Walczący z „nadmiernymi obciążeniami” wynikającymi z dyrektyw zmuszających biznes do raportowania kwestii środowiskowych i społecznych zaczęli otwierać szampany, a przedstawiciele nowej intratnej branży „doradztwa ESG” wstrzymali oddech.

Pod koniec lutego Komisja Europejska zapowiedziała bowiem, że planuje pakiet uproszczeń regulacji – tzw. Omnibus. Złagodzone mają być wymogi dyrektyw o sprawozdawczości zrównoważonego rozwoju (CSRD), o należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSDDD) oraz taksonomii, czyli systemu kwalifikacji działań, które można uznać za prośrodowiskowe. Liczba firm zobowiązanych do raportowania ESG ma być obniżona o 80 proc. (poprzez podniesienie progu liczby pracowników do tysiąca). Przesunięty ma być też termin rozpoczęcia raportowania o dwa lata – od 2028 r. Firmom ma to przynieść ponad 6 mld euro oszczędności.

W Polsce raporty ze wskaźnikami ESG (środowiskowymi, społecznymi i zarządczymi) miało w najbliższych latach przygotowywać 4 tys. największych spółek, docelowo również małe i średnie. Nic dziwnego, że rynek zaroił się od ekspertów, liczących na zarobek w rodzącej się niszy. Z kolei gabinety polityków zapełniły się przedstawicielami organizacji biznesowych, które próbowały wpłynąć na osłabienie regulacji. Aby nie trzeba było np. liczyć śladu węglowego ani odpowiadać za naruszenia praw człowieka i szkody środowiskowe w całych łańcuchach dostaw. Na listach najbardziej aktywnych w Europie lobbystów w tym przypadku były… amerykańskie izby handlowe i banki, bo przepisy o należytej staranności dotyczyłyby również przedsiębiorstw spoza Unii, osiągających określone obroty w Europie. Poza tym to antyekologiczne i antyregulacyjne podejście prezydenta Donalda Trumpa – jak niektórzy zapowiadają – zwiększy presję na UE, aby ograniczyła swoje ambicje w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Faktycznie, w dużej mierze to właśnie nowa sytuacja geopolityczna stoi za decyzją unijnych urzędników o wycofaniu się z restrykcyjnych regulacji. Co, paradoksalnie, nie wywołało radości wśród wszystkich firm, nawet jeśli, jak ustaliła francuska organizacja Reclaim Finance, ​​treść Omnibusa to w 70 proc. „kopiuj wklej” z wniosków zrzeszeń lobbystów przemysłowych i w 62 proc. z pism od przedstawicieli banków.

– Ta decyzja byłaby dobra dla biznesu, gdyby została podjęta kilkanaście miesięcy temu, a nie teraz, kiedy spółki poniosły już olbrzymie koszty finansowe i organizacyjne związane z wdrożeniem regulacji. Zakładając, że przedstawione uproszczenia faktycznie wejdą w życie – podkreśla dr Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Jak zaznacza Piotr Biernacki, partner w Materiality, przewodniczący Komitetu Zrównoważonego Rozwoju SEG, zmiany nie były poprzedzone żadnymi konsultacjami publicznymi i nie są umotywowane żadną analizą kosztów ani korzyści. – Jednocześnie sprawozdawczość jest wprowadzana w wielu krajach na świecie. Nie zdziwiłbym się, gdyby europejskie przedsiębiorstwa wyłączone z dyrektywy CSRD za chwilę były zobowiązane do raportowania przez ich partnerów biznesowych z Chin, Japonii lub krajów Ameryki Łacińskiej – dodaje ekspert.

W trudnej sytuacji znalazły się spółki giełdowe zatrudniające od 500 do tysiąca pracowników, bo właśnie kończą swoje raporty zgodne z Europejskimi Standardami Sprawozdawczości w Zakresie Zrównoważonego Rozwoju (ESRS), dostosowane do wymogów dyrektywy. Zresztą dopiero co oficjalnie wdrożonej do polskiego prawa. Będą prawdopodobnie musiały w ten sam sposób przygotować raporty i za 2025 r., bo negocjowane zmiany raczej nie wejdą w życie wystarczająco wcześnie, by je z tego zwolnić. W kolejnych latach nie będą musiały tego robić, czyli ponoszą olbrzymie koszty ze świadomością, że za chwilę okaże się to niepotrzebne.

