Owacje na stojąco dla Morawieckiego, oklaski dla Budy i Bosaka. Forum Ekonomiczne w Karpaczu kłania się prawicy i… Chińczykom.
Około sześciu tysięcy gości, ponad 500 paneli i debat podzielonych na osiem bloków tematycznych, ważni politycy, przedsiębiorcy i samorządowcy: tak mogłoby brzmieć oficjalne podsumowanie 35. Forum Ekonomicznego w Karpaczu, które w tym roku odbywało się pod hasłem „Architektura nowego porządku – stabilność w czasach zmian”.
Moje nieoficjalne podsumowanie jest inne: była to trzydniowa impreza, na której triumfy święcili politycy PiS, Konfederacji, a także brzydkie humanoidalne roboty, Chińczycy, a właściwie osobne Forum Polsko-Chińskie, i bary sprzedające (drogi) alkohol. I tak, to podsumowanie jest bardzo niesprawiedliwe wobec wszystkich, którzy pojechali do Karpacza, by poważnie rozmawiać o geopolityce, bezpieczeństwie, gospodarce, zdrowiu i edukacji. Pojechali tam, żeby słuchać innych opinii i zderzać je ze swoimi. Tyle że znacznie większe emocje niż dyskusje znakomitych ekspertów budziły na przykład wynurzenia byłego prezydenta Andrzeja Dudy o tym, jak bardzo lubi podróżować i zwiedzać obce kraje. I wreszcie może to robić.
Dołącz do grona ekspertów
Pierwszy szok przeżyłam na samym początku. Odebrałam identyfikator, bez którego nie sposób się dostać na Forum Ekonomiczne w Karpaczu, a wraz z nim pakiet powitalny w eleganckim kartonowym pudełku. Był lekki, bo w środku oprócz identyfikatora na smyczy były tylko trzy ulotki, w tym jedna szczególna: reklama Wyższej Uczelni Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu. Ubrani w sobole przedstawiciele władz WSKZ zachęcają: „Zostań wykładowcą i twórz z nami nowoczesną edukację. Dołącz do grona ponad 1100 ekspertów”.
Ręce mi opadły i to nisko. Bo wiem, że aby zostać „ekspertem” WSKZ, wystarczy nagrać dla niej jeden wykład. Wrocławska pseudouczelnia zamieszcza biogram takiej osoby i ogłasza, że to jej wykładowca. Wyplątanie się z tej „współpracy” nie jest łatwe. Prośby o usunięcie nazwiska z długiej listy rzekomych wykładowców nie przynoszą skutku, trzeba prosić i grozić, najlepiej policją i prokuraturą. Dopiero wtedy biogram znika.
Problem jest poważny, bo Wyższa Szkoła Kształcenia Zawodowego, która oferuje „elastyczne studia online i setki kierunków”, to nic innego jak fabryka dyplomów. Jak opisywaliśmy w „Newsweeku”, jeszcze pół roku temu można tam było zaliczyć semestr studiów podyplomowych w nieco ponad godzinę. Wystarczyło zalogować się do panelu studenta, odhaczyć w systemie kolejne wykłady oraz prezentacje i zdać egzaminy. Wiedza nie była potrzebna, można było odpowiadać na chybił trafił. Rektor Henryk Fedewicz przekonywał wtedy, że to była usterka techniczna uczelnianej platformy. I że została już usunięta. Rzeczywiście, teraz już nie można się po prostu przeklikać przez materiały, ale jedyne utrudnienie polega na tym, że po nieudanej próbie zdania testu trzeba odczekać godzinę przed kolejnym podejściem. Do testu można podchodzić dowolną liczbę razy. Czyli jest dokładnie tak, jak było.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jest bezradne: skontrolowało WSKZ i dało zalecenia, które podobno są wypełniane. Skargi, jakie otrzymuje od studentów, przekazuje dalej, do prokuratury i UOKiK. A tymczasem organizatorzy Forum Ekonomicznego nie tylko pozwalają WSKZ się reklamować, ale zaprosili aż siedmioro jej wykładowców do udziału w panelach.
Podchmieleni panowie w garniturach
Tego widoku nigdy nie zapomnę: późny wieczór, a przed hotelem „Gołębiewski” w Karpaczu kręcą się tłumy. To w większości mężczyźni w średnim wieku w granatowych i czarnych garniturach. Zaaferowani, rozdyskutowani, jakby ubijali jakieś interesy. Spora część z nich jest podchmielona, ale nie brakuje takich, którzy są wyraźnie pijani. Czujni pracownicy ochrony odprowadzają wzrokiem dwóch panów, którzy wychodzą z pilnowanego przez policję terenu hotelu, prowadząc się pod rękę i zataczając. Bary serwujące alkohol są wciąż oblegane.
