Sprawa radnego Dawida Kacprzyka to nowe ośmiorniczki Platformy. Takimi historiami przegrywa się wybory. Aż dziw bierze, że premier jeszcze nie wyszedł zaprezentować oburzenia. Powinien był to zrobić w piątek, bo radny Kacprzyk właśnie kosztował go cały precyzyjnie zaplanowany weekend całkiem przyzwoitej politycznej narracji.
Sobota. Premier Donald Tusk wsiada do pociągu i rusza do Łomży. To połączenie kolejowe powróciło po latach i jest symbolem przywracania połączeń kolejowych w całej Polsce — głównie tras między małymi miejscowościami, które przez lata były dotknięte wykluczeniem komunikacyjnym. Akcja było planowana od tygodni, co widać. Politycy KO kręcą filmiki na dworcach i w pociągach, przekonują, że to wyłącznie ich zasługa. I co? I nic.
Wszystko jak krew w piach, bo całą uwagę w mediach społecznościowych pochłania sprawa warszawskiego radnego Dawida Kacprzyka. Z raportu Res Futura wynika, że narracja skręciła w cztery wybitnie niekorzystne dla rządu kierunki: zapaść w służbie zdrowia, zarobki polityków, zarobki lekarzy oraz — najgroźniejszą — rosnącą przepaść między władzą a obywatelami.
Jedyny słaby plus? Oburzenie rozlewa się szeroko i nie oszczędza nikogo. Owszem, najmocniej uderza w KO, ale przy okazji dostaje się też PiS-owi. W liczbach wygląda to brutalnie: radny generuje zasięgi rzędu 17 milionów, cała akcja kolejowa — 16 milionów.
Czy radny Kacprzyk złamał prawo? Zapewne nie, chociaż kontrole w szpitalach, które go zatrudniały dopiero się rozpoczęły i miasto będzie badać sprawę. Wbrew obiegowej opinii nie ma żadnej formalnej przeszkody, żeby Kacprzyk koordynatorem SOR, bo na tym stanowisku nie jest wymagana specjalizacja. Czy powinien pełnić taką funkcję? Nie, bo to rola, która powinna przypadać lekarzowi znacznie bardziej doświadczonemu.Czy w Warszawie są tak potężne braki kadrowe wśród anastezjologów, że akurat ten bez specjalizacji musiał pracować w trzech placówkach? Raczej nie.
Nikt też nie wierzy, że ktoś, kto — jak wynika z danych o dyżurach — pracował po 11 godzin dziennie w jednym tylko Szpitalu Południowym, był w stanie jednocześnie pełnić funkcję radnego, kierować młodzieżówką partyjną (do marca tego roku) i regularnie pojawiać się w mediach. I to właśnie jest dziś największy problem dla partii.
Nowe ośmiorniczki
To wszystko jest dla partii politycznej absolutnie zabójcze — nie ze względu na skalę, lecz na symbol. W aferze z ośmiorniczkami nie chodziło przecież o dziesiątki tysięcy złotych, tylko o obraz władzy oderwanej od rzeczywistości. Dziś takim symbolem staje się radny i jego Porsche Panamera.
Tym bardziej że jako szef młodzieżówki był bardzo aktywny w kampanijnych akcjach. Choćby w tej, gdzie młodzi politycy ustawiali „aleję milionerów PiS” z kartonowych figur. Kacprzyk również brał w tym udział — ten obraz fatalnie się zestarzał.
Znów wraca więc to, co według Res Futury wyraźnie widać w mediach społecznościowych: przekonanie, że „PiS, PO — jedno zło”. Winni są i jedni, i drudzy, a system współtworzony przez dwie największe partie jawi się jako przegniły od środka. Dlatego ta awantura najpewniej nie przyniesie korzyści PiS-owi niezależnie od tego, ile postów wyprodukuje Dariusz Matecki. Zyskają raczej Konfederacja i Partia Razem — bo mogą powiedzieć wprost: „to nie nasz układ”.
Najbardziej zaskakuje, że KO znowu postanowiła sprawę zamilczeć. Podobnie było z Tomaszem Lenzem i jego wizytą poza kolejnością w szpitalu. Partia najwyraźniej postanowiła czekać i obserwować, co z wyniknie z całej afery. To o tyle dziwne, że od razu było wiadomo, co wyniknie.
Bardzo wyraźnie widać też, że cały ciężar wyjaśnienia sprawy został zrzucony na warszawski samorząd. To wiceprezydent Kaznowska tłumaczy, że będą kontrole. Obaj polityczni szefowie radnego — Marcin Kierwiński, szef warszawskiej KO i lider partii Donald Tusk — nie zabrali do tej pory głosu.
Tusk, który wielokrotnie mówił, że niektórzy lekarze zarabiajązdecydowanie za dużo, nie wykorzystał sytuacji, żeby powiedzieć „popatrzcie, jak chory jest ten system, to nasz radny, nasz człowiek, ale wykorzystał to, że system nie działa i to jest niemoralne, ale jest też przykładem na to, że wymaga on głębokich zmian”. KO znowu nie zauważyła rozlewającego się mleka. W końcu za ten brak reakcji drogo zapłaci.