gdzie indziej. W tym, co potem robimy z podobnymi zachowaniami. O tym, że nie wybieramy, co czuć, ale możemy wybrać sposób wyrażania emocji, czyli nasze zachowanie — mówi psychoterapeutka i superwizorka Barbara Sławik.

Łukasz Pilip: Skoro mamy rozmawiać o trudnych emocjach między rodzicem a dzieckiem, to…

Barbara Sławik: …mogłabym najpierw zapytać o nie pana?

Śmiało.

— Kiedy jest pan w kontakcie z własnym dzieckiem, łatwo panu rozpoznać jego potrzeby?

Już jest! Najnowszy numer Newsweeka Psychologii już w kioskach!

Foto: Materiały wydawcy

Raczej tak, choć możliwości są ograniczone, bo to niemowlę.

— Czy w związku z tym odczuwa pan przyjemność?

I to jaką!

— To dlatego, że wzajemny pozytywny wpływ — co podkreślają psychoterapeutka Justyna Dąbrowska i psychoanalityk Krzysztof Srebrny — zwiększa wiarę we własne kompetencje jako rodzica. Ten wpływ jest oczywiście różny, ponieważ dzieci rodzą się jakieś. To nie białe kartki, które możemy dowolnie zapisać. W związku z tym u niektórych trudniej rozpoznać potrzeby i emocje, u innych nieco łatwiej. Dąbrowska podkreśla coś jeszcze. Każdy z nas rozpoczął życie w czyimś ciele. Po urodzeniu mieliśmy jedno zadanie — nawiązać więź z ludźmi dookoła, bez których byśmy nie przeżyli. Dlatego ewolucja wyposażyła nas w system przywiązania i pierwotne zaufanie do dostępności dorosłych. Mark Solms, neuropsychoanalityk z RPA, opisuje to wprost — potrzeba więzi nie jest miękką nadbudową nad biologią, tylko jednym z podstawowych instynktów ssaczych, z własnym obwodem w pniu mózgu. To jak z głodem: nie wybieramy, czy go odczuwać.

Zaufanie do dostępności?

— Mały człowiek wysyła sygnały, oczekując odpowiedzi. I to oczekiwanie staje się potem fundamentem zaufania. Stąd zwraca na siebie uwagę, zachęca nas do kontaktu i zajmowania się nim. Co jednak, gdy dziecko po urodzeniu dużo śpi, nie chce się budzić ani jeść? Albo odwrotnie: ciągle płacze? Nie bardzo wiemy, o co mu chodzi. Z gotowymi rozwiązaniami pojawiają się za to wszyscy „życzliwi” z naszego otoczenia. Doradzają i pouczają, co powinniśmy, a czego nie. Naprawdę można przez to stracić wiarę w swoje rodzicielskie umiejętności i intuicję. Po pana twarzy widzę jednak, że pańskie dziecko raczej sygnalizuje potrzeby w sposób czytelny. Wyobrażam sobie, że jednak mogło mu się zdarzyć płakać przez dłuższy czas, prawda? Jak się pan czuł, gdy nic na niego nie działało?

Mieszało się we mnie współczucie, że jest mu ­trudno, a także bezradność i frustracja, że nie umiem pomóc.

— Co pan sobie wtedy myślał?

Dobrze, ma mnie pani! Tak bolały mnie lędźwie od noszenia dziecka, że pomyślałem, czy nie ­odłożyć go na chwilę.

— No właśnie. Częstotliwość takich trudnych momentów — mimo że rodzic chce dziecku pomóc — wpływa potem na jego obraz siebie jako rodzica. Stąd myśli o odłożeniu, wzięciu oddechu lub mówienie sobie w głowie: „dziecko jedyne, przestań mnie dręczyć!”. To, co dorosły robi z tymi uczuciami i myślami, zależy od jego zdolności do samoregulacji. U niektórych one mogą zablokować jakąkolwiek empatię. Pamięta pan, jak jakiś czas temu rozmawialiśmy w „Newsweeku Psychologii”, skąd biorą się emocje?

Wywołuje je bodziec?

— Tak, a my nadajemy mu potem znaczenie i wybieramy tendencję do działania. To, co czuję, pomaga mi wiedzieć, dokąd mogę pójść. Pan, gdy dziecko płakało, pomyślał: „przeżywa coś trudnego”. To jednak wciąż empatyczne wyjaśnienie. Co jeszcze mogą myśleć rodzice w takich chwilach?