W jednym z namiotów trwają tańce, ale na parkiecie kręci się zaledwie kilka osób. Za to wokół niego i przed wejściem stoi tłumek, obserwując nielicznych śmiałków na parkiecie. Na wszystkich piętrach urządzonego z przepychem typowym dla wczesnych lat 90. ubiegłego wieku hotelu krążą zaaferowane grupy. Wprawdzie oficjalny bankiet już się skończył, ale wciąż trwają spotkania nieformalne: marynarki są już rozpięte, krawaty rozluźnione, a twarze czerwone. Wystrojone elegancko panie kroczą godnie w wysokich szpilkach.
Korytarzem pędzi były prezydent Andrzej Duda w towarzystwie ochroniarzy, rozsiewa uśmiechy i odpowiada na pozdrowienia. Jest tu prawdziwą gwiazdą. Na wywiad, który przeprowadził z nim dzień później Krzysztof Stanowski, twórca Kanału Zero, przyszły tłumy. I były zachwycone, gdy już na początku rozmowy Stanowski poradził Dudzie, by uważał na prędkość w terenie zabudowanym. On sam – przypomniał – stracił niedawno prawo jazdy na trzy miesiące, bo policja złapała go, gdy przekroczył obowiązujący limit. Były prezydent szybko złapał konwencję i przez kilka minut opowiadał o samochodzie, który kupił po zakończeniu drugiej kadencji. Żalił się, że przez dziesięć lat urzędowania sam praktycznie nie prowadził auta i cieszy się, że wreszcie może to robić.
Później rozmówcy spoważnieli, omówili prezydenturę Karola Nawrockiego. Stanowski zauważył, że obecny prezydent jest znacznie bardziej aktywny w krajowej polityce niż jego poprzednik, który bywa nawet określany jako „wetomat”. Duda odpowiedział, że wyborcy w 2025 r. świadomie wybrali polityka o takim charakterze i zadeklarował poparcie dla swojego następcy. Na pytanie, czy dotknęło go odebranie prezydentowi Ukrainy Władimirowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, były prezydent odpowiedział, że nie, wcale. Bo decyzja – wyjaśnił – zapadła w innych okolicznościach niż nadanie odznaczenia.
Roboty i poseł Mejza
Po korytarzach „Gołębiewskiego” przechadzały się humanoidalne roboty: „Barbara” skonstruowana przez studentów AGH potrafi mówić i tańczyć, a Unitree G1 EDU Advanced U2 z Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej – podnosić przedmioty. Roboty to jedna z największych atrakcji Forum, każdy chciał sobie z nimi strzelić fotkę.
W hotelowym lobby kręcił się też poseł Łukasz Mejza, w superobcisłych i przykrótkich rurkach. Ten sam Mejza, który ma na koncie akt oskarżenia obejmujący 11 zarzutów dotyczących poświadczenia nieprawdy w jego oświadczeniach majątkowych. Poseł nie przyznał się do winy, tymczasem poznańska prokuratura chce postawić mu kolejne zarzuty, tym razem dotyczące działalności prowadzonej pod szyldem Future Wolves. Śledczy badają szkolenia e-learningowe realizowane w ramach projektów Lubuskie Bony Rozwojowe i Lubuskie Bony Szkoleniowe. Według prokuratury Mejza miał wprowadzić operatora programu w błąd co do sposobu finansowania wkładu własnego części uczestników oraz zasad ich rekrutacji.
W Karpaczu był też były europoseł PiS Karol Karski, jeden z bohaterów śledztwa dotyczącego Collegium Humanum. W 2024 r. usłyszał zarzut korupcyjny. Stał w długiej kolejce do windy, a kiedy jej drzwi się otworzyły, wszedł jako pierwszy, nie zważając na to, że przed nim było kilka osób. Nikt się obecności skompromitowanych polityków PiS nie dziwił.
Następnego dnia rano zapytałam kierowcę busa jeżdżącego z położonego niżej niż „Gołębiewski” centrum Karpacza, jak miasto sobie radzi z corocznym napływem gości Forum. Kierowca pokazał idących wąskim poboczem dwóch mężczyzn w garniturach, z zawieszonymi na smyczach identyfikatorami i odpowiedział pytaniem: „Zastanawiam się, jak oni sobie tutaj radzą w tych wąskich spodniach”. Rzeczywiście, panowie szli z wyraźnym trudem po stromej drodze, ich eleganckie lakierki źle sobie z nią radziły.
Oklaski dla Bosaka i Morawieckiego
— Jak jest w tym roku w Karpaczu? Słabo, dyskusje bardzo antyrządowe i wszędzie Konfederacja. Konfa zawsze była tam silna, ale w tym roku przesadzili. Wszystkie dyskusje są nastawione na to, że, za rok będzie zmiana władzy. I wszyscy się do tego tonu przystrajają — mówi osoba, która od kilku lat jeździ do Karpacza. Tłumaczy, że jeździ tam wyłącznie dlatego, że może znaleźć sponsorów dla swojej organizacji pozarządowej. Nie ma ochoty chodzić na panele, bo część z nich jest otwarcie antyunijna.
