Jakaś pani opowiada mi, że „wyjście z matrixa” poprawiło jej zdrowie. Kilka kroków dalej działacze związani z partią Grzegorza Brauna zachęcają do sprzeciwu wobec „lex szarlatan”.
Widownia wiwatuje, gdy prezydent Bełchatowa Patryk Marjan wkracza na scenę pewnym krokiem, trzymając w rękach wielki bukiet kwiatów. — Dziękuję za mówienie prawdy, w szczególności tej, która idzie w poprzek głównego nurtu — oświadcza.
To podziękowania dla prof. Grażyny Cichosz, która chwilę wcześniej w swoim wykładzie opowiadała o tym, że za mało mięsa w diecie może się przyczyniać do autyzmu, a soja „wywołuje” transpłciowość. Jestem na konferencji „Czego ci lekarz nie powie”, zorganizowanej przez środowiska „medycyny alternatywnej” w bełchatowskim muzeum Giganty Mocy.
Prof. Grażyna Cichosz podczas uroczystości wręczenia Wawrzynów Kisiela, luty 2026 r.
Foto: Łukasz Wójcik / Reporter
Sala mieszcząca blisko 500 osób jest w większości zapełniona. Przeważają ludzie po pięćdziesiątce, ale nie brakuje też takich około 30. roku życia. Starsi eleganccy, młodsi ubrani w luźne, przewiewne i kolorowe ubrania. Niektórzy przyjechali z odległych zakątków Polski, żeby posłuchać swoich idoli.
Poza Cichosz gwiazdą wydarzenia był Hubert Czerniak, któremu w 2020 r. zawieszono prawo do wykonywania zawodu lekarza. Czerniak wielokrotnie podważał zasadność stosowania chemioterapii, promował suplementy jako element leczenia raka i przedstawiał nieprawidłowe informacje dotyczące przyczyn nowotworów. W jego wystąpieniu były też antysemickie wtręty, choćby sugestia, że Polaków w Katyniu zabili Żydzi. Nie zabrakło znachora Jerzego Zięby, który choć nie wszedł na scenę, to brylował na towarzyszących konferencji targach, opowiadając o możliwościach leczenia właściwie wszystkiego witaminą C.
Hubert Czerniak podczas konwencji Konfederacji we Wrocławiu, 2019 r.
Foto: Krzysztof Kaniewski / Reporter
Osoby przemawiające na konferencji dużo bardziej otwarcie niż podczas poprzedniej edycji wygłaszały ksenofobiczne lub homofobiczne uwagi. I otwarcie prezentowały teorie spiskowe, np. o tym, jakoby WHO działała na rzecz depopulacji.
Zapytałam prezydenta Bełchatowa, dziś niezależnego, a wcześniej związanego z Konfederacją, m.in. o to, czy udział przedstawicieli władzy w takich wydarzeniach nie legitymizuje treści niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i na jakich zasadach udostępniono organizatorom przestrzeń publiczną na kongres. Do czasu oddania tekstu do druku nie otrzymałam odpowiedzi. Jego obecność na takim evencie mnie jednak nie zdziwiła. Relacje między środowiskami altmedowymi i skrajną prawicą zacieśniają się od lat.
Politycznie użyteczni
Widać to choćby po zaangażowaniu prawicowych polityków w proces przed sądem lekarskim, w którym kilkudziesięciu lekarzy oskarżono o szerzenie dezinformacji dotyczącej szczepień. W trwające od lat protesty (ostatnie miały miejsce w ubiegłym roku) przeciwko ich skazaniu angażowali się m.in. założyciel Konfederacji Korony Polskiej, europoseł Grzegorz Braun czy należący do niej poseł Roman Fritz.
Jak zauważa politolog i badacz ekstremizmów politycznych dr Przemysław Witkowski, pandemia to był kluczowy moment, w którym te dwa środowiska połączyły siły. — Altmedowcy stawali się coraz bardziej antysystemowi i prawicowi, a prawica coraz bardziej oswajała się z teoriami spiskowymi. I z czasem zaczęła się z tego wyłaniać wspólna opowieść o „systemie”, „elitach”, „ukrywanej prawdzie” i „wolności” — mówi.
Zaznacza, że większość osób związanych z medycyną alternatywną nie zaczynała jako grupa radykalnych prawicowców czy antysemitów. Wielu z nich bliskie było raczej liberalne myślenie o autonomii jednostki: „moje ciało, mój wybór”, nieufność wobec instytucji. Tłumaczy: — Problem polegał na tym, że mainstream ich wyśmiewał, a partie liberalne czy centrowe nie bardzo wiedziały, co z nimi zrobić. Skrajna prawica okazała się jedyną siłą, która była gotowa ich przyjąć. Wspólnie stworzyli „klub odrzuconych”.
