Spotkamy się w hotelu w środę wieczorem i zostaniemy do czwartku? Przecież spać ze sobą nie musimy, jeśli nie będzie chęci z obu stron. Jesteś gotowa na nowy związek?” — 50-letni Mariusz Ł. pisze SMS do swej rówieśnicy Magdy Pikor*.
Ona: „Tak, serce mam otwarte”.
Wymieniają się selfie. Jej zdjęcie — atrakcyjnej, postawnej blondynki — jest zrobione na plaży niedaleko Bostonu. Magda Pikor mieszka w Warszawie, ale często wyjeżdża do ojca w Stanach.
Newsweek Kryminalny, szukaj w salonach Empik i na Literia.pl
Foto: Newsweek
On: „Jeśli uwierzę w intuicję, to dwa pokoje nie będą nam potrzebne. Miło byłoby zasnąć wtulony w Ciebie (…). Dla jasności — na pewno niczego nie zrobię wbrew twej woli. Ale dobrze wiesz, że przed tym się nie obronimy”.
Ona: „Po co mamy się bronić?”.
On: „Tylko musimy zachować czujność, bo w tej euforii może nam się rodzina powiększyć. Czy zaryzykujesz maleństwo? Miałoby moje dobre geny”.
Ona: „Maleństwo to zawsze wspólna decyzja. Chcę mieć dom i rodzinę. Hotele są dla ukrywających się przed światem albo jak ktoś zdradza żonę lub męża”.
Nie chcę cię znać
Spotykają się w hotelu w sobotni wieczór 6 listopada 2021 r. Następnego dnia rano Mariusz Ł. mówi, że na chwilę zejdzie do recepcji, aby podpisać fakturę rachunku za nocleg (za pobyt płacą po połowie), i już nie wraca. Magda Pikor dostaje od niego SMS z informacją o zerwaniu znajomości.
Magda Pikor opowiedziała swoją historię, żeby przestrzec inne kobiety przed oszustami
Foto: Fot. Archiwum prywatne
Kobieta nie jest w stanie zrozumieć, co się stało, póki nie stwierdzi, że nie ma pieniędzy w portmonetce. Trzymała tam 300 zł. Szok utrzymuje się, więc po czterech miesiącach postanawia wysłać SMS do niedoszłego partnera z pytaniem, dlaczego tak się zachował. Wspomina o pustym portfelu.
Ł. od razu znajduje wyjaśnienie: „Mówiłaś, że gdy wychodzisz z gabinetu, często zostawiasz torebkę na wierzchu. Pewnie okradł cię któryś z pacjentów [Magda Pikor jest lekarką — red.]. Dużo miałaś?”.
Kobieta już nie wraca do tego tematu. Przyjaciele mówią, że jest roztrzepana, może Mariusz ma rację? Po kilku miesiącach wahań godzi się na kontynuowanie znajomości. Na drugie spotkanie umawiają się w jej mieszkaniu. „Chciałam zbadać, kim on jest” — wytłumaczy później prokuratorowi.
Ale jest czujna. Mimo uszu puszcza żale Ł., że ma on przejściowe problemy finansowe (przedstawił się jako absolwent prawa), co jest sugestią, aby mu przelała pewną kwotę pieniędzy. Przy kolejnej takiej próbie odpowiada, że chciałaby, aby byli finansowo od siebie niezależni.
24 marca 2022 r. mężczyzna wysyła do Magdy prośbę: czy może po rannym przyjeździe z Białegostoku zatrzymać się w jej mieszkaniu? Musi odebrać w Warszawie leki dla Ukraińców, dostanie je w południe. Do rodzinnego miasta wróci z dwiema kobietami z Ukrainy, którymi się opiekuje.
Empatyczna z natury pani doktor współczuje tułającym się z powodu wojny cudzoziemkom. Nigdy ich nie widziała (dziś uważa, że prawdopodobnie nie istnieją), mimo to kupuje im ubrania i zostawia pod wycieraczką klucz do dolnego zamka swego luksusowo urządzonego mieszkania.
