Naczelnik wydał swym szwadronom rozkaz: anihilować Brauna. Dlatego politycy PiS stają do wyścigu na nacjonalizm i antyukraińskie szaleństwo. W partii pojawił się nawet pomysł, żeby zażądać reparacji za Wołyń, ale został uznany za zbyt ekstremalny. Przynajmniej na tym etapie.
Jeśli zna się to założenie, staje się jasne, dlaczego PiS wyraźnie skręca w stronę ekstremy — otóż Jarosław Kaczyński postawił przed swymi ludźmi zadanie zbicia notowań Korony Grzegorza Brauna poniżej 5 proc. Chodzi rzecz jasna o to, żeby Braun nie wszedł do Sejmu, bo wówczas Kaczyński może być zmuszony dogadywać z nim koalicję — a to partner niebywale trudny i wizerunkowo dla PiS niewygodny.
Ale jest w tym także drugi cel, znacznie ważniejszy. Otóż prezes obawia się, że jeśli Braun dostanie się do Sejmu, to jeszcze bardziej zyska na popularności i w perspektywie kilku lat drastycznie osłabi notowania PiS. To nie jest obawa bezpodstawna. Wyraźne spadki sondażowe PiS w ciągu ostatniego roku wynikają — jak pokazują wewnętrzne badania Nowogrodzkiej — właśnie z odpływu wyborców do Brauna.
Kaczyński robi więc, co może, by upodobnić PiS do Korony, a siebie do Brauna. To oznacza nade wszystko, że musi się odciąć od swej własnej polityki wsparcia dla Ukrainy po ataku Rosji w 2022 r. To, co pomogło Ukraińcom przetrwać najazd putinowskiej hordy i co kiedyś stanowiło powód do dumy, jest dziś dla PiS niewygodne i wstydliwe.
Stąd kompletnie groteskowe ataki na szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza za to, że na prośbę Amerykanów i sekretarza generalnego NATO przekazał Ukrainie pięć — powtórzmy: PIĘĆ — pocisków Patriot. Za swych czasów PiS wysłało na Ukrainę sprzęt wart prawie 15 mld zł. Za obecnego rządu pomoc jest jak dotąd 10 razy niższa.
PiS ma ekstremalny pomysł
Ekstremizm ma przykryć fakty — dlatego ataki na Ukraińców muszą być intensywniejsze, zaś kult Wołynia tym bardziej okazały. Kaczyński rozumie, że prawicowy vox populi oczekuje wstrzymania pomocy dla Ukrainy i dyskryminacji Ukraińców w Polsce i mu ulega, bo chce wrócić do władzy i ocalić swą partię przed politycznym kanibalizmem ze strony Brauna. W PiS pojawił się nawet pomysł, żeby zażądać reparacji za Wołyń, ale został uznany za zbyt ekstremalny, przynajmniej na tym etapie. Za to już jesienią zeszłego roku prezydent skierował do Sejmu przepisy o zakazie banderyzmu.
W ekstremizm idą nawet politycy uważani dotąd za relatywnie umiarkowanych — jak Mateusz Morawiecki. Jeszcze do niedawna — jako bodaj ostatni w PiS — odmawiał zwrotu medalu, który dali mu Ukraińcy za pomoc po wybuchu wojny. Finalnie zmienił zdanie i przekazał swój medal do Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej — tak jakby wojna w Ukrainie miała jakikolwiek związek z Wołyniem. To ten sam Morawiecki, którego rząd pomagał Ukrainie, który jeździł do Kijowa w najtrudniejszych chwilach — i którego najbliższy współpracownik Michał Dworczyk zajmuje się ekshumacjami na Wołyniu.
Namaszczenie przez Kaczyńskiego prawicowego ekstremisty Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera nie poprawiło notowań partii. Co więcej, nominacja ta doprowadziła do brutalnej wojny wewnątrz PiS. Czarnek jest przedstawicielem frakcji tzw. maślarzy, więc Morawiecki i jego frakcja „harcerzy” poczuli się zagrożeni — i stworzyli własne stowarzyszenie, co pokazuje, że w PiS może dojść do rozłamu.
„Maślarze” kopią dołki pod Czarnkiem
A „maślarze” nie są już monolitem. W tej nabiałowej frakcji ambicje premierowskie mają także Tobiasz Bocheński oraz Patryk Jaki. Jak słyszę, obaj zaczynają kopać dołki pod Czarnkiem, przekonując, że topienie Brauna każdy z nich przeprowadzi lepiej.
W PiS nie brakuje jednak sceptyków, którzy uważają, że wyrok wydany przez Kaczyńskiego na Brauna nie ma żadnego znaczenia. Prawicowy elektorat raz urzeczony trydenckim rytem Brauna, jego antyunijną retoryką i wymierzonymi w Ukraińców rozróbami, do PiS już nigdy nie wróci. Powód jest prosty — jak daleko Kaczyński by poszedł w swym ekstremizmie, to są granice, których nie przekroczy. Może na wzór Brauna pomstować na Brukselę i Kijów, ale na Tel Awiw pomstować nie będzie. Odebrał lekcję w 2018 r., gdy Amerykanie wprowadzili nieformalne sankcje na oficjeli PiS po tym, gdy Kaczyński wpadł na pomysł ścigania tych badaczy, którzy przypisują niektórym Polakom współodpowiedzialność za Holokaust.
Przez ćwierć wieku nikt na prawicy nie pokonał Kaczyńskiego ani nie uszczknął mu na stałe poważnej części elektoratu. A Braun zabrał Kaczyńskiemu dobre 10 pkt, i to w niewiele ponad rok. Pokonać Kaczyńskiego w wyborach co prawda nie ma szans, ale może go osłabić na tyle, że PiS się rozpadnie — i w ten sposób zakończy jego marzenia o kolejnych rządach. W tym sensie Kaczyński walczy z Braunem na śmierć i życie.