W grupie 3,5 tys. spółek, które miały po raz pierwszy złożyć raporty ESG za 2025 r., część już poniosła najważniejsze koszty wdrożenia, a część czekała do ostatniej chwili.

– Są tu spółki mocno zirytowane zmianą, jak i bardzo zadowolone, że wystarczyło poczekać i problem sam się rozwiązał. Realizacja celów zrównoważonego rozwoju ewidentnie będzie opóźniona. Zasługą CSRD było to, że wiele dużych spółek na poważnie zaczęło je wdrażać w ramach swojej strategii biznesowej i widziało w tym wymierne korzyści i oszczędności – dodaje Mirosław Kachniewski.

Tak było w przypadku polskiego producenta chemii budowlanej Selena, który postawił na dostarczanie produktów dla budownictwa neutralnego klimatycznie. Zaczął też gromadzić dane ESG i wprowadzać rozwiązania niskoemisyjne w swojej produkcji – m.in. inwestycje w efektywność energetyczną i fotowoltaikę – jeszcze zanim raportowanie stało się dla firmy obowiązkowe. – Myśmy do tego po prostu podeszli racjonalnie, ustalając cele środowiskowe i wdrażając inwestycje, które i tak nam się opłacały, a w raportach opisujemy po prostu to, co realizujemy. Również w kwestiach społecznych, bo od zwiększania bezpieczeństwa w fabrykach czy satysfakcji pracowników też zależy nasza pozycja rynkowa. I to bez względu na unijne przepisy – uważa Ewa Kosmala, dyrektorka zrównoważonego rozwoju w Selena Group.

Dane ESG gromadzone przez wszystkie firmy stały się w pewnym momencie ważnym wskaźnikiem dla instytucji finansowych i inwestorów. Miało to docelowo promować w kolejce po kredyty i fundusze, w tym publiczne, te przedsiębiorstwa, które realizują ambitne cele środowiskowe i pomagają Unii Europejskiej w realizacji Zielonego Ładu. Tyle że w praktyce nie było sposobu, żeby podawane przez firmy dane zweryfikować lub porównać. Dlatego, jak pokazał nowy raport OECD „Behind ESG Ratings”, istniejące ratingi ESG nie pomagały w ocenie ryzyka biznesowego, ale przypominały bardziej przegląd komunikatów PR-owych. Wprowadzanie powszechnego obowiązku ich gromadzenia, według jednolitych standardów, miało to zmienić. Ale teraz Komisja Europejska się z tego wycofuje.

– Na pewno sam Omnibus nie jest dobrym sygnałem dla rynku, jeśli chodzi o wagę zarządzania i raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju. Upraszcza wprowadzone wcześniej przez Unię wymagania, przedstawiając je nie jako narzędzie do monitorowania i ewaluacji wyników, ale jako obciążenie regulacyjne. Jeśli wyłączy się z obowiązkowego raportowania 80 proc. firm, to nie zapewni się dostępnych, wiarygodnych i porównywalnych danych ESG – twierdzi Aleksandra Stanek-Kowalczyk, partnerka w EY Polska.

To istotne, bo wbrew pozorom Unia nie rezygnuje z dekarbonizacji ani dążenia do neutralności klimatycznej. Równolegle do pakietu Omnibus Komisja Europejska ogłosiła bowiem inicjatywę Clean Industrial Deal, która ma być impulsem do rozwoju czystych technologii i gospodarki o obiegu zamkniętym. I sygnałem, że nadal będzie wspierać przedsiębiorstwa w dekarbonizacji, tylko teraz nie pod hasłem ochrony klimatu, ale konkurencyjności europejskiej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego, uruchamiając ponad 100 mld euro na wsparcie czystej produkcji i dając gwarancje w ramach obecnych wieloletnich ram finansowych. Przy ogromnej zależności Europy od importu surowców energetycznych i w obecnej sytuacji geopolitycznej nie ma już innego wyjścia, jak postawić na własne źródła. W tym OZE, do którego „osprzęt” ma być jednak produkowany w Europie, a nie – jak dotychczas – głównie w Chinach.