Po powrocie z pracy stwierdza, że została okradziona — głównie z cennej biżuterii. Początkowo swoje straty oblicza na około 12 tys. zł. Później zorientuje się, że zginęło więcej, niż początkowo oceniła. W obecności świadka Mariusz Ł. podpisuje oświadczenie, że wypłaci jej zadośćuczynienie. Najpierw przelewem 3 tys. zł, a potem pozostałą kwotę. Jeśli pieniądze przyjdą w terminie, dr P. zrezygnuje z dalszych roszczeń oraz zgłoszenia sprawy organom ścigania.
„Przelew został wysłany — Ł. zawiadamia ją SMS-em — wywiązałem się umowy i nie chcę cię znać”. O spłaceniu reszty zagrabionych pieniędzy nie wspomina.
Taki psikus
Dlaczego pani Magda nie ściga złodzieja? Bo odzywa się w niej lekarz z powołania. Kiedy Ł. zwierzył się jej ze swych, jak twierdził, chorobliwych skłonności do kradzieży, chciała mu pomóc, namawiając na profesjonalną terapię.
Kobieta nie wie, że w międzyczasie została ponownie okradziona, bo Ł. znalazł w komodzie klucz do górnego zamka i dorobił duplikaty. Kiedy więc kilka dni później umawiają się na ponowne spotkanie i on wysyła jej SMS, że się spóźni, jadąc z Białegostoku, ona nie ma pojęcia, że oszust jest od kilku godzin w Warszawie i zdążył już wejść do jej mieszkania, żeby wynieść wiele cennych rzeczy.
Dowie się o tym, gdy dotrze do nagrania z kamery na klatce schodowej. Po wymianie zamków wysyła Mariuszowi Ł. SMS: „Chcę, abyś poniósł karę za to, co zrobiłeś, i poniesiesz ją”.
„Zbyt wścibska jesteś jak na mój gust, blokuję twój numer” — on odpowiada.
Okradziona kobieta informuje policję w Wilanowie, że mężczyzna dorobił klucz, do którego jest przypisana karta z kodem; mogą tam być odciski jego palców. Dołącza długą listę ukradzionych rzeczy. W sumie swoje straty ocenia na ponad 28 tys. zł.
Ze strony organów ścigania nie ma widocznego zainteresowania. Przesłuchująca ją policjantka nie przyjmuje dowodów włamania się do mieszkania, nie interesuje jej korespondencja z Mariuszem Ł. Trzeba przypominania o sprawie, aby kilka miesięcy później doszło do przesłuchania oskarżonego o kradzież. Ł. przyznaje, że zabrał kilka rzeczy z mieszkania swej znajomej, ale był to, twierdzi, gest przekory. Doszło między nimi do sprzeczki i postanowił zrobić pani doktor psikusa.
Sprawa o kradzież zostaje umorzona.
Magda Pikor w SMS-ach do byłego adoratora odwołuje się do jego sumienia. Niech odda, co zabrał, zwłaszcza cenne pamiątki.
„Nawet nie zwracałem uwagi na to, co biorę — mężczyzna wysyła telefoniczną odpowiedź — tyle razy ci mówiłem, że to wina tej pieprzonej choroby i nie ma w tym mojej złej woli. To, co wziąłem, dostałaś z powrotem; za to, co wyrzuciłem, zapłaciłem ci, więc się odp***l”.
W kolejnym SMS-ie grozi: „Chcesz wojny, proszę bardzo. Mój adwokat dotrze do twoich pacjentów, policja dowie się, że te wszystkie rzeczy w pudełkach z kokardkami to prawdopodobnie tzw. dowody wdzięczności od chorych. Zrobiłem dużo zdjęć. Skompromituję cię”.
Ona: „Niczego się nie obawiam, na wszystko mam paragony. A ty z czasem i tak będziesz w więzieniu, bo zawsze ukradniesz, kiedy będzie ci brakowało pieniędzy”.
On: „Głupia jesteś jak but. Spodziewaj się aktu oskarżenia, stalkerko. Mam wyj*** na ciebie i twoje insynuacje. Izba lekarska wkrótce cię usunie z zawodu, kurewko”.
