Jak największy efekt zaskoczenia, jak najszybciej osiągnięty, jak najprostsza komunikacja z hasłem, bo jeszcze nie żadnym projektem ustawy, „SAFE 0 proc.”. To jest droga ucieczki spod ściany, pod którą zaganiał prezydenta Karola Nawrockiego premier Donald Tusk.
Mechanizm jest prosty. NBP kupował złoto, a złoto potem drożało, więc teoretycznie NBP bardzo dużo na tym zarobił. To nic, że Adam Glapiński jeszcze w styczniu mówił, że chce dokupować złota (z 550 ton do 700 ton kruszcu) i dodawał, że jego sprzedaż „absolutnie nie wchodzi w grę”.
NBP może — wedle pomysłu ogłoszonego przez prezydenta i prezesa NBP — sprzedać złoto i wykazać wielomiliardowy zysk, który ma stanowić pieniądze na „SAFE 0 proc.”. A potem ten sam NBP kupi to samo złoto. Wykonalność takiej operacji i jej realne koszty to kwestia do rozważań dla ekonomistów, a legalność dla prawników.
Królestwo Glapińskiego
Najważniejszą instytucją — pomijając Pałac Prezydencki — będącą we władaniu obozu PiS jest NBP. To królestwo prezesa — Adama Glapińskiego. NBP sam sobie ustala budżety, inwestuje w złoto, tworzy rezerwy. To państwo w państwie. „Glapa” nie jest prostym żołnierzem PiS, ale w krytycznych momentach pomagał temu obozowi. Prezes NBP jest uzależniony od prezydenta, bo to głowa państwa powołuje — na wniosek prezesa banku — członków zarządu NBP. Jeśli „Glapa” chce mieć swoich ludzi w zarządzie NBP, to musi mieć zgodę prezydenta (i jeszcze kontrasygnatę premiera). Glapiński zawsze dbał o relacje z Andrzejem Dudą i — jak mówili jego ludzie — strzelał przed nim obcasami, by zapewniać sobie fotel prezesa i rozdawać fotele „wice”.
Pałac sięgnął po pomoc „Glapy”. Ale w szukaniu alternatywy dla SAFE radzono się też ekonomistów spoza Kancelarii Prezydenta.
Adam Glapiński może sobie już pozwolić na to, aby być w kontrze do obozu rządowego. Realnie bowiem zapadła decyzja — a ona musi pochodzić od premiera Donalda Tuska — aby nie stawiać Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Wniosek o TS co prawda jest, pochyla się nad nim niespiesznie sejmowa komisja, ale nie ma woli, aby cokolwiek więcej z nim zrobić. Aby nie rozpętywać awantury o prezesa NBP, bo to mogłoby zachwiać walutą i wywołać reakcję Unii Europejskiej, premier nie dotrzymał słowa, że wyprowadzi „Glapę” z NBP.
To „Glapa” jest kluczem do tego, aby znaleźć drogę ewakuacji ze sprawy SAFE. W elektoracie prawicowym — w tym w elektoracie PiS — jest podział, bo część wyborców jest za SAFE. Generalicja chce SAFE. Większość wyborców też go chce. Proste weto byłoby samobójcze dla prezydenta.
Ścisła tajemnica
Pomysł na „SAFE 0 proc.” trzymano w ścisłej tajemnicy przez ostatnie dni. To rozwinięcie ścieżki, którą Nawrocki już stosował — testował ją w postaci weta i złożenia własnego projektu. Tak było choćby w przypadku ustawy łańcuchowej, podobnie też w przypadku ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Ale teraz jest to ścieżka bardziej bojowa. Jeszcze przed podjęciem decyzji o wecie lub podpisie, ewentualnie odesłaniu do TK ustawy o SAFE, wyszedł z pomysłem na projekt ustawy. To jest zaproszenie od prezydenta do rozmowy zwłaszcza dla Władysława Kosiniaka-Kamysza, szefa MON. To oferta gotowości prezydenta, aby napisał projekt ustawy. „SAFE 0 proc.” to tarcza Karola Nawrockiego, jeśli zawetuje bądź wyśle do Trybunału Konstytucyjnego (co w praktyce będzie równoznaczne z wetem).
Komunikacyjnie przygotowano tę operację. „SAFE 0 proc.” — to jest sztandarowe hasło. Proste do granic możliwości. Paweł Szefernaker wyraźnie miał satysfakcję, że — jak pisał na X — „nie było przecieków i nie można było się przygotować na atak”. Według niego obóz rządowy został zaskoczony i nie wie, jak zareagować na „atak”. Ludzie prezydenta szybko ruszyli następnego dnia do ofensywy w mediach, by bronić pomysłu. Pałac ostentacyjnie demonstruje chęć współpracy z premierem i szefem MON.
Jednocześnie wbija klin między skorego do współpracy z Nawrockim wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza a twardo nastawionego premiera Donalda Tuska.
Najważniejszy, choć gabinetowy, polityk w Pałacu Prezydenckim — szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker — jeszcze tego samego dnia wieczorem poszedł do Telewizji Republika. W kilka godzin po ogłoszeniu pomysłu przez Karola Nawrockiego i Adama Glapińskiego.
Szefernaker szczycił się szczelnością w Republice. Danuta Holecka piała z zachwytu nad projektem Nawrockiego. TV Republika ma twardych, prawicowych widzów — ci widzowie byli karmieni narracją, że program Unii Europejskiej SAFE to zdrada. Szefernaker poszedł wytłumaczyć widzom — najtwardszym wyborcom Nawrockiego — co tak właściwie teraz zrobił Nawrocki.
O ile wicepremier Kosiniak-Kamysz jest otwarty na rozmowy, tak Donald Tusk odpowiedział twardo. Premier stwierdził, że z narastającym zdumieniem oglądał konferencję prezydenta i prezesa NBP. Tusk oczekuje na jak najszybszy podpis, precyzyjną informację, jakie możliwości ma NBP, i po trzecie, że złoto, które kupował NBP, ma trafić do skarbców w Polsce. — Panowie, nie ma czasu na kombinacje — zaapelował.

