Dr Jane Goodall, światowej sławy badaczka szympansów zmarła w Kalifornii w wieku 91 lat. Do ostatnich dni życia była aktywna i walczyła o ochronę małp naczelnych. — Musiałam opuścić szympansy po to, by je ratować — mówiła Goodall „Newsweekowi” w 2011 r. Przypominamy ten wywiad.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

JANE GOODALL: Stwarzało możliwość spojrzenia na przedmiot moich badań bez uprzedzeń. Gdy przyjechałam po raz pierwszy do Afryki i spotkałam słynnego kenijskiego paleontologa, dr. Louisa Leakeya, moja wiedza o zwierzętach pochodziła z książek, które sama przestudiowałam. Myślę, że to właśnie dlatego Leakey mi zaufał i zaproponował, bym rozpoczęła badania nad gatunkiem zwierząt najbardziej spokrewnionych z człowiekiem. Uważał, że na tym etapie brak stopnia naukowego może być pomocny.

— O tak, oskarżeń było więcej. Ośmielałam się przecież mówić, że szympansy mają uczucia, myśli, umysł… A to miało być zarezerwowane tylko dla nas — ludzi.

— W 1962 r. zrobiłam doktorat na Uniwersytecie Cambridge, gdzie opublikowałam wyniki badań i broniłam tego, co rozumiałam już jako dziecko: że nie tylko my myślimy i czujemy. W dzieciństwie miałam cudownego nauczyciela, który pokazał mi, że zwierzęta też mają osobowości i potrafią bezinteresownie kochać. Nazywał się Rusty. Był moim ukochanym psem.

— Tak. Gdy miałam 11 lat, przeczytałam książki o doktorze Dolittle, a potem o Tarzanie, który pomógł mi podjąć ostateczną decyzję: postanowiłam pojechać do Afryki, żyć wśród zwierząt i pisać o nich książki.

— No właśnie, wszyscy się z tego śmiali. Była wojna, nie mieliśmy pieniędzy, a Afryka wydawała się niedostępna, niebezpieczna, niezbadana. Poza tym dziewczynki takimi rzeczami po prostu się nie zajmowały.

— Była niesamowita. Powiedziała: jeśli czegoś pragniesz i konsekwentnie do tego dążysz, ciężko pracujesz i się nie poddajesz — osiągniesz cel. Posłuchałam jej: pracowałam, oszczędzałam pieniądze i czytałam książki o zwierzętach.

W końcu mogłam wyjechać do Kenii, gdzie miałam szczęście poznać naukowca, który zlecił mi badanie szympansów w rezerwacie Gombe.

— Tak, obawiano się mego braku wykształcenia, byłam zbyt słaba, delikatna, „prosto z Anglii”, a to, co planowałam, było niebezpieczne. Urzędnicy nie chcieli brać na siebie odpowiedzialności. Wtedy moja mama zgłosiła się na ochotnika. Miałam pieniądze na sześć miesięcy badań, a ona została ze mną przez cztery. Potem władze uznały, że ta Goodall jest trochę stuknięta, ale w sumie OK.

— Była bardzo dzielna. Ja realizowałam swoje największe marzenie, ale dla niej życie w prymitywnych warunkach, w środku dżungli, było dużym wyzwaniem. Mieszkałyśmy w starym wojskowym namiocie bez podłogi i moskitiery. W nocy nawiedzały nas więc pająki i inne robactwo. Dla niej to było okropne. W dodatku znikałam na długie godziny, wychodziłam przed szóstą rano i spędzałam cały dzień z lornetką. Ona zostawała sama z afrykańskim kucharzem.

— Powiedziano nam, że w tamtym rejonie nie ma malarii, ale oczywiście obie na nią zapadłyśmy. Mama omal nie umarła, miała wysoką gorączkę, potem ledwo trzymała się na nogach. Ja też chorowałam tygodniami.

— Nasz afrykański kucharz robił, co mógł. Głównie poił nas sokiem pomarańczowym, bo nie miałyśmy żadnych leków. W pewnym momencie był tak przestraszony, że chciał nas zabrać łódką do lekarza do Kigomy, ale nie miałyśmy siły na taką podróż. Mogłyśmy tylko leżeć i modlić się o wyzdrowienie.

— Badania?! (śmiech) Po prostu zostałam. Nie bardzo wtedy wiedziałam, jakie badanie kończę. Wtedy miałam zamiar zostać tylko rok. Wyszło dużo więcej…

— Chyba wtedy, gdy „National Geographic” opublikował moje artykuły, a potem zrobił film dokumentalny o badaniach w rezerwacie Gombe i moje szympansy stały się słynne.

— Spodziewałam się, bo wcześniej czytałam świetną książkę niemieckiego psychologa Wolfganga Köhlera „Mentalność małp”. Köhler badał małą kolonię tych zwierząt zgromadzonych na ograniczonym obszarze i testował ich możliwości. Chodziło mi o to, by sprawdzić, czy potrafią to robić również na wolności. Okazało się, że nie tylko człowiek świadomie posługuje się narzędziami.

— Okazało się, że linia oddzielająca nas od szympansów i zwierząt coraz bardziej się zaciera. Wciąż gromadzimy kolejne informacje potwierdzające podobieństwa występujące między szympansem a człowiekiem. Mamy podobny skład krwi, systemy immunologiczne, strukturę mózgu, a nasze genetyczne kody różnią się tylko o 1,6 procent.

Jeśli zdamy sobie sprawę z tych podobieństw, trudno się dziwić, że nasze emocjonalne reakcje i intelektualne możliwości są tak zbliżone.

