8 czerwca, Gorzów Wielkopolski. Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki pojawiają się wspólnie na scenie, by mówić o pomyśle PiS na przyszłoroczne wybory parlamentarne. To pierwsze takie wystąpienie tych polityków od momentu, kiedy poseł z Lublina został wybrany na kandydata na premiera. Jak słyszymy w PiS, były premier potraktował tę decyzję jako afront, choć oficjalnie o tym nigdy nie mówił.
– Tak mi się przypomniało, jak Mateusz wchodził na scenę, nawiązując do mojego początkowego wystąpienia, że my jesteśmy trochę jak ten Gorzów i Zielona Góra. Ale w jednym województwie lubuskim, prawda? – próbował żartować Czarnek.
Animozje między mieszkańcami Gorzowa Wielkopolskiego i Zielonej Góry są znane od lat. Oba miasta uznają się za stolice województwa. I choć to pewnie hiperbola, z Morawieckim i Czarnkiem w PiS jest podobnie. Obaj aspirują, by być w partii numerem dwa – tuż za Jarosławem Kaczyńskim. Stąd też podobne animozje.
Wspólne wystąpienie Czarnka i Morawieckiego spotkało się w PiS z ciepłym przyjęciem. W rozmowach z politykami tego ugrupowania czuć było ulgę. Pokaz jedności się udał, a wiele osób spodziewało się, że od tego momentu kampania Czarnka wystartuje ze zdwojoną mocą.
„Po pierwsze Polska” w kontrze do „Rozwój Plus”?
Tyle tylko, że dzień później Jacek Sasin ogłosił powołanie stowarzyszenia „Po pierwsze Polska”. W momencie, kiedy wydawało się, że topór wojenny został zakopany, sprawa wraca, ale z przeciwnej strony.
Być może frakcja przeciwników Morawieckiego uznała, że były premier, który wystąpił na scenie z Czarnkiem jest w politycznej defensywie, dlatego warto przejść do ofensywy. Nasze rozmowy w PiS nie przesądzają tego wprost, ale powodów uruchomienia stowarzyszenia „Po pierwsze Polska” jest przynajmniej kilka.
Z tych oficjalnych, o których pisał Sasin: „Naszą misją jest wzmacnianie jedności naszej partii, aktywne wspieranie kampanii prof. Przemysława Czarnka oraz wypracowywanie rozwiązań programowych, które otworzą Polsce i Polakom drogę do bezpiecznej i pomyślnej przyszłości pod rządami Prawa i Sprawiedliwości”.
Są też powody nieoficjalnie, o których bez pudrowania mówią w partii. – Co tu kryć. To stowarzyszenie jest po to, żeby pokazać, kto ma większą siłę. Nas jest ponad dwa razy więcej. I teraz Morawiecki nie ma już prawie ruchu, bo chyba wszyscy parlamentarzyści zostali zagospodarowani. Jedna trzecia jest u niego, dwie trzecie u nas – przekonuje nasz rozmówca, wpływowy polityk PiS.
– Nasz sygnał do członków PiS jest jasny: jedynym przywódcą naszego obozu jest i będzie Jarosław Kaczyński. Jedynym kandydatem na premiera Przemysław Czarnek, którego kampanię mocno wspieramy. I tyle. Nie ma alternatywy – dodaje.
Pytamy w partii o moment uruchomienia nowego podmiotu. Czy w Gorzowie Wielkopolskim doszło do sporu Czarnka z Morawieckim? Czy politycy tak się poróżnili, że dzień później wystartowało nowe stowarzyszenie? Okazuje się, że nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Samo wydarzenie miało przebiegać w bardzo serdecznej atmosferze i miało być rzeczywiście zwiastunem zakopania wojennego toporu.
To przeciwieństwo stowarzyszenia Morawieckiego, który dwa miesiące temu chciał, by „Rozwój Plus” skupiało też polityków z innych formacji i wychodziło poza tradycyjny elektorat PiS. Finalnie do Morawieckiego dołączyło ponad 40 osób. Sam Czarnek nie dołączył do żadnego z nowych tworów, choć naturalnie bliżej mu do frakcji Sasina.
„Mateusz przegapił moment”. Co dalej?
Powołanie drugiego stowarzyszenia w PiS każe stawiać naturalną tezę: to pokaz siły i próba udowodnienia, kto naprawdę rządzi w partii. Co więc może wydarzyć się dalej?
– Jeśli Mateusz rzeczywiście myślał o opuszczeniu PiS, przegapił najlepsze momenty. Pierwszym było to wspólne wystąpienie z Kosiniak-Kamyszem w Jasionce. To była najlepsza chwila na wyjście, bo w PiS wiele osób było tym dziwnym sojuszem zaskoczonych. Jeśli chciał zrobić mocny krok, powinien to zrobić wtedy – słyszymy od polityka PiS.
– Drugi moment to ten, kiedy rzeczywiście na PKP obserwowaliśmy przesilenie. Była kolacja u Bielana z prezesem, było w końcu ogłoszenie członków stowarzyszenia. Wtedy też Mateusz nie postawił kropki nad i. Może jeszcze szuka dobrego momentu, ale chyba go przegapił – uważa nasz rozmówca.
Z otoczenia Morawieckiego nie słychać natomiast, by szykowana była mocna, impulsywna odpowiedź na ten ruch. Tyle tylko, że PiS już niejednokrotnie udowodniło, że mocne odpowiedzi w tej partii poprzedzone są błogą ciszą.














