Baltic Opera Festival wraca do Opery Leśnej w Sopocie z programem, którego osią jest „Walkiria” Richarda Wagnera. Czwarta edycja wydarzenia odbędzie się w dniach 2-7 lipca i obejmie m.in. polską prapremierę sceniczną „Polskiego Wesela” Józefa Beera oraz koncert „Muzeum człowieka — Penderecki in memoriam”.
Organizowany przez Operę Bałtycką festiwal od początku buduje program wokół dużych produkcji. Tegoroczna edycja Baltic Opera Festival skierowana jest zarówno do wytrawnej publiczności, jak i widzów, którzy dopiero w świat opery wchodzą. Centralnym punktem będzie „Walkiria” — druga część cyklu „Pierścień Nibelunga”, prezentowana w 150. rocznicę pierwszego pełnego wykonania całości. W sopockiej Operze Leśnej (2 i 5 lipca) zobaczymy inscenizację w reżyserii Johna Fulljamesa, przygotowaną w koprodukcji Royal Danish Theatre i Greek National Opera.
„Walkiria” to jedno z najczęściej wystawianych dzieł Richarda Wagnera (1813-1883), ale wciąż pozostaje ogromnym wyzwaniem — zarówno dla wykonawców, jak i publiczności. Trwające blisko pięć godzin (z dwiema przerwami) dzieło opowiada o świecie bogów z mitologii germańskiej, uwikłanych w bardzo ludzkie konflikty. W obsadzie znaleźli się m.in. Tomasz Konieczny (Wotan), Stanislas de Barbeyrac (Siegmund) i Izabela Matuła (Sieglinde). Małgorzata Walewska wciela się w Frickę, żonę Wotana, strażniczkę małżeństwa i porządku. To — nie licząc cyklu pieśni do wierszy Matyldy Wesendonck, które ma w swoim repertuarze — jej trzecie spotkanie z Wagnerem, po Kundry w „Parsifalu” i epizodzie Mary w „Latającym Holendrze”. Jak mówi, dojście do tego repertuaru wymaga czasu. — Do śpiewania Wagnera trzeba dojrzeć. A ja właśnie dojrzałam. Cieszy mnie, że mając 60 lat, mogę cały czas się rozwijać jako śpiewaczka i aktorka.
Przez lata Walewska była kojarzona przede wszystkim z repertuarem włoskim i francuskim, a więc zupełnie innym. — Wagner to teatr, tu nie liczą się tylko piękne melodie, ale przede wszystkim podanie tekstu. A niemieckie słowa podaje się trudno. Technika pozostaje ta sama, ale największym wyzwaniem jest czas. Role wagnerowskie są wyczerpujące kondycyjnie — wylicza artystka. I dodaje: — Oprócz przygotowania wokalnego trzeba też zadbać o siłę fizyczną. No i o wygodne buty.
Rola Fricki nie należy do rozbudowanych, ale ma kluczowe znaczenie dla przebiegu dramatu: bohaterka konfrontuje się z Wotanem, odpowiednikiem nordyckiego Odyna, i wymusza na nim podjęcie bardzo trudnej decyzji. — Wszystko! — odpowiada mezzosopranistka, zapytana, co w tej partii daje śpiewaczce największą satysfakcję. — Fricka kocha i jednocześnie nienawidzi. Jest władcza, despotyczna, bezwzględna, podstępna i mściwa. Jej postać to wyzwanie aktorskie i wokalne. Każde słowo ma znaczenie, każda kropka przy nucie i pauza coś znaczy. Trzeba tylko zrozumieć zapisy kompozytora i przepuścić je przez siebie.
„Walkiria” wyrasta z mitów, ale współczesne inscenizacje często pokazują ją jako opowieść o zdegenerowanej korporacji lub chwiejącym się systemie politycznym. Małgorzata Walewska widzi w niej głównie historię napędzaną emocjami. — Postacie są wymyślone, ale problemy i emocje prawdziwe. Miłość, która nie zna granic. Zdrada, zazdrość, kazirodztwo, żądza władzy — to wszystko towarzyszy ludzkości od początku i obawiam się, że to się nie zmieni.
W programie znalazło się też „Polskie Wesele” Józefa Beera (1908-1987) w reżyserii Pawła Miśkiewicza — historia powrotu emigranta do ojczyzny w realiach zaboru rosyjskiego, widziana przez pryzmat pamięci i wyobrażeń. Dzieło z lat 30., pierwotnie wystawione w Zurychu, balansuje między operą, operetką a musicalem. Choć zostało przetłumaczone na osiem języków, w Operze Bałtyckiej (3 i 4 lipca) będzie pokazane po raz pierwszy w Polsce od 1937 r.
— Choć bywa określany mianem „polskiego Gershwina”, to jednak bliżej mu do Lehára — zauważa dyrygent i kierownik muzyczny Łukasz Borowicz, wskazując na kunszt muzyki kompozytora: zjawiskową melodykę, wyszukane akordy, subtelne modulacje i mistrzostwo instrumentacji. — Także pod tym względem Beer dorównuje najwybitniejszym twórcom swojej epoki — dodaje.
W Operze Bałtyckiej zabrzmi także „Muzeum człowieka — Penderecki in memoriam” (6 lipca) w wykonaniu Sinfonietty Cracovii pod dyrekcją Michała Klauzy. To projekt łączący koncert symfoniczny z tańcem współczesnym, oparty na muzyce Krzysztofa Pendereckiego (1933-2020) i poświęcony pamięci kompozytora i jego żony Elżbiety Pendereckiej (1947-2025). W programie znalazły się „Trzy utwory w dawnym stylu”, „Sinfonietta nr 2”, „Chaconne” z „Polskiego Requiem” oraz „Partita”, która otrzyma choreografię przygotowaną przez Mariana Żaka i Andrzeja Grabowskiego z udziałem tancerzy Opery Krakowskiej.
Finał Baltic Opera Festival to recital Anett Fritsch (7 lipca, Europejskie Centrum Solidarności) z programem „Madame, ich liebe Sie!”, inspirowanym romantyczną poezją Heinricha Heinego (1797-1856). Artystka wykona pieśni m.in. Roberta Schumanna, Clary Wieck-Schumann, Johannesa Brahmsa, Piotra Czajkowskiego, Felixa Mendelssohna-Bartholdy’ego i jego siostry Fanny Hensel. Towarzyszyć jej będzie pianista Florian Krumpöck, a teksty poety zaprezentuje aktor Sven-Eric Bechtolf. Aktualności, program i bilety online: www.balticoperafestival.pl.