Inna uczestniczka Forum mówi, że jest przerażona tym, co usłyszała na dyskusji z udziałem jednego z liderów Konfederacji Krzysztofa Bosaka. Mówił, że Polska powinna się wzorować na państwach Zatoki Perskiej w kwestiach przyznawania migrantom obywatelstwa. Ma być trudno i kropka. Bo ściąganie migrantów jest sygnałem, że jako państwo nie musimy stawiać na demografię. Powinniśmy też, przekonywał Bosak, natychmiast wyrzucić wszystkich nielegalnych imigrantów.
— Tłumaczył, że ludzie tu przyjeżdżają i zgadzają się mieszkać w strasznych warunkach, ale dla nich to i tak awans, bo pochodzą ze strasznej biedy. „Ale czy my jako społeczeństwo chcemy mieć takich ludzi?” — pytał. I dodawał, że włos mu się jeży, jak słyszy o zasiedlaniu średniej wielkości miast imigrantami, bo przecież Polacy chcą tam normalnie żyć — opowiada uczestniczka Forum. Bosak dostał za swoje wypowiedzi gorące oklaski; publiczności podobały się jego wypowiedzi.
Jeszcze goręcej przyjęto byłego premiera Mateusza Morawieckiego — dostał owacje na stojąco. Były polityk PiS, a teraz lider nowej formacji Rozwój Plus mówił wprawdzie o „wielkiej strategii” państwa na kolejne 20 lat, ale jednocześnie nie ukrywał, że chodzi mu głównie o budowanie własnego zaplecza politycznego. Kiedy wystąpił później na konferencji prasowej, niemal w jednym zdaniu odcinał się od dawnych partyjnych kolegów z Prawa i Sprawiedliwości i ostro krytykował rząd Donalda Tuska. Karpacz plotkował, że Morawiecki ma zamiar rozmawiać z dolnośląskimi samorządowcami o przystąpieniu do Rozwoju Plus. I podobno jeszcze we wrześniu we wrocławskiej radzie miejskiej może powstać nowy klub.
W Karpaczu o wiele widoczniejsi byli jednak politycy PIS. Na Forum przyjechali m.in.: były minister obrony Mariusz Błaszczak, była premier Beata Szydło, europosłanka Anna Zalewska i wielu innych. Przechadzali się po korytarzach, łaskawie odpowiadając na prośby o wspólne selfie. Wyraźnie czuli się tu u siebie.
Honorowi goście z Chin
Rząd reprezentował minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, który przekonywał, że rośnie liczba rosyjskich prowokacji w naszej części Europy i zapowiadał kolejny pakiet pomocy dla Ukrainy. Do Karpacza przyjechała także szefowa resortu Funduszy i Rozwoju Regionalnego Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz i przywiozła obietnicę, że w ramach Krajowego Planu Odbudowy na inwestycje na Dolnym Śląsku trafi łącznie 7 mld zł. Sfinansowanych będzie 65 tys. umów z całego regionu. Była też jej dawna partyjna koleżanka z Polski 2050, ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, a także minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski i jego zastępca Dariusz Standerski. Ci dwaj byli rozrywani, bo o ile w poprzednich latach Karpacz żył głównie polityką, energetyką, gospodarką i sprawami społecznymi, w tym roku organizatorzy postawili na technologię. O sztucznej inteligencji mówiono wszędzie: w panelach o rynku pracy, edukacji, administracji, wojsku i przyszłości gospodarki.
Bardzo widoczni byli Chińczycy, bo w programie znalazło się osobne Forum Polsko-Chińskie, organizowane przy współpracy z Polsko-Chińską Główną Izbą Gospodarczą (SinoCham) i wspierane przez chińską ambasadę w Warszawie.
Nikt już nie pamiętał, że właśnie z tego powodu z udziału w Forum wycofał się Kamil Basaj, szef Fundacji INFO OPS Polska, która zajmuje się m.in. analizą działań Chin, operacji wpływu i dezinformacji. Basaj tłumaczył, że nie chce firmować narracji przedstawiającej chiński biznes jako podmiot funkcjonujący w oderwaniu od chińskiego państwa. I że sprowadzanie relacji z Pekinem wyłącznie do wymiaru gospodarczego pomija kwestie bezpieczeństwa, wpływu politycznego i geopolityki. Krytykował także formułę wydarzeń poświęconych Chinom, wskazując, że obok przedstawicieli biznesu występowali na nich reprezentanci instytucji ściśle związanych z państwem chińskim.
Najwyraźniej nie przekonał organizatorów Forum. Chińczycy byli w Karpaczu traktowani jak honorowi goście.




