Karol Nawrocki miał przejechać kawałek pociągiem i według planów „zamachowców” w wagonie dostać ataku, co zostałoby nakręcone i puszczone w telewizji, by cała Polska zobaczyła „kandydata obywatelskiego” w drgawkach, tracącego przytomność i wymiotującego jak fontanna. Tę książkę powinni przeczytać wszyscy, którzy nie są w obozie prezydenta.
Bałwochwalczy wywiad rzeka prof. Andrzeja Nowaka z Karolem Nawrockim ma stworzyć obraz lokatora Pałacu Prezydenckiego jako wyważonego, odpowiedzialnego patrioty, dla którego Polska jest najwyższym dobrem.
Ale książka „Skąd się wziął Karol Nawrocki” pokazuje przede wszystkim polityka, który nie ma zamiaru iść na żadne kompromisy i nie interesuje go jakakolwiek kohabitacja z obecnym rządem. Będzie prowadził z nim wojnę. Bez brania jeńców.
Czytając rozmowę z obecnym prezydentem, można zapłakać z tęsknoty za Andrzejem Dudą. I powiedzieć wprost: klęska Rafała Trzaskowskiego nie była po prostu przegranymi wyborami, ale będzie mieć poważne konsekwencje dla Polski na długie lata. Szczególnie jeśli za półtora roku do władzy dojdzie nacjonalistyczna koalicja, z Konfederacją Krzysztofa Bosaka i Sławomira Menztena oraz Grzegorzem Braunem w pakiecie i Nawrockim jako ich politycznym patronem.
Przy okazji dostajemy kilka dziwnych opowieści o spiskach tajnych służb, próbujących skompromitować Nawrockiego w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej. I parę smaczków, jak ten, że Karol Tadeusz Nawrocki przyjął na bierzmowaniu imię Josemaria — na cześć Josemarii Escrivy de Balaguera, założyciela Opus Dei.
I Frankenstein stworzył potwora
Andrzej Nowak to jedna z wiodących postaci z profesorskiego zaciągu PiS — obok Ryszarda Legutki i Zdzisława Krasnodębskiego — rozgonionego w pewnym momencie przez prezesa Kaczyńskiego, który postawił na twardych harcowników w stylu Przemysława Czarnka. Sam Nowak jednak wbił nóż w serce Kaczyńskiego, w lutym 2024 r. publikując list otwarty, w którym domagał się jego abdykacji z funkcji prezesa i oddania władzy w ręce młodszych i twardszych polityków. Nowak zarzucał Kaczyńskiemu, że ten nie podołał, doprowadził do klęski w wyborach 2023 r. i bezradności PiS „wobec metod przejmowania władzy przez koalicję 13 grudnia”.
Krytykował zatem Kaczyńskiego nie za autorytarne zapędy, ale za to, że prezes jest za miękki wobec wroga, który „nie będzie przestrzegał żadnych reguł demokracji, przyzwoitości ani prawa po zdobyciu władzy”. Podważenie autorytetu Kaczyńskiego było bluźnierstwem wobec niestrudzonego zbawcy Polski, ale całe szczęście Nowakowi z nieba spadł Nawrocki. Nowak może jednak nie zauważać w swojej fascynacji „bohaterem ludowym”, że jego krakowska profesorskość ani prezydentowi, ani nikomu z jego otoczenia do niczego nie będzie potrzebna.
Nowak żyje w fantazji, że Nawrocki będzie grał w tej samej drużynie, co jego wynalazca z politycznego laboratorium na Nowogrodzkiej. Tyle że Nawrocki, w przeciwieństwie do Dudy, już dawno urwał się Kaczyńskiemu ze smyczy. Doktor Frankenstein stworzył potwora, który wkrótce pożre własnego stwórcę. Nawrocki w książce wyraźnie deklaruje, że nie będzie spełniał niczyich oczekiwań, nie będzie przyjmował ani poleceń, ani nawet sugestii. Ma zamiar iść własną drogą, otoczony przez najwierniejszych pretorian, demolując po drodze system współistnienia dużego i małego pałacu. Ma być tylko jeden pałac — ten na Krakowskim Przedmieściu.
