Czy kontrolerzy ruchu lotniczego zarabiają za dużo? Czy instytucją, która pilnuje tego, co się dzieje na polskim niebie, rządzą związkowcy? Posłowie pytają o pieniądze i bezpieczeństwo, ale nie dostają odpowiedzi. — To patologia, która prędzej czy później przyniesie tragiczne konsekwencje — mówi były pracownik Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej o niewyciąganiu wniosków z awarii i błędach w zarządzaniu.
Coś tam wisi w powietrzu, jest gęsta atmosfera — przyznaje Ewa. Pracowała w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej cztery lata i mówi, że o cztery za dużo. Żałuje, że nie uwierzyła tym, którzy ją ostrzegali, że to miejsce, w którym trzeba być twardym, nikomu nie ufać. Inaczej się nie utrzymasz albo przypłacisz to zdrowiem.
— Kiedy nastąpiła zmiana zarządu i przyszły prezes Jaworska-Maćkowiak oraz nowa pani dyrektor HR, ludzie się mijali na korytarzu i w oczy sobie nie patrzyli, żeby nikt nie pomyślał, że coś knują. Bo od razu taka osoba była wzywana i musiała się tłumaczyć — wspomina Ewa, która była w PAŻP kierowniczką jednego z zespołów. Została zwolniona z dnia na dzień, jak twierdzi, dlatego że przyjął ją do pracy poprzedni prezes.
— Wszyscy, którzy zostali zatrudnieni za moich czasów, stracili pracę. I nie mogą znaleźć kolejnej. Pani Jaworska mówi w środowisku, że nie wolno ich zatrudniać, bo pójdzie z tym do ministra Laska albo wręcz do premiera Tuska — twierdzi Janusz Janiszewski, który pełnił obowiązki prezesa PAŻP w latach 2018-2022. I przez cały ten czas był kontrolerem ruchu lotniczego.
Od kolejnej osoby słyszę, że agencja zrujnowała jej życie: najpierw był mobbing, potem likwidacja stanowiska. Wszyscy, z którymi rozmawiam, są w sporach sądowych z PAŻP.
Taki lotniczy Dubaj
Sytuacją w agencji, która dba o bezpieczeństwo naszego nieba, od roku interesują się posłowie z różnych ugrupowań. Napisali już ponad 20 interpelacji, pytając o bezpieczeństwo ruchu lotniczego, nadzór państwa nad agencją oraz jej finanse. Alarmowali m.in., że na wynagrodzenia dla około 2100 pracowników w 2024 r. przeznaczono prawie miliard złotych, a w tym samym czasie agencja wykazała stratę przekraczającą 126 mln zł i nadal się zadłużała.
— Miliard złotych to jedna czternasta dziury w NFZ. PAŻP to nie jest prywatna firma, a są tam wydatki na różne niepotrzebne rzeczy, np. zestaw wypoczynkowy za setki tysięcy złotych — mówi poseł Michał Połuboczek z Konfederacji Nowej Nadziei.
Posłowie prosili też o wyjaśnienia, dlaczego do przygotowania strategii do 2034 r. wybrano firmę należącą do obywatela Niemiec. — Ja jestem z Górnego Śląska, nie mam nic przeciwko Niemcom. Ale to dość zaskakujące, że niemiecki obywatel ma przygotowywać strategię działania instytucji, która jest elementem infrastruktury krytycznej państwa. No i jeszcze różne ekstrawagancje w postaci zakupu mebli ogrodowych za 4 mln i kwiatów za 120 tys. zł — wylicza poseł PiS Jerzy Polaczek, który był ministrem transportu w czasie, kiedy powstawała PAŻP. Zapewnia, że nie prowadzi wojny z prezes Magdaleną Jaworską-Maćkowiak, ale nie podoba mu się taka rozrzutność. — To jest taki lotniczy Dubaj, a składają się na to pasażerowie. Ruch lotniczy w Polsce ciągle nie wrócił do rekordowego poziomu z 2019 r., a koszty agencji urosły niemal dwukrotnie. Oddzielam kwestie inwestycji, bo są finansowane ze środków własnych i kredytów, ale koszt osobowy jednego etatu w 2024 r. oscylował wokół 450 tys. zł. Oczywiście nie każdy technik, energetyk czy pracownik administracyjny zarabia kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Ale jest ponad 600 kontrolerów, których wynagrodzenia znacznie przewyższają zarobki choćby pilotów Boeingów w LOT — mówi poseł Polaczek.
