Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Atak niedźwiedzia na Podkarpaciu. Kobieta nie żyje

Atak niedźwiedzia na Podkarpaciu. Kobieta nie żyje

23 kwietnia, 2026
Papież Leon XIV wraca z podróży po Afryce. Zaapelował o pokój

Papież Leon XIV wraca z podróży po Afryce. Zaapelował o pokój

23 kwietnia, 2026
Kościół katolicki. Maleje liczba powołań. Rada Duszpasterska ma nowe dane

Kościół katolicki. Maleje liczba powołań. Rada Duszpasterska ma nowe dane

23 kwietnia, 2026
Sezon na nowalijki czas zacząć! Świeżość, pochodzenie i jakość coraz ważniejsze przy zakupach [BADANIE]

Sezon na nowalijki czas zacząć! Świeżość, pochodzenie i jakość coraz ważniejsze przy zakupach [BADANIE]

23 kwietnia, 2026
Ceny paliw w piątek 24 kwietnia. Resort energii opublikował obwieszczenie – Biznes Wprost

Ceny paliw w piątek 24 kwietnia. Resort energii opublikował obwieszczenie – Biznes Wprost

23 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Atak niedźwiedzia na Podkarpaciu. Kobieta nie żyje
  • Papież Leon XIV wraca z podróży po Afryce. Zaapelował o pokój
  • Kościół katolicki. Maleje liczba powołań. Rada Duszpasterska ma nowe dane
  • Sezon na nowalijki czas zacząć! Świeżość, pochodzenie i jakość coraz ważniejsze przy zakupach [BADANIE]
  • Ceny paliw w piątek 24 kwietnia. Resort energii opublikował obwieszczenie – Biznes Wprost
  • Nie żyje 58-latka. Syn twierdzi, że zaatakował ją niedźwiedź
  • Warszawa. Zastępca komendanta rejonowego policji odwołany. Spowodował kolizję
  • Pożary lasów w USA. Sytuacja jest najgorsza od 30-40 lat
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » „Zabójca Pawła Adamowicza dostał dożywocie. Ci, którzy są za śmierć prezydenta odpowiedzialni, śpią spokojnie”
„Zabójca Pawła Adamowicza dostał dożywocie. Ci, którzy są za śmierć prezydenta odpowiedzialni, śpią spokojnie”
Aktualności

„Zabójca Pawła Adamowicza dostał dożywocie. Ci, którzy są za śmierć prezydenta odpowiedzialni, śpią spokojnie”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości26 września, 2025

Był poniedziałek, 14 stycznia 2019 r. Siedziałem w swoim pokoju w Urzędzie Miejskim w Gdańsku. Siedziałem i bezmyślnie gapiłem się w monitor zgaszonego komputera. Jakieś trzy kilometry stąd, w szpitalu Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, lekarze walczyli o życie prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Walczyli, choć większość z nich zdawała sobie sprawę z tego, że to walka daremna, że to walka, którą przegrają. Prędzej czy później.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Foto: Newsweek

Poprzedniego dnia wieczorem siedziałem w domu. Nagle zadzwonił telefon. To znajoma z Warszawy z informacją, że podczas Światełka do Nieba Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy był zamach na prezydenta Adamowicza. Rzuciłem się w poszukiwaniu telewizyjnego pilota i włączyłem TVN24. Na ekranie pojawiła się uśmiechnięta twarz Pawła. Stał z mikrofonem w ręku. Mówił: „Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności. Za to wszystko wam serdecznie dziękuję, bo na ulicach, placach Gdańska wrzucaliście pieniądze, byliście wolontariuszami. To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani. Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie. Dziękuję wam!”.

Wtem podskoczył do niego jakiś młody człowiek z nożem. Na oczach tłumu. Na oczach całej Polski.

Po długich próbach reanimacji Adamowicza w stanie ciężkim odwieziono do szpitala. Trzy groźne rany. Walczy o życie.

Tę scenę telewizja powtarzała bez końca. Raz za razem. Do dziś, jak go wspominam, widzę przede wszystkim tę jego uśmiechniętą twarz. I słyszę zdanie „Gdańsk jest szczodry, Gdańsk dzieli się dobrem, Gdańsk chce być miastem solidarności”.

Nikt się nie pojawił

Paweł Adamowicz był w moim życiu człowiekiem bardzo ważnym. Był prezydentem mojego miasta. Był przez wiele lat moim szefem. Był też przyjacielem — przegadaliśmy dziesiątki godzin. Wypiliśmy wspólnie wiele alkoholu. Znaliśmy się na wylot. Obaj trochę wsobni i wycofani, potrafiliśmy znaleźć drogę do siebie.

Strata przyjaciela boli.

