Wojna rosyjsko-ukraińska trwa już dłużej niż I wojna światowa. Powoli też wyrasta na równie przełomową pod względem rozwoju techniki wojennej, co Wielka Wojna. Jeszcze cztery lata temu nikt się nie spodziewał takiego obrotu sprawy.
Pierwsza wojna światowa była przełomowa, ponieważ wiele rodzajów uzbrojenia osiągnęło skalę użycia, która całkowicie zmieniła sposób prowadzenia działań zbrojnych. Kilka systemów broni wywarło szczególnie trwały wpływ na historię wojen i dało początek całkowicie nowym rodzajom wojsk. Podobnie dzieje się w Ukrainie i w Rosji. W 1914 roku armie europejskich mocarstw wyruszały do walki z przekonaniem, że wojna będzie krótka, manewrowa i rozstrzygnie się dzięki ofensywie piechoty oraz kawalerii. Cztery lata później świat wyglądał już inaczej.
Największą zmianę przyniosło powszechne użycie karabinu maszynowego. Sama konstrukcja nie była nowością. Pierwsze egzemplarze pojawiły się jeszcze w drugiej połowie XIX wieku, jednak dopiero podczas I wojny światowej broń ta została użyta na masową skalę.
Brytyjski Vickers, niemiecki MG 08 czy francuski Hotchkiss umożliwiał prowadzenie nieprzerwanego ognia przez długi czas. Jeden dobrze rozmieszczony karabin maszynowy mógł zastąpić siłę ognia kilkudziesięciu żołnierzy wyposażonych w karabiny powtarzalne.
Skutki zmieniły taktykę walki piechoty na zawsze.
Armie, które jeszcze w sierpniu 1914 r. prowadziły natarcia w zwartym szyku, bardzo szybko przekonały się, że frontalny atak przeciwko przygotowanej obronie oznacza katastrofę. Bitwy nad Marną, pod Ypres czy nad Sommą pokazały, że tradycyjne metody walki przestały być skuteczne. Zresztą podczas obecnej wojny na Ukrainie wciąż używane są karabiny maszynowe Maxima, opracowane jeszcze przed Wielką Wojną. Chłodzone wodą znakomicie sprawdzają się jako broń przeciwlotnicza i forteczna.
Jeżeli karabin maszynowy zatrzymał ofensywę, to artyleria stała się podstawowym narzędziem przełamywania obrony. Podczas bitwy pod Verdun Niemcy wystrzelili miliony pocisków artyleryjskich. Nad Sommą brytyjskie przygotowanie ogniowe trwało przez tydzień. W niektórych sektorach krajobraz został całkowicie zniszczony, a całe miejscowości przestały istnieć.
Nowe technologie
Wojna pozycyjna wymusiła poszukiwanie nowych rozwiązań. Jednym z nich był czołg.
Pierwsze brytyjskie pojazdy Mark I pojawiły się na froncie nad Sommą w 1916 r. Były powolne, często ulegały awariom i nie zawsze spełniały oczekiwania dowódców. Mimo to pokazały, że pojazd opancerzony może pokonać zasieki, przejechać przez okopy i zapewnić osłonę piechocie.
Prawdziwe znaczenie czołgów ujawniło się dopiero pod koniec wojny. W 1918 r. alianci coraz skuteczniej wykorzystywali broń pancerną podczas działań ofensywnych. Szczególnie ważna była bitwa pod Amiens, którą niemiecki generał Erich Ludendorff nazwał „czarnym dniem armii niemieckiej”.
Dzięki wielkiej wojnie narodziło się też nowoczesne lotnictwo. Pierwsze bojowe użycie samolotu miało miejsce trzy lata przed jej rozpoczęciem, ale wówczas samoloty prowadziły przede wszystkim rozpoznanie. Bardzo szybko okazało się jednak, że kontrola przestrzeni powietrznej może mieć ogromne znaczenie dla przebiegu działań na ziemi. Najpierw piloci próbowali zwalczać się przy użyciu pistoletów i karabinów. Następnie pojawiły się pierwsze myśliwce wyposażone w zsynchronizowane karabiny maszynowe strzelające przez śmigło.
W czasie wojny powstały również pierwsze samoloty bombowe oraz maszyny przeznaczone do atakowania celów naziemnych. Rozwijano metody rozpoznania fotograficznego i współpracy z artylerią.
Przełom w powietrzu
Podobny przełom w wojnie w powietrzu nastąpił w Ukrainie. Konflikt pokazał, że dominacja lotnictwa załogowego nie jest już jedynym wyznacznikiem przewagi, a coraz większą rolę odgrywają systemy bezzałogowe, rozpoznanie w czasie rzeczywistym oraz masowość użycia tanich środków rażenia.
Najważniejszą zmianą było przejście od ograniczonego wykorzystania dronów do ich powszechnego użycia na wszystkich szczeblach działań. Przed 2022 r. bezzałogowce kojarzono przede wszystkim z drogimi amerykańskimi MQ-1 Predator czy MQ-9 Reaper wykorzystywanymi przeciwko słabo uzbrojonym przeciwnikom. Wojna w Ukrainie pokazała coś zupełnie innego. Niewielkie drony komercyjne, kosztujące setki lub kilka tysięcy dolarów, zaczęły wykonywać zadania rozpoznawcze, naprowadzać artylerię, korygować ogień i atakować cele za pomocą improwizowanych ładunków.
Jeszcze większe znaczenie zyskały drony FPV. Początkowo traktowane jako eksperyment, z czasem stały się jednym z podstawowych środków zwalczania pojazdów opancerzonych, stanowisk ogniowych i pojedynczych żołnierzy. Po raz pierwszy w historii stosunkowo tani środek napadu powietrznego zaczął masowo niszczyć sprzęt wart miliony dolarów.