Witkowski podkreśla, że środowiska altmedowe są politycznie bardzo użyteczne. To ludzie niezwykle zaangażowani, gotowi wychodzić na ulicę, organizować demonstracje, protesty. — Współczesna polityka potrzebuje ludzi, którzy potrafią działać poza internetem. Do tego altmed ma własne media, kanały dystrybucji informacji i swoich „ekspertów”. Prawica dostała więc oddanych aktywistów i gotowe społeczności, a środowiska altmedowe — polityczne zaplecze i poczucie reprezentacji — mówi.
I zaznacza, że nie tak łatwo będzie tę rozpędzoną kulę śnieżną zatrzymać. Ruchy altmedowe i skrajna prawica żerują na kryzysach społecznych: problemach ochrony zdrowia, poczuciu wykluczenia, kryzysie młodych mężczyzn, napięciach wokół migracji. I dopóki te problemy nie zostaną rozwiązane, to takie środowiska dalej będą miały paliwo.
Ci, którzy wiedzą
Tę polityczną siłę altmedu zauważa też psycholog społeczny prof. dr hab. Wojciech Kulesza związany z Uniwersytetem SWPS. Zwraca uwagę na to, że w USA sekretarzem zdrowia został Robert F. Kennedy Jr, który otwarcie krytykuje szczepienia. I który zmienił też rekomendacje dietetyczne wbrew zaleceniom ekspertów.
— To pokazuje, że tego typu narracje przestają być niszowe, zaczynają funkcjonować jako element gry politycznej. Rozpowszechnianie takich treści daje rozpoznawalność, wzmacnia emocje. I w tym sensie może być wykorzystywane instrumentalnie. Nawet przez osoby, które prywatnie niekoniecznie w głoszone przez siebie tezy wierzą — zauważa profesor.
Problemem jest to, że takie teorie zaczynają coraz mocniej wpływać na przekonania i zachowania społeczeństwa. Z badania przeprowadzonego przez Fundację Digital Poland i Stowarzyszenie Demagog w 2024 r. wynika, że 65 proc. badanych zdecydowanie zgadzało się ze stwierdzeniem, że producenci ukrywają informacje o szkodliwych składnikach, dodatkach do żywności. Z kolei 30 proc. było przekonanych, że kolejne pandemie zostały już zaplanowane.
Według Kuleszy zdrowie to obszar, który jest szczególnie podatny na narracje spiskowe. — Kiedy ktoś dostaje poważną diagnozę, traci poczucie kontroli nad swoim życiem. Nie ma jednego prostego działania, za pomocą którego może natychmiast poprawić swoją sytuację. I wtedy pojawiają się alternatywne metody, one pozornie przywracają sprawczość. Dają proste recepty — wystarczy coś łyknąć, zjeść czy „pracować z energią”. Wydaje się nam, że „wiemy” — tłumaczy psycholog.
Co więcej, w tych cudownych receptach pojawia się wiele skomplikowanych, często pseudonaukowych określeń: „biologia totalna”, „woda strukturyzowana”, „lewoskrętna witamina C”. Według Kuleszy to tworzy wrażenie dostępu do wiedzy tajemnej, nobilituje te teorie.
W ten sposób tworzy się wspólnota „tych, którzy wiedzą, jak jest naprawdę”, przeciwstawiona „tym, którzy są zmanipulowani”. — To silnie buduje tożsamość i poczucie przynależności — zaznacza ekspert.
Narażenie na utratę życia
Duży udział w umacnianiu narracji altmedu ma internet. Jak wynika z raportu NASK „Paradoks spiskowy” z 2026 r., media społecznościowe zwiększają podatność na myślenie spiskowe. Platformy spłaszczają różnice między ekspertami a influencerami, a do tego tworzą społeczny dowód słuszności. Jeśli pod filmem ktoś widzi tysiące komentarzy typu „w końcu ktoś mówi prawdę”, zaczyna wierzyć, że ma do czynienia z „ukrywaną wiedzą”, a nie marginesem.
Autorzy badania zwracają też uwagę, że silny związek z podatnością na teorie spiskowe mają radykalizacja poglądów, ksenofobia i nieufność wobec instytucji. Nie jest też tajemnicą, że platformy promują treści prawicowe, budzące skrajne emocje.
To wszystko sprzyja działaczom ruchów altmedowych. Takim jak Oskar Dorosz, który sprzedawał suplementy diety, e-booki oraz odpłatne „porady zdrowotne”. W wypromowaniu się w mediach społecznościowych i w środowisku pseudomedycznym pomógł mu Bogusław Tęczar, jeden z organizatorów konferencji „Czego ci lekarz nie powie”.
Doroszowi postawiono w końcu szereg zarzutów, m.in. narażenia na utratę życia i zdrowia co najmniej jednej z osób, które mu zaufały. Udawał, że leczy pacjentkę ze zdiagnozowaną zmianą nowotworową w piersi. Po krótkiej nieobecności w sferze publicznej z powodu tymczasowego aresztu Dorosz znów działa publicznie. Jego profile w mediach społecznościowych nie zostały zablokowane.