W nocy z niedzieli na poniedziałek tłum przyszedł pod gmach Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Ludzie stali w milczeniu. Zjednoczeni nadzieją. W niebo wznosiły się słowa modlitwy. Nie za zmarłego, modlitwy o jego powrót do nas. Ci wszyscy ludzie zdawali się wierzyć, że zaraz w drzwiach pojawi się któryś z lekarzy i powie: „Proszę państwa, udało się…”.

Ale nikt się nie pojawił.

Koło północy zadzwonił do mnie jeden z warszawskich znajomych Adamowicza: — Panie Antoni, jestem w stanie zorganizować przetransportowanie pana prezydenta do Warszawy. Wie pan, z całym szacunkiem dla Gdańska, w Warszawie są lepsi lekarze…

Podziękowałem. Nie wierzyłem, że przeniesienie ciężko rannego ma jakikolwiek sens.

W końcu wstałem od komputera. Nosiło mnie, nie byłem w stanie tak siedzieć. Wyszedłem na korytarz. Przez lata pracy w urzędzie nauczyłem się tutejszych korytarzy na pamięć. Ale dziś nie były to te same korytarze co zawsze. Co dzień rozbrzmiewały krokami i gwarem, pełne były zaaferowanych, biegnących gdzieś urzędników i skupionych, onieśmielonych, szukających czegoś interesantów. Teraz były puste, przerażająco puste. Do tego stopnia, że w tych oswojonych miejscach czułem się samotnie i obco. Czułem się nie na miejscu.

Co ja tu robię? — zastanawiałem się. Tu, na tych opustoszałych, wymarłych korytarzach? Moje kroki odbijają się od ścian, podłóg i sufitów. Ich echo atakuje, wbija się w mózg.

Puste korytarze

Kiedy wiele lat temu pojawiłem się w urzędzie po raz pierwszy, by porozmawiać z prezydentem o mojej dla niego pracy, też zewsząd napadły mnie puste korytarze. Ale nic w tym dziwnego, wszak wtedy była sobota, dzień wolny od pracy. Dziś nie jest sobota, dziś jest poniedziałek. Powinno być tłoczno i gwarno. Tymczasem w tej wszechogarniającej pustce z rzadka ktoś przemykał cichym krokiem. Jakby się skradał. W udawanym pośpiechu, z alibi dokumentów wciśniętych pod pachę, ze śladami łez na policzkach.

Później, już po południu, na drzwiach urzędniczych pokoi nieśmiało zaczęły się pojawiać zdjęcia prezydenta przekreślone czarną wstążką.

Na trzecim piętrze pusty, osierocony jego gabinet. Nikt tam nie wchodzi. We wtorek przed drzwiami gabinetu pojawił się portret Pawła na sztalugach i wazon z kwiatami.

Co jakiś czas odzywał się skryty w kieszeni telefon. To dzwonili zaprzyjaźnieni dziennikarze. Z całej Polski. Dzwonili, by mnie pocieszyć, by powiedzieć, że są ze mną w tych trudnych chwilach, żebym się trzymał, żebym nie pękał. I tak dalej.

I jak mantrę powtarzali, że po tym, co się zdarzyło podczas Światełka do Nieba, pewne rzeczy nie będą już możliwe. Że coś w Polsce się teraz zmieni. Że nie wrócą nienawiść, publiczne pomówienia, medialne zabijanie na oczach rozbawionej gawiedzi.

Nie miałem takiej nadziei. Dobrze pamiętałem histerię pojednania, która wybuchła po śmierci Jana Pawła II. To wszechogarniające bratanie się. To przekonanie, że teraz już będzie, że musi, po prostu musi być inaczej. Trwało to kilka dni. Potem wszystko wróciło do normy.

Więc niby dlaczego teraz miałoby być inaczej?

Mówili mi też, czego się dowiedzieli ze szpitalnych przecieków. Z ich słów wynikało, że nie jest dobrze, że on umiera. Gdzieś w środku spodziewałem się tego. Wiedziałem, że umrze. Ale wypierałem to z siebie. W dziecięcy sposób zaklinałem rzeczywistość. Jakbym wierzył w to, że jak nie dopuszczę do siebie myśli o jego śmierci, to on nie umrze.

Czuwanie

Zaszedłem do jednego z pokoi. Siedziało tam kilkoro przyjaciół. Siedzieli, milczeli i płakali. Dla nich także było jasne, że Paweł umrze. Może dziś, może jutro, ale umrze. Siadłem z nimi na chwilę.

Po kolejnych kwadransach milczenia postanowili pojechać do domu jednej z koleżanek. Chcieli w spokoju napić się wina i pogadać o Pawle.

Nie zabrałem się z nimi. Nie potrafię śmierci kogoś bliskiego przeżywać w gromadzie. W takich chwilach muszę być sam. Bo śmierć to przede wszystkim samotność.