Nawrocki i „zamachowcy”
Książka „Skąd się wziął Karol Nawrocki” stała się sławna jeszcze przed premierą, gdy opublikowane fragmenty o możliwej próbie otrucia Nawrockiego w czasie kampanii wyborczej rozgrzały media.
Do „zamachu” miało dojść w Ząbkowicach Śląskich, gdy Nawrocki nagle bardzo źle się poczuł, został odprowadzony do kampanijnego autokaru, tam stracił przytomność, miał drgawki przypominające atak epilepsji oraz gwałtowne wymioty, które jego sztabowi skojarzyły się z horrorem „Egzorcysta”. Nawrocki opowiadał, że przestrzegano go wcześniej, by nie całował kobiet w rękę — jako dżentelmen ma to w zwyczaju — bo dłoń zamachowczyni może być pokryta trucizną. Mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa nikt nie wezwał pogotowia, nie podano tego do informacji publicznej, a dopiero ponad rok po „zamachu” dowiadujemy się o tym z książki. Budowana przez Nawrockiego opowieść o możliwej próbie odebrania mu życia tak nakręciła PiS, że Mateusz Morawiecki rzucił podejrzenie, że sprawcami mogli być ludzie związani z kandydatem PO, „a ten obóz może posunąć się do różnych rzeczy, również do ostateczności”.
I to jest refren powracający w rozmowie Nowaka i Nawrockiego: rząd Tuska jest gotów do najgorszej podłości, to ludzie pozbawieni skrupułów, moralności i zasad, dla utrzymania władzy są gotowi nawet na morderstwo.
Nawrocki mówi, że „dziwnie zachowywały się ekipy telewizyjne związane z jego kontrkandydatem”. Jakby były uprzedzone, że zdarzy się coś spektakularnego. Nawrocki miał przejechać kawałek pociągiem i według planów „zamachowców” w wagonie dostać ataku, co zostałoby nakręcone i puszczone w telewizji, by cała Polska zobaczyła „kandydata obywatelskiego” w drgawkach, tracącego przytomność i wymiotującego jak fontanna. Dlaczego jednak nie wezwano pomocy medycznej, skoro ludzie z ekipy byli przerażeni, że ich szef może umrzeć? Nawrocki ma wytłumaczenie: ochrona chciała zabrać go do szpitala, ale nagle się ocknął, zażądał dziesięciu ręczników, by doprowadzić się do porządku, oraz nowego garnituru i kazał jechać na spotkanie wyborcze w Dzierżonowie. Mimo całej niedorzeczności tej historii na pewno znajdzie ona swoje miejsce w prawicowym panteonie teorii spiskowych.
Nawrocki i rzeczy, które nie uchodziły
Nawrocki „ujawnia” również „przykład zza kulis, który ludziom nie jest znany”. Macherzy z Platformy Obywatelskiej przed debatą telewizyjną rozsiewali rzekomo plotki, że kandydat PiS ma nieślubne dziecko. Mieli znaleźć odpowiednią kobietę, ustalić jej adres i założyć na niemieckim (!) serwerze stronę internetową poświęconą pozamałżeńskiemu dziecku. Jakoś służby Tuska się nie popisały, skoro strona w sieci działała, a nawet planowano, że rzekoma matka z rzekomym dzieckiem nagle pojawią się w studiu telewizyjnym, by skompromitować Nawrockiego. Tymczasem historia zupełnie nie przebiła się do opinii publicznej. Nawrocki uparcie buduje legendę o służbach specjalnych raz za razem próbujących wyrzucić go z wyścigu do fotela prezydenta. Wybuch afery ze słynną kawalerką pana Jerzego także uznaje za robotę spuszczonych z łańcucha przez Tuska tajnych służb.