Ona: „Przed rozprawą sądową przydałoby się jeszcze kilka dodatkowych zdjęć znanej cioty z Białegostoku, jak kradnie”.
On: „Tłusta zakłamana pi***a to ty. Możesz mi obciągnąć, poj***a cipo, zrzucę cię ze schodów. (…) Nawet z kloszardem byś poszła. Policja ma cię w dupie, piszesz do mnie w swej bezsilności. Nigdy nie będziesz bezpieczna”.
599 wulgarnych wiadomości
Kobieta usiłuje zrozumieć postępowanie mężczyzny, który na początku znajomości robił tak dobre wrażenie. Wyjaśnienia szuka w publikacjach znanych psychologów. Dowiaduje się, że są oszuści, którzy czerpią seksualną satysfakcję z kontrolowania i uwodzenia ofiary. To może im dawać pobudzenie emocjonalne oraz fizjologiczne, podobne do ekscytacji seksualnej, co nie zawsze musi się kończyć kontaktem fizycznym. Są też oszuści o zaburzeniach parafilijnych. W takich przypadkach przyjemność seksualna jest bezpośrednio związana z samym faktem manipulowania i zdobywania zaufania ofiary. Seks jest narzędziem, nie celem. Często chodzi o korzyści finansowe.
Wpisuje telefon Mariusza Ł. w internetowym serwisie Ktoto.info. Pojawiają się liczne negatywne opinie, w których kobiety opisują właściciela tej komórki jako osobę nękającą. Podobne ostrzeżenie widnieje na stronie CzyjNumerek.pl. W przeglądarce internetowej numer jego telefonu został oceniony jako niebezpieczny: może prowadzić do utraty pieniędzy lub innych form oszustwa.
Magda Pikor czuje się osaczona przez pewnego swej bezkarności złodzieja jej majątku i całkowicie osamotniona w tej nierównej walce. Pisze zażalenie do Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów na zatwierdzone przez prokuratora umorzenie dochodzenia w sprawie kradzieży w jej mieszkaniu. Wylicza, jakich czynności nie przeprowadziły z urzędu organy ścigania w postępowaniu przygotowawczym, m.in. nie zabezpieczono obrazu z monitoringu, nie przeszukano lokalu okradzionej, nie zlecono badania kryminalistycznego zamków w drzwiach ani logowania się telefonu Mariusza Ł. Błędnie i bezzasadnie zawierzono przesłuchiwanemu mężczyźnie, że jedynie 26 marca 2022 r. wyniósł coś od swej znajomej. Z nagrania monitoringu wynika, że z pełnymi torbami opuszczał ten adres również poprzedniego dnia.
Lekarka ma powód, by obawiać się o swoje życie, bo mężczyzna, który ją okradł, wie, gdzie ona mieszka. Od maja do grudnia 2022 r. kobieta czternaście razy informuje policję, że nie czuje się bezpiecznie. Dostarcza screeny korespondencji SMS-owej z Mariuszem Ł.
Pisał do niej, że jest dziwką, k***szonem. Groził: „Twój dom pójdzie się j***, będziesz ryjem po krawężniku jeździć”. W ciągu niespełna trzech miesięcy wysłał 599 wulgarnych wiadomości.
Jakkolwiek nigdy już nie spotka się z nim ponownie sam na sam, podtrzymuje kontakt z człowiekiem, który ją oszukał, gdyż chce znać plany z nią związane. Blokuje numer jego telefonu w momencie, gdy wszystkie postępowania procesowe są w toku.
Dopiero w lutym 2023 r. Sąd Rejonowy w Warszawie uchyla zaskarżone postanowienie i przekazuje sprawę prokuraturze na Ursynowie. Ta odpowiada po miesiącu, że postępowanie należy zawiesić, bo „zachodzi długotrwała przeszkoda ze względu na nieznane miejsce pobytu Ł., który, jak wynika z ustaleń, przebywa obecnie za granicą”.
Ale w aktach nie ma śladu, że usiłowano zlokalizować telefon podejrzanego. A przecież odszukanie Mariusza Ł. nie jest trudnym przedsięwzięciem, bo uczestniczy on w postępowaniu toczącym się przed Sądem Rejonowym w Białymstoku i odbiera od listonosza tzw. powiastki sądowe. Używa tego samego numeru telefonu.