W domu ciężko zwaliłem się na fotel. Znów zadzwonił telefon. Miałem już dość tych wszystkich telefonów, ale odebrałem. A nuż usłyszę jakieś wieści, tym razem może bardziej krzepiące.

— Pan prezydent przed chwilą umarł… — zakomunikował męski głos. I rozległ się płacz.

Wieczorem po zamachu działacze gdańskiego Komitetu Obrony Demokracji uradzili, by w poniedziałek na Długim Targu odbyło się czuwanie w jego intencji. Taki wyraz solidarności z prezydentem, wyraz nadziei, że do nas wkrótce wróci.

Był też drugi powód tego czuwania. Na wieść o zamachu w środowisku KOD rósł gniew. Ludzie zaczęli licytować się na radykalne pomysły. Wściekłość, gniew i ból przesłoniły trzeźwe myślenie. Emocje górowały nad rozsądkiem. Pojawiły się pomysły, by iść z koktajlami Mołotowa na biura PiS.

Pomysł czuwania miał spacyfikować te radykalne pomysły. Radek Szumełda, szef gdańskiego KOD, obawiał się, że te skrajne pomysły mogłyby doprowadzić do kolejnej tragedii. Pomyślał, że trzeba zrobić coś pozytywnego dla Pawła. Zaproponował zatem ten wiec-czuwanie.

Miała to być demonstracja bardzo ascetyczna. Takie prawdziwe czuwanie. Miał je otworzyć Szumełda jako organizator. Miał krótko, w dwóch zdaniach powiedzieć, po co tu jesteśmy. Potem do zgromadzonych miała przemówić Aleksandra Dulkiewicz jako pełniąca obowiązki gospodarza miasta. I w końcu modlitwa ekumeniczna, po której aktor Teatru Wybrzeże Jerzy Kiszkis przeczyta wiersz Czesława Miłosza „Sanctificetur”.

Po wierszu miało być wspólne czuwanie w ciszy. Nad ciszą miała się unosić tylko muzyka.

Koncepcja spotkania zmieniła się następnego dnia, kiedy okazało się, że Paweł umarł. Teraz miało to być czuwanie nad zmarłym.

Byłem pewien, że prawie nikt nie przyjdzie. Bo zbyt późno poszła informacja o spotkaniu. Ale kiedy pojawiłem się na Długiej i na Długim Targu, zobaczyłem nieprzebrane, falujące morze głów. Głowa przy głowie, łza obok łzy. Ulica była jak jedna wielka ściana płaczu. Gdańszczanie przyszli pożegnać swojego prezydenta. Chcieli w tej chwili być razem.

Stałem w tym wielkim tłumie. Widziałem setki płaczących. Widziałem ludzi padających sobie w ramiona. Jakby czuli potrzebę fizycznej bliskości.

W pewnym momencie zakołysały się mury, jakby kamienice ożyły. Nad naszymi głowami jak wielka lawina kamieni przetoczyła się pieśń. Pieśń, która zdawała się przytłaczać rzędy kamieniczek.

Hello darkness, my old friend,

I’ve come to talk with you again,

Because a vision softly creeping,

Left its seeds while I was sleeping,

And the vision that was planted in my brain

Still remains

Within the sound of silence.

Kto zabił Adamowicza?

W dniu pogrzebu miasto było sparaliżowane. Na ulice wyległy nieprzebrane tłumy.

— Jeśli prawdą jest, że pamięć jest nieśmiertelnością — mówiła nad urną zamordowanego męża Magda Adamowicz — to z nami Paweł będzie zawsze. Wierzę, że zostaniesz oczyszczony ze wszystkich pomówień. Ty uczyłeś otwartości, miłości, empatii, zachęcałeś do czynienia dobra — tu, w małej ojczyźnie, w Gdańsku. Wierzę w to, że to dobro rozleje się dalej, na inne miasta, cały świat. Że podziały zaczną się zacierać…

Wtedy chyba wszyscy tak myśleli. Że to nieszczęście pojedna ludzi. Że po zamordowaniu Pawła Adamowicza nie będzie powrotu do języka nienawiści, bo oto mieliśmy dowód, do czego ten język może doprowadzić.

Ale były to tylko naiwne marzenia, pobożne życzenia. Język nienawiści powrócił. Ze zdwojoną siłą. I ma się bardzo dobrze.

Na trzecim piętrze urzędu, na prawo od windy, był gabinet Pawła. Serce miasta.

Tego gabinetu już nie ma. Aleksandra Dulkiewicz, następczyni Pawła Adamowicza, nie zdecydowała się w nim urzędować. Nie wyobrażała sobie, by mogła zasiąść za jego biurkiem.