— Kontrolerzy ruchu lotniczego, którzy pracują w Warszawie, zarabiają od 80 do nawet 120 tys. brutto miesięcznie — twierdzi Janusz Janiszewski. Pokazuje wykresy z 2019 r., z których wynika, że Polacy mieli wyższe pensje niż kontrolerzy dubajscy.
Prezes Jaworska-Maćkowiak twierdzi, że to nieprawdziwe dane, ale nie odpowiada wprost na pytanie o zarobki kontrolerów. Mówi, że średnia w Europie to około 5 tys. euro na rękę, a w Polsce niektórzy zarabiają 7 tys. euro, a inni 3 tys.
Skąd więc ten miliard na wypłaty pensji w 2024 r.? Bo takie warunki ustalił ze związkowcami poprzedni zarząd, a poza tym była inflacja i odpływ specjalistów, trzeba ich było zatrzymać. I ani Urząd Lotnictwa Cywilnego, ani zewnętrzny audytor nie zgłosili zastrzeżeń do wyniku finansowego.
Ale, owszem, kontrolerzy są na całym świecie bardzo dobrze opłacani. A ona nigdy żadnego nie zwolni.
Prosta droga do katastrofy
Jest taki dowcip, który w agencji opowiada się wszystkim praktykantom: jaka jest różnica między kontrolerem a Bogiem? Bóg nie ma licencji. W innej wersji różnica polega na tym, że Bogowi tylko się wydaje, że ma kontrolę.
Kontrolerzy lotów przy pracy
Foto: Paweł Zechenter / PAP
— W 2021 r. na konferencji w Madrycie wszedłem w dysputę z kolegą związkowcem i usłyszałem: my jesteśmy dużo lepsi od innych pracowników, bo jesteśmy naznaczeni przez Boga, mamy licencję. Taka mentalność to prosta droga do katastrofy — wspomina Janiszewski.
W tamtym czasie trwał już konflikt ze Związkiem Zawodowym Kontrolerów Ruchu Lotniczego, największym z kilkunastu organizacji związkowych działających w PAŻP.
— Poszło o tzw. SPO, czyli pracę wykonywaną przez jednego kontrolera na lotniskach typu Zielona Góra czy Lublin. W czasie pandemii COVID-19 zgodnie z poleceniem Ministerstwa Infrastruktury obsada musiała być całodobowa, mimo że nie było ruchu. Musieliśmy więc ograniczać liczbę osób na dyżurze. Mam kopię czatu, na którym kontrolerzy się namawiają, że będą mnożyć raporty, żeby wykazać, że jest niebezpiecznie. Krzesło skrzypi? Piszą 100 raportów, że skrzypi. I mają dowód, że poziom bezpieczeństwa się zmniejszył, bo liczba raportów rośnie — opowiada Janiszewski. Zwolnił wtedy szefa ZZKRL za „ciężkie naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych”, ale związek twierdził, że prawdziwą przyczyną było to, że przewodniczący alarmował w mediach, iż bezpieczeństwo polskiego nieba jest zagrożone.
W 2020 r. agencja, która utrzymuje się z opłat linii lotniczych za zapewnienie bezpieczeństwa w przestrzeni powietrznej, straciła 60 proc. przychodów. Kiedy Janiszewski postanowił obniżyć kontrolerom pensje, które dla tych 300 pracujących w Warszawie wynosiły średnio 50 tys. zł, związek zawodowy rozpętał otwartą wojnę. Do zarządu PAŻP przychodziły listy z wyzwiskami i pogróżkami. Żona kontrolera z ponad 30-letnim stażem pracy pisała, że mąż dostał właśnie wypłatę, tylko 20,5 tys. zł netto. Po zapłaceniu rat kredytów za dom, samochód i „parę innych zobowiązań” zostało im na życie jedynie 5 tys. zł. W proteście przeciwko zmianie regulaminu wynagrodzeń aż 170 z 600 kontrolerów nie podpisało nowych umów, co było równoznaczne z odejściem z pracy.