Na kozetce u psychoterapeutki
W lipcu 2023 r. warszawski sąd uwzględnia zażalenie dr Pikor; pół roku później zaczyna się proces Mariusza Ł., oskarżonego o kradzież. Zapada wyrok: rok ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne. Ponadto skazany ma zwrócić okradzionej 23 200 zł.
Można by sądzić, że dobiegła finału niefortunna przygoda lekarki z matrymonialnym oszustem internetowym, ale tak się nie dzieje. Mariusz Ł. odwołuje się od wyroku warszawskiego sądu i proces toczy się od nowa. Równocześnie prokuratura białostocka oskarża lekarkę o stalking. Dowodem mają być obraźliwe, liczne SMS-y wysyłane przez Magdę Pikor do człowieka, który ją okradł.
Ponadto prokurator zarzuca podejrzanej, że naśmiewa się z nowotworowej choroby mężczyzny, z którym była w kilkudniowym związku.
— Ależ on udaje chorego, od dawna posługuje się takim kłamstwem! — twierdzi lekarka. Kiedy okradł jej dom, tłumaczył swoje zachowanie rakiem wątroby. Podobnego chwytu użył przyłapany na kradzieży w Rossmannie — tym razem miał mieć nowotwór układu chłonnego. Dzięki fałszywej diagnozie dostał łagodny wyrok i zwolnienie z kosztów sądowych.
Wyjazdy na rozprawy do Białegostoku kończą się dla udręczonej kobiety przynajmniej taką satysfakcją, że została uniewinniona z zarzutu stalkingu. Ale straciła równowagę psychiczną, ma zaburzenia lękowe, cierpi na stres pourazowy.
Niezbędna jest psychoterapia. Pacjentka zwierza się psycholożce ze swoich strachów: „Mam myśli, że on wejdzie do mojego domu nocą i udusi mnie poduszką we śnie. Nie biorę z tego powodu leków nasennych, chcę być czujna. Ciągle mam uczucie, że on obserwuje moje mieszkanie. To nie fantasmagoria, są dowody. Na przykład wiedział, o jakiej porze wyjechałam na Święta Wielkanocne do rodziny. Wysłał mi SMS, że jestem czarną owcą, bo nie spieszę się do krewnych. Wystraszyłam się i zawróciłam z drogi. Zmieniłam też adres zamieszkania”.
Psychotraumatolog stwierdza, że pacjentka cierpi na flashbacki — silne wspomnienia, w których dochodzi do zerwania kontaktu z rzeczywistością. Trzeba jej uświadomić, że nieoczekiwana, nieuzasadniona agresja Mariusza Ł. jest zaburzeniem endogennym, czyli niezależnym od czynników zewnętrznych. Zrozumienie mechanizmu działania takich przestępców przyniesie jej ulgę, że nie jest winna.
Terapia Magdy Pikor polega na analizowaniu z psychologiem postępowania oszusta matrymonialnego. Krok po kroku kobieta poznaje motywy działania Mariusza Ł. Wybrał ją z portalu randkowego, bo myślał, że skoro jest lekarką, ma pieniądze. Były mu potrzebne, bo pracował dorywczo, jako konwojent słodyczy do sklepów. Poprosił ją o zdjęcie, był nim zachwycony, co by oznaczało, że wpisała się w jego upodobania wizerunkowe. W trakcie krótkiej znajomości uznał, że jest osoba naiwną. Założył, że wrażliwą, empatyczną, a zatem będzie łatwym celem, gdy przystąpi do rabunku.
Stres pacjentki pogłębia się na wiadomość, że prokurator w Białymstoku, który sprzeciwił się zbadaniu oskarżonej o stalking przez biegłych psychiatrów i psychologów pod kątem przeżytej traumy, odwołał się od wyroku uniewinniającego. Apelacja została uwzględniona, od grudnia 2025 r. proces w Białymstoku toczy się od nowa. Wniosek Magdy Pikor o zmianę sądu na urzędujący w innym mieście z powodu ewidentnych jej zdaniem zaniedbań prokuratorskich jest odrzucony.
