Nie wierzę, żeby uważał Trumpa za wyjątkowo inteligentnego. Poparł go, bo poczuł się urażony przez Bidena i po prostu postanowił się zemścić – mówi Ashlee Vance, autor biografii Elona Muska, gość wydarzenia Impact’25.

Ashlee Vance: I to jest pytanie na rozgrzewkę? Tak. Zawsze był trochę szalony, ale ostatnio jakby bardziej.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

– To była jedna z naszych pierwszych rozmów, kiedy zaczynałem pracę nad książką: chciał wiedzieć, czy uważam go za wariata. Ale od tego czasu zdecydowanie bardziej się odsłonił. I dziś większość ludzi pewnie powiedziałaby, że Musk jest szalony, i to na wielu poziomach.

– Dziesięć lat temu był na pewno bardziej nieśmiały. To znaczy zawsze był bardzo pewny siebie i miał ogromną wiarę we własny intelekt, ale wtedy nie był aż tak bardzo na świeczniku, wciąż próbował udowodnić światu, że jest kimś. Jego firmy, Tesla i SpaceX, nie były aż takimi gigantami. Dziś jest najbogatszym człowiekiem na świecie i globalnym celebrytą. Kręci go władza – medialna i polityczna. I to go różni od człowieka, którego znałem.

– To jest właśnie jego supermoc. Dziś wielu ludzi Elona nienawidzi, ale nawet jego najwięksi wrogowie szanują u niego tę umiejętność: że jest w stanie zarazić swoją wizją. Przyciągnąć młodych inżynierów, którzy będą ją realizowali. Częściowo na pewno wynika to z tego, że wszystkie jego firmy mają bardzo ambitne cele, typu kolonizacja Marsa: okazuje się, że wiele osób podziela to marzenie. Chcą eksplorować kosmos i postrzegają Elona jako najlepszą drogę do osiągnięcia tego celu. Bo Elon ma na to pieniądze, know how, wszystko.

To samo dotyczy Tesli: jeśli martwisz się o klimat, interesujesz się technologią i przesuwaniem jej granic, on to po prostu robi. Umożliwia ci realizację tych celów. Wiele osób powie, że pracowało dla niego przez pięć lat, wypaliło się i odeszło. Ale w ciągu tych pięciu lat Elon zmuszał ich do maksymalnego wykorzystania swoich możliwości. I wiele osób chce się tak sprawdzić. Tak jak z uprawianiem triathlonu: chcesz zobaczyć, gdzie są twoje granice, co możesz osiągnąć, jeśli dasz z siebie wszystko. Nawet jeśli bywa to tortura.

– Ludzie zawsze mówią: pieniądze. Mnie to nie przekonuje. Nie wątpię, że Elon docenia rzeczy, które można kupić za pieniądze, ale nie sądzę, żeby to był jego ostateczny cel.

– Trochę na pewno. Jeśli miałbym się bawić w psychologa, przypomniałbym, że Elon jako dziecko był stereotypowym kujonem, którego rówieśnicy ignorowali lub się z niego wyśmiewali. I myślę, że wciąż próbuje udowodnić światu, że jest ważny, i wciąż domaga się uznania. Na pewno lubi uwagę. Potrzebuje jej.

– Dlatego też uważam, że Elon jest inny. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek poczuł się w pełni usatysfakcjonowany czy spełniony.

– Och, to były inne czasy. W Dolinie Krzemowej panowało przekonanie, że technologia może rozwiązać wszystkie problemy, dlatego powinniśmy pędzić ku przyszłości i nie oglądać się za siebie. To rodzaj technologicznej religii. Elon wywodzi się z tego właśnie środowiska i wciąż się z nim identyfikuje.

– To prawda, ale w Dolinie wiara w postęp trzyma się mocno. Wciąż spora grupa uważa, że świat niepotrzebnie hamuje rozwój, bo technologia jest dla ludzkości jedyną drogą naprzód.

– Zasadniczo tak. Po to przecież planuje kolonizację Marsa. Elon zawsze martwił się o ludzkość. I tak, na poziomie interpersonalnym potrafi być tyranem. Wobec pracowników bywa naprawdę okropny. Nie sądzę też, żeby za bardzo się przejmował pojedynczymi ludźmi. Ma natomiast dziwną empatię wobec całej ludzkości. Kiedy mówi o przyszłości gatunku ludzkiego, widać w tym emocje. I nie sądzę, żeby były udawane.

– Dekadę temu zapewne też tak uważał, ale na głos by tego nie powiedział. A dziś nie ma z tym problemu. Elon generalnie zgadza się z Ayn Rand [twórczynią obiektywizmu, czyli filozofii gloryfikującej egoizm i leseferyzm], Fryderykiem Nietzschem i ich wizją nadludzi, którym wolno więcej. W książce cytuję jego byłą żonę, która mówi, że to jest świat Elona, a reszta z nas w nim żyje. Myślę, że on właśnie tak postrzega rzeczywistość. Są rzeczy, które chce osiągnąć, a empatia tylko by w tym przeszkadzała.

– Może w jego głowie. Moim zdaniem to był ogromny błąd. Myślę, że kupił Twittera, ponieważ zaczął tweetować regularnie i uzależnił się od atencji, którą dostawał dzięki swoim tweetom.

