Wbrew bajaniu oszołomów Bill Gates nie jest szarą eminencją światowego spisku elit. Ale sumienie ma niezupełnie czyste. Trwającą sześć lat zażyłość z Jeffreyem Epsteinem potwierdzają nie tylko maile.
Najbogatszy przez blisko dwie dekady człowiek świata ceni swój czas, więc informacja, że wystąpi na AI Impact Summit w Nowym Delhi, zelektryzowała uczestników. Niestety gość, który miał przemawiać zaraz po premierze Narendrze Modim, nie dojechał. Bał się pytań o powiązania z Jeffreyem Epsteinem, bo właśnie wypłynęły ich wspólne zdjęcia. A także maile, w których osławiony przestępca seksualny pisał, że założyciel Microsoftu „złapał od rosyjskich dziewczyn” niesprecyzowaną chorobę weneryczną i prosił o pomoc w załatwieniu antybiotyków, by potajemnie aplikować je żonie.
Jedną Rosjankę upodobał sobie szczególnie, zdradzał też Melindę z „licznymi mężatkami”. Poza antybiotykami Epstein dostarczał zaś pionierowi cyfrowej rewolucji Adderall (legalną amfetaminę) na turnieje brydżowe.
Amator kolacji
Gates zdecydowanie przeczy owym rewelacjom. Przyznał, że nawiązanie kontaktów z nowojorskim finansistą po tym, jak został on skazany za przestępstwa seksualne, było „olbrzymim błędem”, ale chodziło wyłącznie o pozyskanie pieniędzy na cele dobroczynne, więc działał w dobrej wierze. Trwającą sześć lat zażyłość potwierdzają nie tylko maile Epsteina, których zresztą nie wysłał, ale zapisał w folderze z wersjami roboczymi, bo — według „Wall Street Journal” — stanowiły przymiarki do szantażowania kolegi. Manifesty pokładowe dowodzą, że Gates latał odrzutowcem „Lolita Express” i wraz z jego właścicielem odwiedził m.in. Strasburg. Bywali też razem na imprezach w Nowym Jorku i Kalifornii.
Ze strzępów informacji przenikających barierę milczenia, która otacza każdego multimiliardera, wynika, że Epstein imponował Gatesowi. „Prowadzi życie bardzo różne od mojego i na swój sposób intrygujące, choć ja bym tak nie potrafił” — zwierzał się twórca Windowsów znajomym. On sam zasłynął z nieporadności w życiu erotycznym. Pracoholik przez 40 lat pędzący życie w biurze, tam też próbował nawiązywać romanse. Wystarczył przelotny kontakt, krótka wymiana zdań z kobietą — barwnym motylem w zdominowanej przez facetów branży — a serce natychmiast drgało czułą struną.
Jego byłe podwładne wspominają nieudolne podrywy jako doświadczenia trochę zabawne, a trochę żenujące. W 2006 r., gdy jedna z menedżerek średniego szczebla wygłosiła referat podczas zebrania rady nadzorczej Microsoftu, natychmiast zamailował do niej ze służbowego konta i zaprosił na kolację. Rok później promował swoją fundację charytatywną w Nowym Jorku. Rozochocony kilkoma koktajlami nachylił się do towarzyszącej mu pracownicy i również spytał, czy nie zjadłaby z nim kolacji. Magiczne słowo „kolacja” powtarza się w opowieściach sześciu pań, z którymi utrzymywał stosunki służbowe, jednak żadna nie odczuła tych propozycji jako molestowania.
Nie groził szykanami, nie obiecywał awansu, nigdy nie pozwolił sobie na niechciany dotyk, tylko uporczywie próbował fundować posiłki. Problem w tym, że od 1994 r. był żonaty z kierowniczką ds. produktów Melindą de domo French, która zaproszenie na kolację przyjęła sześć lat wcześniej i najwyraźniej polubiła kulinarne przygody, bo już nie odpuściła. Choć to kiepskie usprawiedliwienie, Bill, nieśmiało emablując koleżanki, żalił się zarazem kolegom, że jego małżeństwo nie należy do udanych. Podobnie jak wielu tytanów Doliny Krzemowej natura obdarzyła go wybitną inteligencją praktyczną, poskąpiła zaś emocjonalnej. Nie w takim stopniu jak Markowi Zuckerbergowi, który musiał się uczyć interakcji z innymi przedstawicielami homo sapiens u psychologa, czy socjopacie Elonowi Muskowi, ale jednak.
