Rosjanie pod przykrywką różnych organizacji, w tym kulturalnych, prowadzą szeroko zakrojoną operację hybrydową w Estonii. Zważywszy, że w Estonii rosyjska mniejszość stanowi aż ok. 25 proc. mieszkańców, problem jest spory. Ale to również lekcja dla Polski.
W północno-wschodniej Estonii rosyjskojęzyczna ludność jest skoncentrowana znacznie bardziej niż wynikałoby to z ogólnokrajowej średniej. Narwa jest miastem niemal całkowicie rosyjskojęzycznym i łatwiej porozumieć się tam w tym języku niż po estońsku czy angielsku. W zasadzie cały region Ida-Viru ma specyficzną strukturę demograficzną, będącą dziedzictwem sowieckiej industrializacji.
To tworzy lokalną grupę całkowicie odmienną od reszty kraju. Jeżeli ktoś mieszka w środowisku, w którym w domu, pracy, sklepach, internecie i części lokalnych instytucji funkcjonuje język rosyjski, Moskwa ma znacznie łatwiejszy dostęp do odbiorcy niż wśród estońskojęzycznej większości.
Estoński rząd sam wskazuje, że rosyjskie operacje wpływu są szczególnie ukierunkowane na rosyjskojęzycznych mieszkańców, a zwłaszcza młodzież.
Dla Estonii to rosyjski atak
Władze traktują problem bardzo poważnie. Estońskie służby uważają, że zagrożenie ze strony rosyjskiej mniejszości jest jak najbardziej realne. KAPO, czyli estońska służba bezpieczeństwa wewnętrznego, poinformowała, że po wydaleniu osób powiązanych z Kremlem rosyjskie możliwości prowadzenia operacji wpływu zostały ograniczone, ale działania propagandowe przeniosły się w większym stopniu do mediów społecznościowych. Ich celem nadal jest osłabianie spójności społecznej, zaufania do państwa i relacji z sojusznikami.
Estońskie służby mówią wprost, że Rosja pozostaje największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Estonii. Jednocześnie estońskie służby podkreślają, że rosyjskie możliwości prowadzenia operacji przeciwko Estonii są nadal duże, mimo że główna część rosyjskich zasobów wojskowych jest związana z wojną przeciwko Ukrainie.
KAPO zaznacza też, że Moskwa ma wystarczająco dużo czasu i środków, aby równolegle prowadzić działania przeciwko bezpieczeństwu Estonii. Co ważne, Estończycy nie traktują wojny hybrydowej jako czegoś zastępującego ewentualny konflikt zbrojny, tylko jako faktyczny atak na swój kraj. Zwłaszcza, że przykładów mają całkiem sporo.
„Patrioci” na usługach Rosji
Kreml od lat próbuje przedstawiać rosyjskojęzycznych mieszkańców państw bałtyckich jako ludzi prześladowanych przez własne państwa. Estonia jest tutaj szczególnie dogodnym celem, ponieważ ma dużą rosyjskojęzyczną populację. Jak w innych państwach, tak i w Estonii rosyjskie służby grają głównie na podziałach i budowaniu braku zaufania do własnych instytucji państwowych.
We wrześniu 2025 r. Igor Lobin został skazany na pięć lat więzienia za działalność wywiadowczą przeciwko Estonii. Według estońskich służb wcześniej kierował ludźmi związanymi z rosyjską polityką podziału. Przedstawiciele kilku takich organizacji startowali w wyborach lokalnych w Narwie pod nazwą Patriot. Nie zdobyli mandatów, ale sam fakt próby wejścia w lokalną politykę jest bardzo istotny.
Co też jest ciekawe we wszystkich państwach wschodniej flanki, grupy inspirowane przez Kreml nazywają się „patriotami”, odwołując się do „tradycyjnego dziedzictwa” i chęci „zdmuchnięcia establishmentu”, który patriotyczny nie jest. Wśród fanów takich grup Rosjanie najczęściej poszukiwali potencjalnych wykonawców zleceń rosyjskich służb.
KAPO ujawniła operację, w ramach której rosyjski wywiad werbował ludzi do działań mających wywoływać strach i napięcia społeczne. Zatrzymano dziesięć osób. Wśród zadań były między innymi niszczenie samochodów ministra spraw wewnętrznych Lauri Läänemetsa i Andreja Szumakowa, redaktora naczelnego rosyjskojęzycznej części portalu Delfi. Grupa odpowiadała także za profanowanie rosyjskich pomników, o co rosyjskie media oskarżały Estończyków.
Spośród dziewięciu osób, które odpowiadały za operacje przeciwko ministrowi i dziennikarzowi, siedem zostało skazanych na kary od 4 do 6,5 roku więzienia. Dwaj pozostali Ilja Boczarow i Alik Huczbarow uciekli do Rosji i są poszukiwani międzynarodowym listem gończym. Kreml twierdzi, że nie zna miejsca pobytu obu poszukiwanych.
Wojna cybernetyczna
Estoński wywiad ustalił, że jednostka GRU o numerze 29155 od 2020 r. prowadziła cyberataki przeciwko instytucjom państw NATO i Unii Europejskiej oraz Ukrainie. Estończycy zidentyfikowali trzech oficerów GRU podejrzewanych o udział w operacji: Jurija Denisowa, Nikołaja Korczagina i Witalija Szewczenkę. Wszyscy przebywają w Rosji i zostały za nimi wydane międzynarodowe nakazy aresztowania.