— Związek Zawodowy Kontrolerów Ruchu Lotniczego rozpętał burzę: uderzył do opozycyjnych polityków, przekonał ich, że to wszystko jest bardzo niebezpieczne. Zatrudnił firmę PR-ową, która pomogła nagłośnić postulaty i zdobyć wsparcie większości Polaków. Przecież każdy chce, żeby ludzie, którzy są odpowiedzialni za nasze bezpieczeństwo, byli wyspani i dobrze opłaceni — mówi były pracownik PAŻP.
Z protestu wyłączyła się wtedy niewielka grupa kontrolerów, którzy przyjęli wypowiedzenia zmieniające warunki pracy i zostali na stanowiskach. — Był wśród nich młody chłopak. I co robią starsi koledzy? Postanawiają go poniżyć i wykluczyć. Instruktor, który uczył go zawodu, nie podaje mu ręki na powitanie. Inni mówią: nigdy nie awansujesz. I ten dzieciak przestraszył się, nie mógł się skupić na pracy. Odszedł potem z agencji — wspomina były pracownik.
Trzeba się z nami liczyć
Ostracyzm dotknął też Janusza Janiszewskiego. Kiedy przychodził na dyżur, nad jego stanowiskiem wisiał przyczepiony magnesem duży penis z napisem „P.O. prezesa”. Na słuchawce telefonu była naklejka „pracodawca niegodny zaufania”. — Z jednej strony związek domagał się wysokich standardów bezpieczeństwa, a z drugiej gościa, który podejmie za chwilę czynności lotnicze, wprowadzano w ogromny stres. A przecież on musiał pracować, żeby zachować licencję — opowiada były pracownik PAŻP.
Sam uważa, że kontroler ruchu lotniczego to zawód jak każdy inny. — Praca jest przede wszystkim monotonna. Trzeba się wpatrywać w skupieniu w jeden obszar przestrzeni, po której ruszają się punkciki. Napięcie się pojawia nagle i wtedy trzeba szybko podejmować decyzje — opisuje.
— 90 proc. to rutyna i powtarzalne czynności, może je wykonywać człowiek, który zdał maturę, zna dobrze angielski, jest odporny na stres i ma podzielną uwagę. Tylko 10 proc. pracy to sytuacje niestandardowe, kiedy kontroler musi się wykazać takimi umiejętnościami jak chirurdzy albo żołnierze w strefie wojen — dodaje Janusz Janiszewski. W 2022 r. przegrał wojnę ze związkowcami. — Ówczesny minister infrastruktury Andrzej Adamczyk nie wytrzymał ciśnienia, odwołał mnie z funkcji p.o. prezesa. Zostałem też zwolniony ze stanowiska kontrolera ruchu lotniczego — wspomina.
Na nagraniu z kwietnia 2022 r. widać, jak związkowcy świętowali odwołanie prezesa: strzelały korki od szampana, sypało się confetti. Ówczesny wiceprzewodniczący ZZKRL Andrzej Fenrych chwalił się, że spełniono wszystkie postulaty. — To jest nieprawdopodobne osiągnięcie. Wszyscy w Polsce wiedzą, że jest taki zawód jak kontroler ruchu lotniczego i że trzeba się z nami liczyć — powiedział. Przewodniczący Maciej Sosnowski wyliczał: — Nie będzie Janiszewskiego, nie będzie dyrektorów, kierowników, którzy nas dojeżdżają, wymienimy ich na swoich ludzi. I dalej będziemy wprowadzać zmiany w przedsiębiorstwie.
Zarząd wysłał też list do związkowców, w którym pisał, że choć odwołanie Janiszewskiego to sukces, „niestety jest to tylko jedna postać z długiej listy zdrajców i kolaborantów”.
Nowym prezesem PAŻP została Anita Oleksiak, która wcześniej była głównym inspektorem nadzoru budowlanego. Związki zażądały anulowania decyzji poprzedniego prezesa, a ona się zgodziła. — Mistrzowsko to rozegrali. Wyrzucili Janiszewskiego i całą resztę, skrócili sobie czas pracy. I zarabiają olbrzymie pieniądze, większe niż w 2019 r. — mówi były pracownik PAŻP.
