Co zrobi Donald Trump, jeśli wygra Hiszpania? Wręczy puchar czy strzeli focha? Idę o zakład, że prezes FIFA Gianni Infantino jest już na to przygotowany.
Minęło właśnie 57 lat od opisanej przez Ryszarda Kapuścińskiego czterodniowej „wojny futbolowej” między Hondurasem a Salwadorem. Przegrany przez Honduras mecz eliminacyjny mistrzostw świata w 1969 r. stał się ponoć pretekstem do przygranicznych potyczek, w których zginęło około 2 tys. osób. W rzeczywistości wynik meczu był tylko zapalnikiem wzbierającej od dawna fali nacjonalizmu.
Po blisko sześciu dekadach znów mundialowa piłka splata się z polityką. Kiedy piszę te słowa, nie mam pojęcia, jaki będzie wynik finałowego spotkania, ale sam jego skład i osoba gospodarza tegorocznego mundialu sprawiają, że będzie ono pełne napięcia. Z jednej strony na murawie staną Hiszpanie, którzy w półfinale pokonali Francję idącą przez turniej jak taran. Z drugiej — mamy reprezentację Argentyny, która w półfinale z Anglią powetowała sobie militarną porażkę w wojnie o Falklandy (czyli Malwiny) w latach 80.