Że dzieciak jest wredny.

— Albo uparty i rośnie z niego mały tyran. Kiedyś nawet uważano płacz dziecka za próbę wymuszenia czegoś od dorosłych. Radzono nie nosić go wtedy na rękach, aby z czasem się nie przyzwyczaiło. Jak widać, to, jakie nadamy bodźcowi znaczenie, wpływa potem na naszą decyzję o działaniu „ku” albo „od”.

Czyli?

— Każdy kierunek będzie na skali. Bezpieczne „od” oznacza np. chwilowy dystans, żeby samemu się uspokoić. Pozabezpieczne to zostawianie płaczącego dziecka samego do momentu, aż przestanie to robić. Bezpieczne „ku” wiąże się z cierpliwym towarzyszeniem dziecku, pozabezpieczne zaś z krzyczeniem na nie lub karaniem go. A pan co zrobił wtedy z tym bólem pleców?

Poprosiłem o pomoc żonę.

— Bo można mieć już dość, prawda? Można czuć, że zaczynają rodzić się w nas mało empatyczne emocje?

Właśnie, można?

— A nie? Czujemy wszystko. Nie wybieramy, co czuć, ale możemy wybrać sposób wyrażania emocji, czyli nasze zachowanie.

Ale ja wcześniej zawstydziłem się, jak mogłem ­pomyśleć o odłożeniu dziecka.

— Są takie chwile, w których każdy może fantazjować o byciu ponownie bezdzietnym singlem. To zdrowe fantazje, o ile pozostają fantazjami. A prawda jest taka, że myśl o odłożeniu dziecka może przynieść ulgę.

Pani nie skarciłaby się za to?

— Nie jestem święta. Jak każdy rodzic miewam różne myśli i reakcje. Z dłuższą praktyką pewnie doświadczy pan, że można czuć się winnym nie tylko za myśli, ale także za działanie, z którego nie jesteśmy dumni po fakcie.

Bo dzieci robią rzeczy trafiające w nasze czułe punkty, słabsze momenty, czym nas rozregulowują. Ale podsumowując — wiemy już trzy rzeczy. Rodzic ma jakiś obraz siebie, a także dziecka niezależnie od jego wieku. Rodzic chce się do niego dostroić. Ten mały człowiek zaś ufa, że dorosły odpowie na jego przywiązaniowe potrzeby. Na podstawie tego, czy rzeczywiście tak będzie, zbuduje następnie obraz siebie.

Chwila, a nie rodzica?!

— Jak powiedział psychoanalityk Ronald Fairbairn, z perspektywy małego dziecka lepiej jest być grzesznikiem w świecie rządzonym przez Boga niż niewinnym w świecie rządzonym przez szatana. W związku z tym dla małego dziecka lepiej jest powiedzieć sobie, że mamusia i tatuś się zezłościli, bo zachowało się niegrzecznie, niż zarzucić im nieprzewidywalność. Wtedy pozostałoby wprawdzie niewinne — myśląc „to nie przeze mnie” — ale zarazem przerażone. Więc lepiej wziąć winę na siebie, bo to daje złudzenie wpływu. Dewaluacja rodziców pojawia się znacznie później, najmocniej w adolescencji.

To jak rodzic ma pozwolić sobie na trudne emocje, skoro dziecko odbiera je personalnie?

— Na szczęście relacja rodzic — dziecko nie jest taka krucha. Zanim jednak do niej przejdziemy, musimy jeszcze wspomnieć o emocjach pierwotnych i wtórnych. Pierwsze są bezbronne i głęboko w nas, bo wiążą się z przywiązaniem. To lęk, smutek, poczucie samotności, tęsknota za bliskością, wstyd. Drugie zawdzięczają swoją nazwę temu, że wynikają z naszej odpowiedzi na coś trudnego. Są widoczne na powierzchni w zachowaniu. To reaktywna zbroja, która przykrywa te pierwsze. Czyli złość, krytyka, chłód, wycofanie. Wielu rodziców zastanawia się, czy dobrze pełnią swoją rolę. Nieraz także czują się z tego powodu zawstydzeni bądź zaniepokojeni. Sam pan wspomniał, że poczuł wstyd na myśl o chwilowym odłożeniu dziecka. Trudne uczucia przyczyniają się do powstania w rodzicach różnych blokad. Blokady zaś wpływają na ich styl opieki. Jeśli opieka jest dostrojona, dorosły szuka i sprawdza, jak odpowiedzieć adekwatnie na emocje dziecka. Natomiast opieka bywa także nadmiarowa.