Kartoteka
Mimo przeżywanego stresu lekarka zbiera dowody, że nie tylko ona została ofiarą mężczyzny, którego w przekonaniu prokuratury dręczyła wyzwiskami.
Wykonując robotę prokuratora, dociera do kartoteki karnej swego prześladowcy. Znajduje w niej bulwersujące informacje na potwierdzenie, że miała do czynienia z notorycznym oszustem. Oto w 2018 r. w skierniewickim komisariacie składa zeznania młoda kobieta: „Trudnię się prostytucją. Ogłaszam się na portalu jako Oksana. Przyjmuję klientów w domu. Skontaktował się ze mną facet lat około 50, zainteresowany moimi usługami. Za dwukrotny stosunek zapłacił z góry 150 zł. Już po wszystkim zerwał się z wersalki i zażądał ode mnie zwrotu pieniędzy. Wyzywał mnie wulgarnymi słowami: »Dz***, la***ciągu, jeszcze mnie popamiętasz. Nie masz pojęcia, z kim zadarłaś. Będziesz miała jazdę«. Wybiegł i po kilku minutach zaczęły przychodzić od niego SMS-y, w których ubliżał mi i groził pobiciem, kalectwem, że poleje mnie kwasem solnym. Pisał, że mu ukradłam 150 zł, a później, że 500”.
Kobieta żąda ścigania jej klienta i ukarania go. Wulgarne SMS-y w jej telefonie potwierdzają, że mówi prawdę.
Ustalono nazwisko abonenta: to Mariusz Ł. z Białegostoku. Prokuratura w Skierniewicach zaproponowała podejrzanemu dobrowolne poddanie się karze. Oszust skorzystał z łaskawego potraktowania i wyrok ustalono na 800 zł grzywny.
Kolejna sprawa w kartotece karnej Mariusza Ł. jest z 2021 r. Tym razem ofiarą grasującego w internecie naciągacza była masażystka w Białymstoku. Klient po wykonaniu zabiegu poprosił o szklankę wody. Kiedy poszła do kuchni, Ł. wyciągnął z jej torebki portfel, w którym miała dowód osobisty, kartę płatniczą do banku i 180 zł gotówki.
Namierzono go na podstawie numeru telefonu, z którego wcześniej dzwonił do gabinetu. Nie zdążył skasować SMS-a od masażystki wysłanego mu po wykryciu kradzieży. Napisała: „Gościu, masz przejebane, sprawa zgłoszona na policję, oddaj pieniądze, które zabrałeś z salonu”.
Ł. tłumaczył w komisariacie, że po odczytaniu wiadomości zablokował numer, bo myślał, że zaszła pomyłka. Nie pamiętał, czy w salonie masażu widział damską torebkę. Oczywiście, niczego nie ukradł. Pracuje i ma swoje pieniądze.
Wyrok Sądu Rejonowego w Białymstoku to 100 stawek po 40 zł i 500 zł nawiązki dla pokrzywdzonej.
Kolejny dotyczy kradzieży we wrześniu 2023 r. w sklepie Rossmann. Ł. został ujęty na gorącym uczynku przez pracownika. Musiał oddać zrabowane kosmetyki za 1858 zł.
Równocześnie ze wznowionym procesem Magdy Pikor w Białymstoku (następna rozprawa w marcu 2026 r.) w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa toczy się proces matrymonialnego oszusta o włamanie do mieszkania lekarki i kradzież majątku. Pikor jest oskarżycielką posiłkową. Ł. nie stawia się na rozprawy w Warszawie.
Obserwowałam go na procesie białostockim. Nie ukrywał ironicznego uśmiechu, słuchając wyjaśnień oskarżonej. Bawiła go ta sytuacja. Czy prawomocne wyroki, jakie zapadną w obu sprawach, powściągną rozbestwienie oszustów grasujących na portalach randkowych?
*Kobieta zgadza się na podanie swego nazwiska, aby ośmielić inne ofiary matrymonialnego oszusta do ujawnienia jego poczynań.