Jego sprawa przyczyniła się do powstania ustawy „lex szarlatan”. To projekt, który zakłada m.in. możliwość nakładania wysokich kar finansowych za działalność, która może narażać pacjentów na utratę zdrowia lub życia, oraz wprowadzanie ich w błąd co do skuteczności leczenia.
Pomysł ograniczenia pseudomedycznej działalności jest krytykowany przez Grzegorza Brauna, ale także przez innych działaczy prawicy. Były kandydat na prezydenta Sławomir Mentzen przekonywał, że państwo zbyt mocno chce ingerować w możliwości leczenia. Argumentował, że pacjenci powinni mieć swobodę wyboru.
Zwolennicy ustawy podkreślają, że nie będzie ona odbierać wyboru, ale ma dać państwu realne narzędzia do ścigania pseudomedycznych „ekspertów”, którzy do tej pory często funkcjonowali w prawnej szarej strefie. — Wysokie kary finansowe mogą zadziałać odstraszająco. Jeśli takie przepisy będą skutecznie egzekwowane, mogą ograniczyć przynajmniej część rynku pseudomedycznego — mówi Jakub Kosikowski, lekarz i rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.
Zaznacza jednak, że same przepisy nie wystarczą. — Jeśli pacjent dalej będzie miał ledwie pięć minut na wizytę u lekarza w ramach NFZ, to problem nie zniknie. Trzeba zmiany systemu. Konieczne są też edukacja zdrowotna i uczenie krytycznego myślenia — podkreśla.
Tłumaczy, że przeciążona ochrona zdrowia częściowo sama pomaga w zwiększaniu podatności na takie przekazy. Lekarze są zmęczeni, sfrustrowani i czasem brakuje im empatii. Pacjenci miesiącami czekają na leczenie, czują się zagubieni. — A potem trafiają do kogoś, kto poświęca im godzinę, patrzy w oczy i mówi: „Ja wiem, jak panu pomóc” — tłumaczy Kosikowski.
Chociaż dezinformacja medyczna istniała od zawsze, to dziś jej skala przytłacza. — Kiedyś lokalny „uzdrowiciel” działał tylko w swojej okolicy, dziś jeden internetowy szaman może obsługiwać całą Polskę — zauważa.
Sproszkowany sromotnik
Kosikowski tłumaczy, że są różne sposoby korzystania z pseudomedycyny. Część pacjentów równolegle do standardowego leczenia pije jakieś zioła czy stosuje nieszkodliwe rytuały. Lekarze o tym wiedzą i nie wpływa to na terapię. Druga grupa to pacjenci objęci opieką paliatywną, u których nie da się zatrzymać choroby. W takich sytuacjach wielu lekarzy nie walczy z „alternatywnymi” metodami, jeśli nie skracają one życia ani nie pogarszają stanu chorego.
— Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś rezygnuje z leczenia, które daje szansę na wyleczenie, bo wybiera „lepszą” drogę: ozonowanie krwi, dożylną witaminę C, kurkuminę, iwermektynę czy inne cudowne terapie. Wtedy konsekwencje bywają tragiczne — wyjaśnia lekarz.
Niestety, spotyka takie osoby na oddziale onkologicznym, na którym pracuje. Wspomina pacjenta, który miał realne szanse na wyleczenie. Nagle zaczęły mu się jednak dramatycznie pogarszać wyniki badań wątrobowych. Szukał przyczyny, pytał, czy mężczyzna nie przyjmuje jakichś suplementów. Pacjent zaprzeczał.
— Dopiero jego żona powiedziała nam, że przyjmował sproszkowanego sromotnika. Wątroba była w takim stanie, że nie dało się kontynuować leczenia — mówi Kosikowski.
Walka o godność
Po wykładach na konferencji „Czego ci lekarz nie powie” idę na towarzyszące im targi. Trafiam na stoisko z olejkami eterycznymi. Jedna buteleczka kosztuje nawet 600 zł. Ale to nie byle jakie olejki. Dowiaduję się, że mogą nie tylko wyciszyć stany zapalne w moim organizmie, ale też wyleczyć depresję i stany lękowe. Sprzedawczyni przekonuje, że sama miała problemy z nastrojem i leki od psychiatry jej nie pomogły. Poprawiło jej się, kiedy „wyszła z matrixa” i spróbowała alternatywnych metod.
Kilka kroków od niej swoje stoisko rozstawiła Fundacja Twoje Veto, której prezesem jest Adam Kania, należący do Konfederacji Korony Polskiej. Działacze fundacji zapraszają na darmową herbatę „dla świadomych ludzi”. I przy okazji wciskają kartkę, na której można złożyć podpis przeciw wprowadzeniu „lex szarlatan”. — Jak to wprowadzą, to ci cudowni ludzie nie będą mogli pomagać innym — działacz pokazuje ręką wokół siebie. Dodaje: — My tu nie tylko tak sobie stoimy, my tu walczymy o godność i wolność obywateli.