Za terapeutą Jamesem Furrowem i jego współpracownikami wyróżniamy jej trzy rodzaje.

Pierwszy?

— Nadmiarowe wymagania i krytyka wobec dziecka.

Na zasadzie: „masz to zrobić!”, „jesteś leniem i nieukiem”, „nie dręcz już mnie płaczem!”.

Przecież dziecko nie chce nas dręczyć.

— Oczywiście, dziecko nie „robi problemów”. Ono pokazuje, że coś w relacji boli. Krytyka to jednak reakcja obronna niektórych rodziców i odpowiedź na ich poczucie bezradności. Kolejny rodzaj opieki nie tyle nadmiarowej, ile wręcz opresyjnej — nadopiekuńczość. Dobrze ilustruje ją żart, w którym doświadczające jej dziecko pyta: „mamo, jest mi zimno?”, „tato, czy ja jestem głodny?”. W tym układzie dorosły nie widzi granic dziecka, bo tak bardzo pragnie jego „szczęścia”. Ostatni rodzaj nadmiarowości w opiece to pobłażliwość. W tym przypadku rodzic potrzebuje być dobrze widziany. Nie chce, aby dziecko złościło się na niego. Odczuwa lęk przed konfliktem, więc pozwala na wszystko. Jednak blokady wynikające z nadmiarowości to dopiero jedna strona medalu opieki.

Druga?

— Mamy też blokady niedoboru. Weźmy rodziców,

którzy są nieobecni fizycznie lub psychicznie. Bardziej niż na dziecku skupiają się na swoich sprawach, myślach czy telefonie. Dorośli mogą także zachowywać się wobec niego w sposób zdystansowany, chłodny, a niekiedy także — obrażalski. W niedoborze jest też rodzic, którego możliwość popełnienia wychowawczego błędu paraliżuje do tego stopnia, że czuje się zamrożony. Efekt? Nie robi nic. Natomiast wszystkie z tych blokad wynikają z dobrych intencji.

Jak to?

— Reaktywna reakcja opiekuńcza wypływa z pozytywnej intencji rodzica — by chronić i ulżyć dziecku — ale napotyka indywidualne lub kontekstowe bariery. Szczególnie kiedy wstyd organizuje pole emocjonalne rodzica, jego dostępność się zawęża, a dostrojenie zostaje naruszone. To moment, w którym rodzic chce pomóc, natomiast jego własny system alarmowy wygrywa z systemem opieki.

Co nie znaczy od razu, że jest fatalnym opiekunem?

— Każdy dobry rodzic rozregulowuje się czasem. Bywa krytyczny, reaguje złością, wycofaniem, nie słyszy słów dziecka albo każe mu włożyć dodatkową warstwę odzieży. Problem leży gdzie indziej. W tym, co potem robimy z podobnymi zachowaniami.

Zanim do tego przejdziemy, opowie pani o trudnych emocjach po stronie dziecka?

— Jego pierwotną potrzebą jest potrzeba bezpieczeństwa. Chce być także widziane i akceptowane, więc pierwotne emocje to w tym przypadku lęk, smutek, wstyd. Brooke Feeney, amerykańska badaczka więzi, ujęła to paradoksem: im bardziej dziecko czuje, że może bezpiecznie być zależne, tym bardziej staje się niezależne. To jest kontrintuicyjne, bo kulturowo uczymy się, że samodzielność buduje się przez odcięcie. Tymczasem budują ją bezpieczne powroty do bliskiej osoby. Jeśli zaś chodzi o emocje wtórne — czyli te, które są reakcją na coś trudnego — to jakie by pan wymienił?

Takie jak u dorosłych?