– Zawsze chce więcej wszystkiego. Poza tym nie podobało mu się też lewicowe skrzywienie ówczesnego Twittera. I tu nie sądzę, żeby całkowicie się mylił. Nawet dla mnie, a skłaniam się ku lewicy, było to przegięcie. Elona doprowadzało do szału. Postanowił więc kupić Twittera, żeby przejąć kontrolę nad przekazem. Poza tym zapewne pragnął też zostać właścicielem ogromnej platformy medialnej. I jeśli planował wykorzystać wpływ i władzę, jaką daje posiadanie takiej platformy, to trudno zaprzeczyć, że osiągnął cel.

Giełda, jak wiadomo, idzie w górę, potem idzie w dół. Ale myślę, że się opłaciło. Musk potrafił znakomicie wykorzystać X podczas ostatniej kampanii prezydenckiej, dzięki czemu dostał tak dużą władzę w administracji Trumpa.

Z drugiej strony jego aktywność na Twitterze i w polityce miała katastrofalny wpływ na Teslę. Wzbudziła, zupełnie niepotrzebnie, nienawiść do marki. I nie wiem, czy uda im się to zmienić. Nastąpił totalny zwrot: kiedyś Teslę kochała lewica, a prawica nienawidziła. Dziś jest dokładnie odwrotnie.

– To trochę wina Kalifornii i lewicy. Joe Biden popełnił ogromny błąd, nie zapraszając Muska na eventy typu spotkanie producentów samochodów elektrycznych w Białym Domu. Do tego powiedział wtedy, że to General Motors stworzył amerykańskie elektryki – co było bzdurą, ponieważ GM wtedy sprzedał jakieś 12 sztuk takich aut, a Tesla stworzyła całą tę branżę. Myślę, że Elon wziął to do siebie. Poczuł się urażony i postanowił się zemścić. Poparł Trumpa, bo tak najłatwiej mógł zrealizować swój cel. Nie wierzę, żeby uważał Trumpa za człowieka wyjątkowo dobrego lub niezwykle inteligentnego. Po prostu był praktyczny.

Dzięki niej mogli jednak manipulować resztą świata, więc obu się to opłacało. Ale to prawda, nie spodziewałem się, że potrwa tak długo. Obaj byli zaskoczeni tym, że tak wiele osób tak negatywnie oceniło DOGE [stworzony przez Muska departament ds. wydajności rządu], i Trump postanowił się nieco zdystansować. Bo prezydent jednak ponosi polityczne konsekwencje swoich działań, a Elon może po prostu się wycofać i wrócić do swoich zajęć. Elon z kolei na pewno nie spodziewał się takiego spadku sprzedaży Tesli i potrzebował pomocy Trumpa.

Elon urodził się w RPA, więc nie może zostać prezydentem USA. Jeśli więc chciał kupić sobie władzę, musiał kupić miejsce tak blisko prezydentury, jak tylko się dało. I Trump był do tego idealny. Bo normalnie niezależnie od tego, jak dużą darowiznę przekazujesz na kampanię danego kandydata, po zwycięstwie nie dają ci biurka w Białym Domu. Elon nie mógł zrobić lepszego interesu.

– Na początku rzeczywiście było wiele zamieszania i dramy, ale jeszcze nie wiemy, jakie będą długotrwałe konsekwencje. Niektóre działania, jak odebranie funduszy osobom w potrzebie, zraziło wielu Amerykanów do DOGE. Ale też Elon ma długą historię robienia rzeczy, które reszta świata uważa za wariactwo. Niszczy i odbudowuje na nowo, i zazwyczaj całkiem nieźle na tym wychodzi. Więc na razie nie mam definitywnej opinii o zmianach, które wprowadził. Wciąż czekam, aby zobaczyć, jakie będą ich efekty.

– Zdecydowanie niekonwencjonalne i prawdopodobnie szalone. Ale też nie oszukujmy się: politycy generalnie nie są przykładami kompetencji, uczciwości i moralności. A to oburzenie na DOGE wydaje mi się trochę zbyt teatralne. Zwłaszcza że administracja Bidena to były cztery lata paraliżu: nie zrobiono niczego, żeby rozwiązać problemy Waszyngtonu i całego kraju.

– Elon nigdy nie obiecywał, że nie będzie chaosu.

– To pytanie za milion dolarów. Ale tak. Choć wielu ludzi pewnie by się ze mną nie zgodziło. Czy popieram jego metody? Nie wszystkie. Czy uważam, że to, co robi, ma pozytywne efekty? Zasadniczo tak. Bez Tesli i SpaceX USA byłyby dziś w bardzo niekorzystnej pozycji wobec Chin. Nie mielibyśmy samochodów elektrycznych. Chiny wyprzedziłyby nas w wyścigu kosmicznym. I naprawdę nikt nie mógłby w tych dwóch dziedzinach zrobić tego, co Elon. Byli tacy, którzy próbowali, ale bezskutecznie. Więc jeśli jesteś amerykańskim patriotą, to musisz odpowiedzieć „tak”. Nie żebym sam był szczególnie nacjonalistyczny, ale trzeba mu to przyznać.

Myślę też, że ludzie mają bardzo czarno-białe podejście do Elona: w ich oczach albo jest zły, albo jest genialny. A przecież nikt nie jest tylko taki albo tylko taki. Wszyscy mamy w sobie różne odcienie. A Elon jest fascynującą postacią. I tak, podtrzymuję moją opinię: w sumie jego zalety przewyższają wady.

Ashlee Vance jest urodzonym w RPA amerykańskim dziennikarzem, autorem książki „Elon Musk. Biografia twórcy PayPala, Tesli i SpaceX”. Impact’26 odbędzie się 13-14 maja 2026 w Poznaniu

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version