Wbrew złośliwym plotkom Gates świetnie kodował, genialnie prowadził interesy i nic więcej — prócz seksu — nie było mu potrzebne do szczęścia. Znaczy lubił też gadżety. Zbudował dom o powierzchni 6,1 tys. mkw. wart w 1990 r. 125 mln dol. (dzisiejsze 350 mln) z kinem, 100-metrową jadalnią zapewniającą widok na Jezioro Waszyngtona, sześcioma kuchniami i 24 łazienkami, bo trudno wszak oczekiwać, że jedna zadowoliłaby 200 gości, których mieści sala balowa. Basen wyposażył w system audio umożliwiający słuchanie muzyki pod wodą bez utraty jakości. Ozdobą krytej bizantyjską kopułą biblioteki uczynił najdroższą książkę wszech czasów — Kodeks Hammera, czyli zbiór notatek Leonarda da Vinci, które kosztowały 30,8 mln dol. Melinda była zdegustowana luksusem i orzekła, że mąż powinien rozdać majątek potrzebującym.
Śladami Rockefellera
Niewykluczone, że pod tym właśnie warunkiem przystała po latach randkowania na ślub i wypełnianie związanych z nim obowiązków, gdyż parze zaczęły się rodzić dzieci: Jennifer (1996), Rory (1999) i Phoebe (2002). Microsoft zwano wówczas „imperium zła”, rząd federalny wszczął przeciw firmie postępowanie antymonopolowe, a do jej podziału nie doszło tylko dlatego, że wymiar sprawiedliwości nie nadąża za rozwojem technologii. Nim pozew przewędrował wszystkie instancje, Internet Explorer przestał być programem dołączanym do systemu operacyjnego i stał się jego integralną częścią, MSN Network z aplikacji sieciowej przekształcił się w portal, konkurencja zaś (przeglądarka Netscape) padła.
„Znalazłem prawdziwego partnera — tłumaczył założyciel Microsoftu w filmie dokumentalnym HBO „Inside Bill’s Brain”. — Jesteśmy do siebie bardzo podobni, ona też kocha naukę, zawsze wierzy, że szklanka jest do połowy pełna, jednak lepiej rozumie ludzi. Nie cierpi na taką nadczynność centralnego układu nerwowego jak ja”. Ostatnie zdanie trafniej niż zarzuty skąpstwa tłumaczy, dlaczego przez blisko 40 lat żył z głową w chmurze obliczeniowej i nosem przy monitorze, nie widząc nic poza liniami kodu oraz cyferkami na koncie. Jest intelektualistą — a ponieważ w Polsce określenie to dotyczy raczej humanistów, którzy godzinami mogą rozprawiać, co poeta miał na myśli, ale ledwo umieją wysłać maila, skasowanie starego konta na Facebooku zaś przekracza ich zdolności (tak, o was mówię, ofermy) — bardziej pasuje chyba słowo „kujon”, z angielska „nerd”.
Melinda pragnęła czynić dobro, Bill podszedł do działalności charytatywnej jak do wyzwania biznesowego. Żona wspominała, że wkrótce po założeniu William H. Gates Foundation (później Bill & Melinda Gates Foundation, obecnie Gates Foundation) przez miesiąc nosił w teczce list od rodziców chłopca potrzebującego nowej nerki. „Gryzł się, kompletnie nie wiedział, jak postąpić — opowiadała. — Lepiej przekazać 20 tys. jednemu dziecku? Czy ocalić 20 tys., finansując program szczepień?”. Przeważył pragmatyzm. Pomaganie ludziom wymaga trudnych wyborów i sprecyzowania celów. Jeśli w odruchu serca rozdamy miliony nowojorskim bezdomnym, większość przepije lub przećpa niespodziewaną jałmużnę. Dobrymi chęciami wybrukowane jest piekło, miarą empatii powinien być sukces, trwałe efekty da się osiągnąć tylko dzięki przemyślanej strategii i żelaznej konsekwencji.
„Żeby wydawać pieniądze, trzeba je najpierw zarobić — mówił miliarder Billowi Moyersowi z telewizji PBS. — Umiałem mnożyć fundusze, robiłem to dość skutecznie całe życie, jednak minęło trochę czasu, nim pojąłem, że te procesy winny się uzupełniać, pomaganie nie oznacza rozdawania”. „Charytatywne inwestycje” mają wycisnąć z kapitału najwyższy zysk, czyli najskuteczniej pomóc możliwie największej liczbie ludzi. Gates idzie śladem najbogatszego człowieka w dziejach Johna D. Rockefellera, który miał majątek równy 2 proc. amerykańskiego PKB, czyli dzisiejszym 636,5 mld. Kiedy władze rozbiły monopol Standard Oil (na Exxon, Chevron, BP, Amoco), wykorzystał talent do interesów, tworząc i praktykując nowoczesną formułę filantropii. Sam wykorzenił w USA helmintozę (wywoływaną przez pasożyty przewodu pokarmowego) oraz żółtą febrę, ufundował trzy wielkie uniwersytety i nowojorski Instytut Badań Medycznych. Widząc problem, rozwiązywał go, zamiast marnować pieniądze na mrzonki.