— Dokładnie! My, ludzie, mamy podobne potrzeby bez względu na wiek. Różnimy się natomiast zdolnością do regulacji. I tu dorosły jest stroną odpowiedzialną. Jeżeli więc dziecko spotyka się z niedostrojoną reakcją od rodzica, jego emocje mogą się intensyfikować. Słowem, wtórność za wtórność. Po stronie dziecka może ­przejawiać się to w postaci zachowań buntowniczych. Część z nich skieruje je w stronę rodzica. Mówię tu o awanturach, nazywaniu go głupim lub podłym, mówieniu, jak bardzo się go nienawidzi. Odpowiedzią na trudne emocje rodzica może być także agresja kierowana w swoją stronę. Już nie dorosły jest głupi, tylko ja sama. Kolejna reakcja — perfekcjonizm. Dziecko staje na palcach, aby tylko być zauważone. Przesuwa swoje granice. Przesadnie kontroluje samego siebie. Nierealne standardy mają zapewnić mu nagrodę. Są jeszcze dzieci sparentyfikowane. One martwią się stanem emocjonalnym rodziców i próbują zaopiekować się nimi. Mali ludzie mogą także mieć strategie minimalizujące. Skoro dorosły jest wycofany w relacji, one także tłumią własne reakcje. Nie mają potrzeb. Są tak grzeczne, że aż znikają.

Chłodem z ich strony mogłaby być też ironia?

— Zdecydowanie. Wówczas dzieci udają, że nic ich nie wzrusza. Są nadmiernie wyluzowane. Niekiedy też wycofują się z relacji z rodzicem. Milczą, omijają go, znikają z domu, siedzą w pokoju ze słuchawkami.

I co teraz?

— Rodzicielstwo to coś w rodzaju tańca więzi. W tym tańcu rodzinnym jest cyrkularność. A to dlatego, że dziecko, jak wspominałam, jest jakieś. Jeśli wysyła dorosłemu trudne sygnały, rodzic może nie umieć dostroić się do nich i daje odpowiedź reaktywną. Bywa też tak, że dorośli błędnie interpretują emocje i reakcje dzieci. Kiedyś zbadał to amerykański psycholog więzi Edward Tronick. Wie pan, jaki procent trafień mieli rodzice?

Siedemdziesiąt?

— Trzydzieści, reszta to były rozminięcia. Tronick zresztą podkreślał, że istotą nie jest sam wskaźnik 30 proc., tylko naprawa po rozminięciu. A zatem to, czy rodzic, który przecież jest odpowiedzialny za więź z dzieckiem, po niej wraca. Rozminięcia są normą. Klinicznie problematycznie robi się dopiero, kiedy naprawa systematycznie nie przychodzi. Wówczas w relacji osadzają się tzw. urazy więzi. Gdy pana dziecko płakało, rozpoznał pan jego trudne emocje. Pomieścił je pan, sam się wyregulował i pomyślał: „Dobra, jestem ojcem. Tobie jest trudniej niż mnie” i poprosił żonę o wsparcie. Reakcja świetna, bo nie wynikała z blokady.

A gdyby to ona była jej źródłem?

— W takim razie wyobraźmy sobie, że wychodzi pan wkurzony z pracy, stoi w korku, ludzie trąbią, ktoś kłóci się na drodze, jest pan głodny, potem wchodzi pan do domu, patrzy, a tam buty dziecka na środku przedpokoju. Krytyka aż sama wyrywa się z ust. Że chlew. Że tylko pan o wszystkim musi myśleć w tym domu. Czy pańskie trudne emocje są o dziecku? Kompletnie nie. A czy rozminął się pan z nim?

Kompletnie tak.

— Szczęśliwie dla rodziców — można coś z tym zrobić. Na przykład pójść do dziecka, przytulić i powiedzieć: „Sorry, to nie było o tobie, tylko o mnie. Miałem swoje emocje niezwiązane z tobą. Dalej nie podobają mi się rozwalone buty, ale zareagowałem przesadnie”. Czuje pan miękkość w tym? To zaoferowanie dziecku bezpieczeństwa i ciepła. Pokazanie mu, jak można ponosić odpowiedzialność za swoje zachowanie. A przy okazji również — że warto oddzielać intencje od skutków. Najbardziej rani nie konflikt, tylko moment, w którym zostajemy sami ze swoimi emocjami. Jeżeli odpowiedź na pytanie dziecka: „czy mogę na ciebie liczyć, kiedy cię potrzebuję?”, brzmi „tak” — to może być nawet niedoskonałe „tak” — trudna emocja staje się materiałem do wzrostu, a nie do rany. Możemy jeszcze przyznać, że to, co wydarzyło się między nami, jest dla nas ważne. Nie chcemy, aby długofalowo wpływało negatywnie na naszą relację. Jak pan się domyśla, dlaczego?