Według Estończyków cyberzdolności tej jednostki służą nie tylko do kradzieży informacji, ale również do sabotażu i prowadzenia operacji informacyjnych. A Estonia jest bardzo ważnym celem. Estończycy od lat budują model państwa cyfrowego, w którym ogromna część usług publicznych działa przez internet, w tym rejestry gruntów, podatki, administracja, ochrona zdrowia, zarządzanie przedsiębiorstwami czy systemy graniczne. Zupełnie jak w Polsce.
Estoński System Nadzoru Informatycznego odnotował w maju 2026 r. 1561 incydentów mających wpływ na poufność, integralność lub dostępność danych albo systemów. W czerwcu doszło między innymi do ataku typu DDoS na stronę estońskiej policji. Niewiele później estońskie centrum reagowania kryzysowego poinformowało, że osoby dzwoniące z sieci Telia na numer alarmowy nie słyszały sygnału oczekiwania, chociaż połączenia były faktycznie realizowane. W lipcu doszło do serii prób włamań na rządowe serwery.
Atak DDoS jest najprostszym narzędziem i dlatego dość często stosowanym. Napastnik zalewa serwer ogromną liczbą żądań, przez co normalni użytkownicy nie mogą korzystać z usługi. Ale jego znaczenie rośnie, jeżeli jest używany w odpowiednim momencie. Wyobraźmy sobie sytuację kryzysową na granicy Estonii i Rosji. W tym samym czasie następuje zakłócenie działania stron policji, administracji, systemów informacyjnych czy „awaria” telefonów alarmowych.
Estonia sprawdza rosyjskie wpływy
Estonia bardzo mocno rozbudowała system ochrony informacji niejawnych i tajnych. Osoba mająca dostęp do informacji niejawnych musi przejść odpowiednie postępowanie sprawdzające. Dotyczy to także osób pracujących poza administracją, jeżeli wykonują zadania wymagające dostępu do tajemnic państwowych. A nikt, jak to jest w Polsce, nie dostaje dostępu jedynie z racji zajmowanego stanowiska. Mieliśmy w kraju wiele przykładów, gdy służby miały wątpliwości, czy należy komuś przyznać dostęp. I co gorsze, te osoby dostępy otrzymywały jedynie z racji nominacji na dane stanowisko.
KAPO może więc badać wiarygodność pracowników administracji, wojska, służb, a także osób z prywatnych przedsiębiorstw realizujących określone zadania dla państwa. Dostęp do informacji niejawnych jest przypisany do konkretnej osoby, stanowiska i poziomu tajemnicy, a zezwolenia mają określony czas obowiązywania.
A ma to ogromne znaczenie przy rosyjskim modelu werbunku. Agent nie musi od razu być podejrzany o szpiegostwo. Państwo próbuje wcześniej ustalić, kto jest podatny na werbunek i kto jednocześnie ma dostęp do informacji wartościowych dla obcego wywiadu.
W styczniu 2026 r. estoński parlament powołał specjalną komisję śledczą do zbadania rosyjskich działań wpływu, ich finansowania oraz powiązań z estońskim sektorem publicznym. Komisja ma sprawdzić m.in. finansowanie organizacji, stowarzyszeń, projektów kulturalnych i społecznych oraz potencjalne związki działających w Estonii osób i organizacji z rosyjskimi działaniami wpływu. Ma również zbadać finansowanie związane z takimi strukturami jak Russkij Mir, Rossotrudniczestwo czy rosyjskie placówki dyplomatyczne. Raport ma być przedstawiony najpóźniej 1 lutego 2027 r. Co ciekawe, komisja sprawdza powiązania wszystkich polityków w różnym okresie bez względu na przynależność partyjną.
Komisja ma więc odpowiedzieć na pytanie, czy estońskie państwo, samorządy albo należące do nich firmy nie finansowały pośrednio przedsięwzięć korzystnych dla rosyjskich interesów. Ma także wskazać jakich zmian prawnych Estonia jeszcze potrzebuje, aby przeciwdziałać rosyjskiej wojnie hybrydowej przeciwko państwu i jego instytucjom.
Uczyć się od Estończyków
Z estońskich doświadczeń wynika dla Polski przede wszystkim konieczność przygotowywania się nie tylko na samą wojnę, ale również na okres ją poprzedzający. Rosja może próbować osłabiać państwo miesiącami lub latami przed ewentualnym konfliktem, wykorzystując do tego organizacje społeczne i kulturalne, lokalną politykę, media społecznościowe, cyberataki czy werbunek pojedynczych osób.
Dlatego służby powinny patrzeć szerzej niż na klasyczne szpiegostwo i interesować się całymi sieciami wpływu, np. ich finansowaniem, kontaktami oraz ludźmi gotowymi wykonywać niewielkie zlecenia na rzecz rosyjskich służb. Dziwić więc mogą weta prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące ustawy o kryptowalutach, która pozwalałaby śledzić przepływ pieniędzy i łatwiej przechwycić podejrzane transakcje.
Estonia pokazuje też, że potrzebna jest stała kontrola dostępu do informacji niejawnych oraz możliwość sprawdzania, kto może być podatny na werbunek. Najważniejszy wniosek jest jednak dość prosty. Polska powinna zakładać, że rosyjska operacja może składać się z wielu pozornie niezwiązanych ze sobą incydentów. Dopiero ich połączenie pokaże, że nie były przypadkowe. Tymczasem skłócone polskie partie polityczne toczą wojenki, zamiast patrzeć na ogólne bezpieczeństwo kraju.