Już po zakończeniu protestu ZZKRL list do jednego z kierowników PAŻP napisał któryś z pracowników operacyjnych, którzy nie włączyli się w akcję związkową. Opisywał, jak szukano zdrajców, jak wytykano ich palcami. Był zestresowany, ale pracował. Ciężej niż zwykle, bo trzeba było wypełnić luki po tych, którzy nie przyjęli nowych warunków. A potem dowiedział się, że wszyscy, którzy wrócą do agencji, dostaną premię motywacyjną. — Wraz z kolegami, którzy zostali, liczymy się ze znamionami mobbingu oraz nierównego traktowania — żalił się.
Pytam prezes Jaworską, czy nie przeszkadza jej, że załoga, którą kieruje, jest zdolna do takich zachowań. Twierdzi, że nie zna sprawy.
Coś nie działa
Ona jest niewolnikiem związków zawodowych — mówi ekspertka ds. bezpieczeństwa. Słyszy to od miesięcy od ludzi, którzy w PAŻP pracowali albo wciąż pracują i opowiadają, że agencja to folwark pani prezes i związkowców, których hurtowo awansowała.
— Oddano zarządzanie kontrolą ruchu lotniczego w ręce związku zawodowego. To dysfunkcyjne, bo kiedy związkowiec zostaje dyrektorem lub kierownikiem, nie zależy mu na optymalizacji procesów w firmie, tylko na zachowaniu przywilejów własnych i kolegów, zwłaszcza w przypadku trudno zastępowalnej grupy zawodowej — dodaje były pracownik PAŻP.
Uważa, że w agencji dzieje się źle. — Państwo nie zrobiło nic, żeby sytuacja z 2022 r., gdy groziło nam przerwanie ciągłości ruchu lotniczego, się nie powtórzyła. Gdyby zapytać, jakie działania podjęło Ministerstwo Infrastruktury, to pewnie odpowie, że zatrudniono więcej kontrolerów. Tyle że oni wciąż mogą się zwolnić. Trzeba znaleźć jakieś systemowe rozwiązanie, np. szkolenie wojska — mówi.
Przypomina, że w lipcu 2025 r. doszło do awarii systemów odpowiedzialnych za zarządzenie ruchem w polskiej przestrzeni powietrznej, samoloty zostały uziemione.
— Mija rok i nadal nie wiadomo, co się wydarzyło. A to też jest infrastruktura krytyczna, ludziom należy się odpowiedź. To patologia, która prędzej czy później przyniesie tragiczne konsekwencje. Przyniosła już w wojsku, a my w lotnictwie cywilnym idziemy tą samą drogą, nie wyciągamy wniosków. Katastrofy w Smoleńsku, Mirosławcu, Radomiu i Babich Dołach pokazały, że coś nie działa w systemach szkolenia i organizacji lotów — twierdzi.
Poseł Jerzy Polaczek przypomina z kolei wydarzenia z września 2025 r., gdy Rosja przeprowadziła zmasowany atak dronowy na Ukrainę. Część dronów wleciała wtedy nad terytorium Polski, ograniczono ruch lotniczy.
— Polska Agencja Żeglugi Powietrznej nie jest dostatecznie przygotowana na zagrożenia hybrydowe. Jest wprawdzie przepis, że w czasie wojny PAŻP staje się częścią systemu obrony powietrznej i przechodzi pod zwierzchnictwo ministra obrony, ale nie opracowano do niego precyzyjnych procedur. Nie zrealizowano ćwiczeń ani symulacji współpracy między wojskiem a służbami cywilnymi. Dziś zagrożeniem są przede wszystkim działania hybrydowe i sabotażowe, a większość pracowników PAŻP nie wie, jak działać w takich sytuacjach — twierdzi poseł PiS. Przypomina, że od listopada ubiegłego roku gotowy jest projekt zmiany ustawy o agencji, a w nim propozycja powołania wiceprezesa do spraw wojskowych. Utknął w komisji infrastruktury.
