11 sierpnia 2001 r. Zacarias Moussaoui i jego współlokator Hussein al-Attas przyjechali do Eagan w stanie Minnesota, gdzie Moussaoui był już zapisany do Pan Am International Flight Academy. Mężczyzna pozostałą część opłaty za szkolenie na symulatorze (6,3 tys. dol.) zapłacił gotówką.
Moussaoui jest dziś przez wielu uznawany za tzw. dwudziestego zamachowca z 11 września.
Chociaż miał kontakt i otrzymał pieniądze od Ramziego Bin al-Shibha (jednego z tzw. czwórki z Hamburga, który był głównym łącznikiem między Al-Kaidą a operującymi w USA terrorystami), nie ma dowodów na to, że Moussaoui kiedykolwiek zetknął się z pozostałymi zamachowcami z 11 września ani że miał brać udział w samym ataku.
W rzeczywistości to właśnie jego historia najlepiej świadczy o tym, że Al-Kaida planowała przeprowadzenie zamachów w Stanach Zjednoczonych, co potwierdziły późniejsze ustalenia służb dotyczące wielu innych terrorystów próbujących wjechać do USA przed 11 września.
Przypadek Moussaouiego to kolejna tragiczna porażka i zmarnowana szansa: jego aresztowanie nie wywołało paniki w rządzie ani nie nakierowało FBI, ani służb wywiadowczych na możliwość ataku z użyciem samolotów. Może była to kwestia wakacji, może braku doświadczenia agentów z Minneapolis z międzynarodowym terroryzmem. Ale gdy sprawa Moussaouiego trafiła do Waszyngtonu oraz do centrali FBI i CIA, nikt nie dostrzegł powagi zagrożenia.
Moussaoui, Francuz pochodzenia marokańskiego, po raz pierwszy przyleciał do Stanów 23 lutego, lądując w Chicago. Stamtąd poleciał do Norman w stanie Oklahoma, by uczęszczać do szkoły pilotażu (tej samej, którą odwiedzili inni terroryści Mohammed Atta i Marwan al-Shehhi).
Przed przyjazdem do USA mieszkał w Wielkiej Brytanii, gdzie uzyskał tytuł magistra na South Bank University w Londynie. W kwietniu 1998 r. przeszedł szkolenie w obozie al-Kaidy Khalden w Afganistanie, a następnie powrócił tam w grudniu 2000 r., najpewniej w celu odebrania wytycznych. Do Wielkiej Brytanii wrócił w lutym 2001 r., po czym wyjechał do Stanów Zjednoczonych, by uczyć się latania.
Moussaoui uczęszczał do Airman Flight School w Norman między 26 lutego a 29 maja. Bez wytłumaczenia opuścił zajęcia przed ukończeniem kursu, nie uzyskał licencji pilota, po czym przeniósł się do akademii Pan Am, by zaliczyć kurs na symulatorze lotów komercyjnych. 13 sierpnia rozpoczął szkolenie na symulatorze Boeinga 747 w Minnesocie.
Dwa dni później instruktor z Pan Am zadzwonił do biura FBI w Minneapolis, ponieważ wraz z innymi pracownikami zaczęli podejrzewać Moussaouiego. Francuz nie spełniał żadnych standardowych kryteriów dla studentów Pan Am. Powiedział też instruktorowi, że w ogóle nie zamierza zdobywać licencji pilota i nie interesuje go nic poza nauką samego pilotażu — nie chciał uczyć się startowania ani lądowania.
Szkoła lotnicza natychmiast zorientowała się, że coś jest nie tak. Moussaoui został aresztowany 16 sierpnia pod zarzutem naruszenia przepisów imigracyjnych.
A FBI? Kolejne trzy tygodnie wypełniły pomyłki, złe decyzje, błędne porady, brak zaangażowania i zwykła niekompetencja, które pogrzebały jedną z największych szans na wykrycie przygotowań do zamachu.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