Drugim przełomem okazało się połączenie rozpoznania i rażenia w czasie niemal rzeczywistym. Obraz z drona trafia do operatora, współrzędne są przekazywane artylerii lub załodze innego bezzałogowca, a atak następuje maksymalnie po kilku minutach. W poprzednich konfliktach podobny proces mógł trwać znacznie dłużej, dochodząc jeszcze dwie dekady temu do kwadransa. Pole walki stało się znacznie bardziej przejrzyste, a ukrycie wojsk trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Konflikt pokazał także ograniczenia klasycznego lotnictwa bojowego. Zarówno Rosja, jak i Ukraina dysponują systemami obrony przeciwlotniczej zdolnymi razić cele na dużych odległościach. W rezultacie żadna ze stron nie uzyskała pełnej przewagi w powietrzu. Samoloty operują głównie z dala od linii frontu, wykorzystując pociski kierowane i bomby szybujące. Oznacza to odejście od modelu znanego z Iraku w 1991 czy 2003 r., gdy jedna strona stosunkowo szybko zdobywała panowanie w powietrzu.
Przełomowe znaczenie miały również dalekosiężne ataki dronowe. Ukraina zaczęła uderzać w cele położone setki, a później tysiące kilometrów od frontu. Lotniska, zakłady przemysłowe czy magazyny paliw znalazły się w zasięgu stosunkowo tanich bezzałogowców. Rosja odpowiedziała podobnymi działaniami, wykorzystując między innymi irańskie Shahedy. W efekcie granica między zapleczem a obszarem bezpośrednich działań wojennych zaczęła się zacierać.
Dlatego jeżeli I wojna światowa stworzyła lotnictwo wojskowe, a II wojna światowa uczyniła z niego jeden z głównych środków prowadzenia konfliktu, to wojna rosyjsko-ukraińska może zostać zapamiętana jako moment narodzin epoki masowego użycia systemów bezzałogowych.
Wojna w eterze
Przez dziesięciolecia wojna radioelektroniczna była traktowana jako ważny, lecz jednak pomocniczy element działań zbrojnych. Jej zadaniem było zakłócanie radarów, utrudnianie łączności, tak aby klasyczne środki bojowe mogły przeprowadzić uderzenie. Podczas wojny w Zatoce Perskiej czy interwencji NATO przeciwko Jugosławii środki walki elektronicznej służyły przede wszystkim do osłabienia przeciwnika, który dysponował znacznie słabszym potencjałem technicznym.
Na Ukrainie sytuacja wygląda inaczej. Po raz pierwszy od dziesięcioleci dwa państwa prowadzą nieustanną walkę o kontrolę nad widmem elektromagnetycznym na całej długości frontu. Na Ukrainie środki walki elektronicznej są obecne praktycznie na każdym odcinku frontu i poziomie dowodzenia. Zakłócane są drony, radiostacje, systemy nawigacji satelitarnej i kanały transmisji danych.
W rezultacie obie strony muszą nieustannie modyfikować częstotliwości, stosować nowe anteny, zmieniać oprogramowanie i opracowywać alternatywne sposoby komunikacji. W pewnym sensie przypomina to wyścig między pociskiem a pancerzem, jaki rozpętał się w XIX w. Każda nowa metoda zakłócania bardzo szybko wywołuje odpowiedź przeciwnika. Jeżeli jedna strona opracowuje skuteczny sposób zakłócania określonego typu dronów, druga niemal natychmiast próbuje znaleźć rozwiązanie problemu. Pojawiają się nowe częstotliwości pracy, inne systemy sterowania czy dodatkowe zabezpieczenia. Tak też powstały rosyjskie drony sterowane światłowodowo. Przez ostatnie trzydzieści lat armie zachodnie przyzwyczaiły się do niemal nieograniczonego dostępu do systemów nawigacji satelitarnej. Wojna w Ukrainie pokazała, że założenie to może być błędne. Zakłócenia GPS występują na ogromnych obszarach. W rezultacie część systemów uzbrojenia traci dokładność, a operatorzy muszą korzystać z alternatywnych metod nawigacji.
Powrót do przeszłości
Co ciekawe, rozwój technologii spowodował także powrót metod, które wielu uznawało za przestarzałe. Coraz większe znaczenie zyskują przewodowe środki łączności, papierowe mapy, klasyczna orientacja w terenie oraz decentralizacja dowodzenia od najniższego szczebla. Żołnierze muszą zakładać możliwość utraty części systemów elektronicznych. Podobnie stało się w przypadku wspomnianych karabinów maszynowych chłodzonych wodą. Ukraińcy używają Maximów wz. 1910 na stałych, umocnionych pozycjach obronnych, gdzie linia frontu jest ustabilizowana od dłuższego czasu. Maxim sprawdził się w okopach obu wojen światowych, w wojnach lat 1918-22, a także w wojnie o Chaco i chińsko-japońskiej. Od 2014 r. Maximy bronią linii okopów przed rosyjskimi atakami, a od 2023 r. jako efektor w mobilnych zespołach przeciwlotniczych.
Po 1991 r. dominowało przekonanie, że wystarczy niewielka liczba bardzo zaawansowanych systemów uzbrojenia. Wojna w Ukrainie przypomniała realia obu wojen światowych, kiedy liczyła się nie tylko jakość, ale również zdolność do produkowania ogromnych ilości sprzętu i amunicji. A przede wszystkim szybka zdolność do adaptacji i wdrażania nowych rozwiązań. I w tym przypadku wojna w Ukrainie również może przejść do historii wojskowości.