Na pytanie, co myśli o tym projekcie, Magdalena Jaworska-Maćkowiak odpowiada, że PAŻP to cywilna agencja, wzorowo współpracująca z wojskiem. Odpiera też zarzut, że oddała związkom zarządzanie agencją: w PAŻP wszyscy są związkowcami, Janiszewski też nim był. Dziesięć lat temu, gdy po raz pierwszy była prezesem agencji, zrobiła z niego swoją prawą rękę, a on źle wykorzystał tę szansę. Przyniósł jej wstyd za granicą.
Uważa, że to Janiszewski nakręca afery wokół PAŻP. Mści się, choć to nie ona go zwalniała, tylko poprzednia pani prezes. I to on steruje posłami, pisze im interpelacje. A od czego zaczął się ich konflikt? O to trzeba jego pytać.
Bez odpowiedzi
Poseł Polaczek dostał niedawno z sądu w Warszawie pismo, że został świadkiem w sporze między panią prezes a szefem Podlaskiej Izby Lotniczej. Karol Halicki skrytykował szefową PAŻP, kiedy w czerwcu 2025 r. po konflikcie ze związkowcami najpierw podała się do dymisji, a potem rezygnację wycofała. Chwilę później Halicki dostał od PAŻP pozew o naruszenie dóbr osobistych z żądaniem usunięcia komentarza i wpłaty 100 tys. zł na Schronisko na Paluchu. Sąd uznał, że wypowiedź Halickiego mieściła się w granicach debaty publicznej, ale agencja pozwu nie wycofała.
— Osobiście nie znam pana Halickiego — mówi poseł PiS. — Mam odpowiedzieć na 20 pytań, choć sprawy też nie znam. To niebezpieczny proces, który ma zamknąć temu panu usta, a przy tym wygenerować koszt po stronie agencji. Patrzę na sprawę ze smutkiem, bo pokazuje, w jaki sposób ta instytucja podchodzi do medialnej krytyki i publicznych pieniędzy pozyskanych od pasażerów linii lotniczych — przypomina.
Dlaczego agencja wchodzi w takie spory? Prezes Jaworska-Maćkowiak odpowiada, że złożyła pozew, bo uznała, że opatrzenie komentarza obrazkiem z samolotem w płomieniach to była granica, której nie wolno przekraczać. A poza tym to prywatna wojenka Halickiego, którego nie zatrudniła w PAŻP.
Pytam też prezes PAŻP o sądowe sprawy o mobbing i niewłaściwe zwolnienia wytoczone agencji za jej rządów. Twierdzi, że jest ich kilka, za to po prezesie Janiszewskim zostało około 1,8 tys. I wszystkie PAŻP przegrywa.
Janusz Janiszewski do dziś nie znalazł pracy. — Utraciłem wszystkie uprawnienia. Gdybym chciał wrócić do zawodu, musiałbym zaczynać od początku, pójść na kurs kontrolera ruchu lotniczego. Za każdym razem, jak jest nabór, składam CV. Nigdy nie dostałem odpowiedzi — tłumaczy. Poza tym to jest zawód dla młodych, a on ma 47 lat i arytmię serca.
Ewy przed zwolnieniem z PAŻP nie uchroniło nawet to, że była wiceprzewodniczącą związku zawodowego i żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej. — Zwolniono mnie dyscyplinarnie, twierdząc, że dwa tygodnie nie było mnie w pracy. A ja byłam na szkoleniu podstawowym w wojsku, o czym pracodawca wiedział. Wiedział też, że mam niepełnosprawne dzieci, że mąż nie pracuje. Odchorowałam to — mówi. Ona też nie ma stałej pracy, chodzi na dyżury w WOT, razem z mężem uczy pierwszej pomocy.
Zadaję Ministerstwu Infrastruktury te same pytania, co posłowie, ale nie dostaję odpowiedzi. Oni też wciąż czekają, uważają, że resort ukrywa niewygodne fakty. Dlatego napisali wprost do premiera, który powołuje i odwołuje prezesa PAŻP. Chcą, by wysłał do agencji kontrolę, która sprawdzi, co się tam dzieje.
Magdalena Jaworska-Maćkowiak nie autoryzowała swoich wypowiedzi. Oświadczenie PAŻP publikujemy na stronie newsweek.pl