Po pomyłce z procentami boję się zgadywać.

— Tym razem odpowiedź jest łatwiejsza. Bo upewniamy dziecko, że jest dla nas ważne.

Barbara Sławik — certyfikowana psychoterapeutka i superwizorka, nauczycielka psychoterapii. Autorka artykułów oraz wielokrotna prelegentka konferencji psychoterapeutycznych. Prowadzi psychoterapię indywidualną, par i rodzin, a także warsztaty dla par. Założycielka gabinetu Mentalia — Pracownia Terapii i Rozwoju w Warszawie

Łukasz Pilip — reporter. Laureat Festiwalu Wrażliwego w kategorii Twórca Szczególnie Wrażliwy i Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza. Autor książki „Podwórko bez trzepaka”, współautor książki „Porwany. 82 dni w rękach piratów”

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
5

17.06.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Dzieci z gabinetu Andrzeja Samsona. „Zostały zgliszcza, a jego dalej wynosi się na piedestał”

Dzieci z gabinetu Andrzeja Samsona. „Zostały zgliszcza, a jego dalej wynosi się na piedestał”

Skala amerykańskiego pijaństwa w XIX w. porażała. „Współcześni Rosjanie piją 6 razy mniej”

Skala amerykańskiego pijaństwa w XIX w. porażała. „Współcześni Rosjanie piją 6 razy mniej”

Kim Dzong Un wykorzystuje nieuwagę Trumpa. „Otwiera drogę do przełomu”

Kim Dzong Un wykorzystuje nieuwagę Trumpa. „Otwiera drogę do przełomu”

Nowicki: zamieszki na tle rasowym ogarną Europę? To nie są czcze pogróżki

Nowicki: zamieszki na tle rasowym ogarną Europę? To nie są czcze pogróżki

Alicja nigdy nie powie tego Robertowi. „Zmieniłby zdanie na mój temat”

Alicja nigdy nie powie tego Robertowi. „Zmieniłby zdanie na mój temat”

PiS ma plan na aferę z radnym KO. „To się nie rozejdzie po kościach”

PiS ma plan na aferę z radnym KO. „To się nie rozejdzie po kościach”

Złoty środek w związku. „To sposób na omijanie awantur”

Złoty środek w związku. „To sposób na omijanie awantur”

Brudne interesy Białej Podlaskiej. Siegień: To nie jest zwykłe miasteczko

Brudne interesy Białej Podlaskiej. Siegień: To nie jest zwykłe miasteczko

Dzieci na Ozempicu. „Mówię Marysi: dość, odstawiamy. A ona w płacz”

Dzieci na Ozempicu. „Mówię Marysi: dość, odstawiamy. A ona w płacz”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Bezumowne korzystanie z nieruchomości. Sąd Najwyższy wyjaśnił zasady odpowiedzialności – Biznes Wprost

Bezumowne korzystanie z nieruchomości. Sąd Najwyższy wyjaśnił zasady odpowiedzialności – Biznes Wprost

18 czerwca, 2026
Chrząszcz biegacz zielonozłoty. To klejnot polskich gór

Chrząszcz biegacz zielonozłoty. To klejnot polskich gór

18 czerwca, 2026
Żołnierze USA w Europie. Hegseth zapowiedział przegląd sił

Żołnierze USA w Europie. Hegseth zapowiedział przegląd sił

18 czerwca, 2026
Media o kulisach kłótni w PiS. Starli się Jacek Sasin i Marek Suski

Media o kulisach kłótni w PiS. Starli się Jacek Sasin i Marek Suski

18 czerwca, 2026

Najnowsze Wiadomości

Dzieci z gabinetu Andrzeja Samsona. „Zostały zgliszcza, a jego dalej wynosi się na piedestał”

Dzieci z gabinetu Andrzeja Samsona. „Zostały zgliszcza, a jego dalej wynosi się na piedestał”

18 czerwca, 2026
Opłata audiowizualna zamiast abonamentu RTV. Jakie zmiany planuje rząd? – Biznes Wprost

Opłata audiowizualna zamiast abonamentu RTV. Jakie zmiany planuje rząd? – Biznes Wprost

18 czerwca, 2026
Wszedł na uniwersytet i uciął sobie drzemkę. Napisał o nim nawet prezydent

Wszedł na uniwersytet i uciął sobie drzemkę. Napisał o nim nawet prezydent

18 czerwca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.