Polska dawno nie była tak zelektryzowana i podzielona! Nie każdy musi obejrzeć, ale każdy czuje się wręcz patriotycznie zobowiązany do tego, by zabrać głos w narodowej debacie o serialu „Lalka”. Ile głosów, tyle Łęckich, ile oporów, tylu Rzeckich i Wokulskich, kilometry tekstu płyną, a pod postami robi się gorąco. Ja jeszcze nie widziałam, a ponieważ jestem nudziarą, której to przeszkadza, to się nie wypowiem.
Nie widziałam, bo oglądałam akurat inne seriale, a najbardziej wciągnął mnie ten, o którym przypomniał w tym tygodniu „Financial Times”. Trudno sztuce mierzyć się z życiem, zwłaszcza z takim, które zawiera w sobie niewyobrażalnie wielkie pieniądze, spotkania w egzotycznych miejscach, płatności przekazywane bez żadnych gwarancji za pomocą małych przenośnych dysków, tankowce, czartery i puste baryłki bez wenezuelskiej ropy naftowej. W tej scenografii pojawiali się kolejni bardzo dziwni mężczyźni, którzy podejmowali się tego, że cenne surowce dostarczą, ale zamiast tego ginęli tylko za mgłą jak ten muminek spod Sopot, całego wierszyka nie przytoczę, bo zawiera wyrazy, ale jak Państwo chcą, to sobie proszę zajrzeć do książki Agnieszki Osieckiej „Szpetni czterdziestoletni”, która w ogóle jest piękna, więc tylko na tym zyskacie.
Moim ulubionym bohaterem tej historii jest pokątny pizzaiolo, który najpierw kręcił placki w Londynie, żeby potem założyć firmę pośredniczącą w różnych sprawach, a następnie przeniósł się do Moskwy, gdzie podobno sobie spokojnie żyje. „Financial Times” naliczył siedmiu takich osobników, ale mogło być ich więcej, tylko się nie afiszowali. Tak samo, jak teraz afiszować nie chce się prezes Obajtek, który w tonie dość jednak nerwowym twierdzi, że o niczym nie miał pojęcia, co jednak wydaje się dziwne, bo wyczarterować tankowiec jest chyba trudniej, niż wypożyczyć Fiata Panda na wakacje.