Interesy czy przyjemności
Gates robi to samo, choć globalnie zamiast lokalnie. Obaj uchodzą za postacie mroczne, mimo że wbrew kalumniom zawistników nie wdeptywali słabszych w ziemię, nie oszukiwali, nie kradli. Konkurentom oferowali dość uczciwe warunki wykupu, a że niektórzy woleli walczyć, zamiast wziąć pieniądze i zwinąć interes, to nie wina potentatów. Bill podziela wiarę Johna, że najwymierniej poprawiają byt ziomków wydatki na opiekę medyczną, edukację i badania naukowe. Na początek wyłożył 5 mld, do dziś 36 mld. Wygrawszy wszystko, co się dało w branży systemów operacyjnych, włącznie z procesem, który wytoczył mu rząd — szef Microsoftu oddał stery firmy współpracownikom, by bez reszty zająć się filantropią.
Nie nauczył się jedynie okazywać współczucia beneficjentom. „Jestem totalnie zażenowany — tłumaczył Moyersowi. — Chyba nigdy nie zdołam publicznie uzewnętrznić emocji, ale rozumiem, jakie to ważne, i próbuję. Gdyby więcej bogaczy odwiedzało obszary skrajnej nędzy, widziało, co się dzieje, na własne oczy, poprawa nastąpiłaby znacznie szybciej”. Wizerunkowe mankamenty Gatesa nie zraziły Warrena Buffetta. Legendarny inwestor zwany „Wyrocznią z Omaha” od dawna zamierzał wesprzeć potrzebujących, lecz obawiał się o los fortuny, bo filantropia to pastwisko rozmaitych darmozjadów. Koledze miliarderowi zaufał, przyrzekł oddać 85 proc. szacowanego na 142,5-149 mld majątku. Powstała megaorganizacja charytatywna dysponująca aktywami rzędu 86 mld.
Trudno orzec, czy kontakty jej szefa z Epsteinem ograniczały się do interesów, czy zahaczały też o przyjemności. Melinda najwyraźniej nie uwierzyła w pierwszą wersję, bo kiedy zażyłość krezusów wyszła na jaw w 2019 r., zażądała rozwodu. Ponoć wcześniej upominała męża, by przestał spotykać się z pedofilem, lecz Bill nie słuchał. Co więcej, rada dyrektorów Microsoftu wszczęła wewnętrzne śledztwo, czy eksprezes „usiłował nawiązać intymne stosunki z podwładną w roku 2000”. Posypały się inne oskarżenia, choć — jak zostało powiedziane — nie dotyczyły molestowania, ale nieudanych z reguły prób zdradzenia żony. Gatesowie rozstali się kulturalnie. Mimo braku intercyzy o wspólnocie majątkowej Melinda dostała 2 mld dol. w prezencie i 13,5 mld na działalność charytatywną. Generalnie źle na tym wszystkim nie wyszła — posiada majątek wart 30,5 mld i zajmuje 72. miejsce wśród najbogatszych ludzi świata.
Gates stał się czarnym charakterem rozlicznych teorii spiskowych, ponieważ nastąpił prawicy na odcisk. Jedną siódmą datków przeznacza na walkę z chorobami wenerycznymi plus HIV/AIDS, opiekę ginekologiczną, planowanie rodziny, czyli m.in. antykoncepcję i aborcję. Najhojniej finansuje zaś masowe szczepienia i żywność modyfikowaną genetycznie. Wbrew bzdurzeniu nieuków jest bezpieczna. Rośliny, którym nie szkodzi susza, ratują mieszkańców Afryki umierających z głodu. Zmutowane zboże wytwarza własne „pestycydy”, co eliminuje konieczność trucia ekosfery sztucznymi. Maleje obszar upraw, a tym samym wycinka lasów. Rolnicy zużywają mniej paliwa, ograniczając emisję dwutlenku węgla. Ze sponsorem owych herezji walczy bohater w białym kapeluszu, czy raczej czerwonej czapeczce, Donald Trump, który nigdy nie pomógł nikomu prócz siebie, a fundację charytatywną musiał zamknąć, bo okazała się ściemą, służącą do zaniżania należności podatkowych.