— Szympansy podobnie jak ludzie odczuwają szczęście, smutek, lęk, rozpacz czy złość. Mają podobny system komunikacji pozawerbalnej: całują się, obejmują, trzymają za ręce. Poza tym potrafią budować więzy rodzinne i społeczne, które trwają przez całe życie. Widziałam sytuacje, kiedy 20-letni szympans zaatakowany przez inne osobniki otrzymywał pomoc od starej matki, która bez chwili wahania stawała w jego obronie.

— Przekonałam się o tym wielokrotnie. Podam przykład z pierwszych obserwacji. Ich bohaterem jest Dawid Szarobrody, szympans nazwany tak przeze mnie ze względu na charakterystyczne zabarwienie bródki. Kiedyś szłam za nim przez dżunglę i zostałam z tyłu. Zgubiłam się. Natknęłam się na niego trochę dalej: siedział na ziemi i wyglądał, jakby na mnie czekał. Obok leżał piękny, dojrzały orzech palmy. Podniosłam go i podałam mu na wyciągniętej dłoni. Odwrócił głowę, więc przysunęłam dłoń bliżej. Najwidoczniej nie miał na niego ochoty, bo spojrzał mi prosto w oczy, wziął ten owoc, upuścił go na ziemię i w tym samym momencie delikatnie uścisnął moje palce. W ten sposób szympansy pocieszają się nawzajem.

— Niestety, tak jak my, są równocześnie zdolne do okrucieństwa, przemocy, a nawet prowadzenia prymitywnych wojen. Ich młode, tak jak nasze dzieci, uczą się, naśladując, obserwując i praktykując przez długi czas, co sprawia, że różne sposoby wykorzystywania narzędzi są przekazywane z pokolenia na pokolenie.

— Do eksplozji ludzkiego intelektu przyczynił się przede wszystkim rozwój języka, którym obie właśnie się posługujemy. Dzięki temu mogę pani opowiedzieć o rzeczach, których pani nigdy nie widziała.

— W sensie poznawczym one są w stanie zrozumieć język znaków i symboli zastępujących słowa. Ich intelektualne możliwości pozostają jednak niewykorzystane.

— Myślę, że wyjaśnienia należy szukać, obserwując u szympansów niezwykle bliską relację między matką a dzieckiem. Przez pierwsze lata życia dziecko jest do matki dosłownie przyczepione, podróżuje na jej grzbiecie, śpi z nią. Nie rodzi się zatem potrzeba słownej komunikacji, która przydaje się na odległość. W ich przypadku wszystko odbywa się na poziomie dotyku. Gdy zbliża się niebezpieczeństwo, matka szympansa nie ma potrzeby przekazywania komunikatów werbalnych.

— Zauważyłam, że dobre matki szympansów zapewniają swoim małym bezpieczne środowisko, wsparcie, ciepło i zabawę. Starałam się to robić, gdy urodził się mój syn. Każdy dzień rozpoczynałam od obserwacji szympansów, ale popołudnia były zarezerwowane dla Hugona.

— Tak, choć tych, które gorzej wykonują obowiązki, nie ma zbyt wiele, co jest zrozumiałe z punktu widzenia ewolucji. Ponadto zauważono, że złe matki poprawiają się z każdym kolejnym potomkiem.

— Widać to na przykładach zabaw ich małych. Gdy starszy brat droczy się z młodszym, uciekając przed nim i wymachując łodygą, którą ten młodszy próbuje złapać. Po jakimś czasie, gdy młody jest już mocno rozsierdzony, starszy zatrzymuje się i śmieje (Jane wydaje odgłos śmiejącego się szympansa). Wyraźnie go to bawi.

— No właśnie.

— Na przykład rozwiązywania konfliktów. Szympansy nie lubią, gdy napięte sytuacje nie zostają wyjaśnione. Można to zaobserwować, gdy jakiś osobnik zostaje zaatakowany przez innego, silniejszego lub stojącego wyżej w hierarchii stada. Nawet jeśli jest on roztrzęsiony po takim incydencie, nigdy nie ucieka. Zazwyczaj próbuje podejść i wykonać pokojowy gest w nadziei, że ten silniejszy zechce się pogodzić i konflikt zostanie zażegnany. Babcia też często czytywała mi ustęp z Biblii, który mówił: „Niech słońce nigdy nie zachodzi nad twoim gniewem”. Tego samego uczyłam syna.

— W 1986 r. zorientowałam się, że jest ich coraz mniej. Jeszcze sto lat temu było ich około dwóch milionów, a teraz jest mniej niż 300 tys.

Rozproszone na terenie 21 afrykańskich krajów, żyją w odizolowanych skrawkach lasów, które jeszcze nie zostały wykarczowane. To oznacza, że większość z nich skazana jest na zagładę, bo rozmnażają się wewnątrz jednej puli genów.

— Polowania przeprowadzane na skalę komercyjną oraz wylesienie, czyli powszechne w Afryce karczowanie lasów.

— Aby chronić zagrożone gatunki zwierząt w Afryce, trzeba podnieść standardy życia ludności tubylczej, która zwykle walczy o przetrwanie kosztem środowiska naturalnego. Nad tym pracuje m.in. mój instytut, który ma filie w całej Afryce — w Ugandzie, Tanzanii, Senegalu, Kongu — i organizuje programy pomocowe.

— Dwa razy w roku.

— Tak, ale spotykam ich dzieci i wnuki, z których część znam bardzo dobrze.

— Jest tam taki wodospad w głębi lasu, gdzie woda spada z wysokości 30 metrów i lśni w słońcu. Na dole zbierają się szympansy, które bawią się, rozpryskując kropelki wody, huśtają się na lianach…

— Bardzo, ale musiałam je opuścić po to, by je ratować.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version