Paradoksalnie, to właśnie ze strony Chin może nadejść konkurencja również w postaci lepszych standardów ESG. W grudniu ubiegłego roku chińskie ministerstwo finansów opublikowało swój standard raportowania zrównoważonego rozwoju CSRS. Na razie dobrowolnego, ale od 2026 r. stanie się ono w Chinach obowiązkowe dla dużych spółek notowanych na giełdzie, a pełne wdrożenie regulacji planowane jest na 2030 r. Chiny doskonale rozumieją, że zrównoważony rozwój, szczególnie transformacja energetyczna i adaptacja do zmian klimatu, stał się nowym polem globalnej rywalizacji – nie tylko w biznesie, ale także w geopolityce. Dlatego ich system jest traktowany jako narzędzie oceny ryzyka finansowego – skoncentrowany na stabilności rynków i przyciąganiu kapitału. Celem jest zintegrowanie raportowania ESG ze sprawozdawczością finansową, bez narzucania firmom ideologii, jaką posługiwała się Unia Europejska.

– Dlatego nawet jeżeli raportowanie w niektórych dziedzinach będzie dobrowolne lub przesunięte w czasie, unijne przedsiębiorstwa nadal będą odczuwać presję rynkową i regulacyjną, szczególnie ze strony sektora finansowego. Banki i inne instytucje wciąż będą oczekiwać zgodności z taksonomią przy udzielaniu preferencyjnych kredytów. A żeby być zgodnym z taksonomią, przynajmniej z jej celami związanymi z łagodzeniem zmian klimatu i adaptacją, trzeba liczyć ślad węglowy we wszystkich zakresach, analizować ryzyka klimatyczne czy ustalić politykę dekarbonizacyjną i plan transformacji w kierunku zeroemisyjności – podkreśla Przemysław Oczyp, General Manager Zero Waste Consulting.

Dane ESG, niegdyś traktowane jako dodatek, są już stałym elementem oceny ryzyka ubezpieczeniowego, szczególnie w sektorze ubezpieczeń majątkowych i osobowych. Z najnowszego badania PwC wynika, że 85 proc. globalnych ubezpieczycieli uwzględnia je w działalności operacyjnej. I nie chodzi tylko o ocenę ryzyka klimatycznego (co bezpośrednio widać w rosnących cenach ubezpieczeń domów i firm w rejonach narażonych na powodzie czy pożary w USA), ale również cybernetycznego. Dane ESG ujawniają bowiem słabości w systemach zarządzania, które w dzisiejszym cyfrowym środowisku korporacyjnym zwiększają narażenie na cyberataki.

Omnibus może więc wygenerować dziurę w siatce regulacji, które miały spowodować przekierowanie inwestycji na zieloną transformację.

– Banki i inwestorzy będą musieli wywrzeć presję na przedsiębiorców, by dobrowolnie raportowali swoje wskaźniki ESG. Zresztą poniekąd takie oczekiwanie na konferencji prasowej wyraziła komisarz do spraw usług finansowych Maria Luís Albuquerque – że to kontrahenci i inwestorzy będą zmuszać przedsiębiorców do dobrowolnego raportowania – podkreśla Piotr Kowalik, ESG Manager w Pekao Investment Banking.

To może być nie najlepsza wiadomość dla tych organizacji w Polsce, które już otworzyły szampana. Również tych małych i średnich, z których 2/3 nigdy nie słyszało o dyrektywie CSRD, a ponad 80 proc. nigdy nie mierzyło śladu węglowego. Gdy minie szał bitewny Donalda Trumpa, może się okazać, że ich radość była przedwczesna.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version