Kto zabił Adamowicza? Stefan Wilmont tylko wbił nóż. Zabili go dziennikarze biorący udział w medialnej nagonce na prezydenta Gdańska. Żaden z nich osobiście nie pchnął Pawła nożem. Ale swoim szczuciem sprowokowali mordercę.

Według raportu Newton Media tylko w roku 2018 Adamowicz był bohaterem 1773 materiałów telewizji publicznej. Czyli mówiono o nim średnio około pięciu razy dziennie. Zawsze negatywnie — był przedstawiany jako złodziej, oszust, odpowiedzialny za aferę Amber Gold, polityk antypolski, promujący nazizm i komunizm.

Wilmont skazany został na dożywocie. Ci, którzy są za śmierć prezydenta odpowiedzialni, śpią spokojnie. I szczują dalej.

Od śmierci Pawła Adamowicza minęło ponad sześć lat. Zdawałoby się, że to wystarczający czas, by rany po tej stracie się zagoiły. Ale się nie zagoiły, nie zabliźniły.

Wciąż nie nauczyłem się mówić, że on „był”. Wciąż mówię że „jest”.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
3

29.09.2025

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Sezon na nowalijki czas zacząć! Świeżość, pochodzenie i jakość coraz ważniejsze przy zakupach [BADANIE]

Sezon na nowalijki czas zacząć! Świeżość, pochodzenie i jakość coraz ważniejsze przy zakupach [BADANIE]

To będzie twój ulubiony odkurzacz: Dreame zawstydza konkurencję
                
            
    W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez
    
    Ceneo, 
    
    Media Expert

To będzie twój ulubiony odkurzacz: Dreame zawstydza konkurencję W tekście i na zdjęciach znajdują się linki reklamowe sponsorowane przez Ceneo, Media Expert

Ten ptak to urodzony zabójca. Ale gniazda buduje na ziemi

Ten ptak to urodzony zabójca. Ale gniazda buduje na ziemi

Wojna w Iranie obnażyła prawdę o Putinie. Rosja prawie nie ma kart

Wojna w Iranie obnażyła prawdę o Putinie. Rosja prawie nie ma kart

Donald Trump niepotrzebnie zadarł z Leonem XIV. Amerykanie są po stronie papieża

Donald Trump niepotrzebnie zadarł z Leonem XIV. Amerykanie są po stronie papieża

Spędziłem tydzień wśród mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. „Pomimo oporów eskaluj dotyk, aż dziewczyna w końcu pęknie”

Spędziłem tydzień wśród mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet. „Pomimo oporów eskaluj dotyk, aż dziewczyna w końcu pęknie”

Mąż traktował Ewę jak księżniczkę. Do czasu. „Płacę za to, żebyś wyglądała najlepiej, a już nie wyglądasz”

Mąż traktował Ewę jak księżniczkę. Do czasu. „Płacę za to, żebyś wyglądała najlepiej, a już nie wyglądasz”

Pascal Brodnicki: Polska bardzo się zmieniła. Jest z czego pysznie gotować

Pascal Brodnicki: Polska bardzo się zmieniła. Jest z czego pysznie gotować

Koalicja się wywróci? Donald Tusk ma niespodziewany problem [OPINIA]

Koalicja się wywróci? Donald Tusk ma niespodziewany problem [OPINIA]

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Papież Leon XIV wraca z podróży po Afryce. Zaapelował o pokój

Papież Leon XIV wraca z podróży po Afryce. Zaapelował o pokój

23 kwietnia, 2026
Kościół katolicki. Maleje liczba powołań. Rada Duszpasterska ma nowe dane

Kościół katolicki. Maleje liczba powołań. Rada Duszpasterska ma nowe dane

23 kwietnia, 2026
Sezon na nowalijki czas zacząć! Świeżość, pochodzenie i jakość coraz ważniejsze przy zakupach [BADANIE]

Sezon na nowalijki czas zacząć! Świeżość, pochodzenie i jakość coraz ważniejsze przy zakupach [BADANIE]

23 kwietnia, 2026
Ceny paliw w piątek 24 kwietnia. Resort energii opublikował obwieszczenie – Biznes Wprost

Ceny paliw w piątek 24 kwietnia. Resort energii opublikował obwieszczenie – Biznes Wprost

23 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Nie żyje 58-latka. Syn twierdzi, że zaatakował ją niedźwiedź

Nie żyje 58-latka. Syn twierdzi, że zaatakował ją niedźwiedź

23 kwietnia, 2026
Warszawa. Zastępca komendanta rejonowego policji odwołany. Spowodował kolizję

Warszawa. Zastępca komendanta rejonowego policji odwołany. Spowodował kolizję

23 kwietnia, 2026
Pożary lasów w USA. Sytuacja jest najgorsza od 30-40 lat

Pożary lasów w USA. Sytuacja jest najgorsza od 30-40 lat

23 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.