Oczywiście prof. Nowak nie zgłasza żadnych zastrzeżeń. Jest wyłącznie wstrząśnięty brutalnością reżimu Tuska, szczęśliwy, że Nawrocki wyszedł żywy z tych opresji, z jego zatroskanych o Polskę ust nie wypływa nigdy żadna wątpliwość.
Owszem, znajdziemy tu barwne opowieści z czasów pracy ochroniarza w sopockim Grand Hotelu, dotyczące jednak tylko tego, jak się bawili bogacze i celebryci. A także perypetie z książką Tadeusza Batyra o Nikosiu. Dzieła, które wypłynęło dopiero w trakcie kampanii wyborczej, choć zostało wydane w 2018 r. Nawrocki tłumaczy to tym, że pisał je w czasach pierwszej pracy w IPN, najzupełniej oficjalnie, ale skończył, gdy był już dyrektorem Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i nie uchodziło, by pod swoim nazwiskiem opublikował wówczas książkę o gangsterach.
Nawrocki? Wtedy ludzie zrozumieją, kogo wybrali
Zapomnijmy jednak o Grand Hotelu, kawalerce, Batyrze, ustawkach w lesie, tematach, wokół których zafiksował się liberalny elektorat, nie widząc tego, dokąd dziś zmierza Nawrocki. A cel jego marszu doskonale rozpoznał prof. Antoni Dudek.
Dudek — promotor doktoratu Nawrockiego — występuje tutaj jako autor doskonałej według Nawrockiego książki „Reglamentowana rewolucja”, ale i ktoś, kogo Nawrocki prywatnie nie lubi. Nie dziwota, bo Dudek Nawrockiego zdemaskował.
Zwłaszcza że Dudka nie można podejrzewać o nadmierną sympatię do formacji Donalda Tuska. Ten znany politolog przez lata był jednym z czołowych badaczy w Instytucie Pamięci Narodowej, tam, gdzie wielką karierę, łącznie z dojściem do fotela prezesa, zrobił Nawrocki. Miał okazję dobrze poznać Nawrockiego i stąd jego bicie w dzwon trwogi.
Tak mówił Dudek Magdalenie Rigamonti z Onetu: „Trzeba zrozumieć, kim jest Karol Nawrocki. On jest radykalnym polskim nacjonalistą, który jeszcze w pełni nie rozwinął skrzydeł, bo nie może. Bo jeszcze nie ma rządu, który byłby z nim kompatybilny. Kiedy się w pełni rozwinie, dopiero wtedy ludzie zrozumieją, kogo wybrali na prezydenta. Nigdy nie mieliśmy tak radykalnego politycznie człowieka na tym stanowisku”.
Nawrocki skrzydła rozwinie i pokaże się w całej okazałości, jeśli w 2027 r. powstanie rząd z silnym udziałem Konfederacji i Koroną Brauna. To scenariusz, o którym mówi się coraz częściej, a i duża część elektoratu obecnej koalicji wydaje się pogodzona z nieuchronną klęską. A nawet jej masochistycznie oczekuje jako potwierdzenia swoich przekonań, że Polska brunatnieje.
Okładka książki „Skąd się wziął Karol Nawrocki”
Foto: Wydawnictwo Biały Kruk
Bezwzględny jak Nawrocki
Nawrocki daje do zrozumienia, że nie ma żadnej przeszkody, która mogłaby go powstrzymać w osiągnięciu politycznych celów. Opowieści o „braku układu nerwowego” mają zapewne przestraszyć jego przeciwników. Historie fizycznych spięć, gdy nie ustępował nawet przed większymi i bardziej napakowanymi przeciwnikami — podtrzymać legendę twardziela, który nie cofa się nawet o krok. I pokazać, że w polityce postawi na te same chwyty i ciosy, jakie stosował w trakcie bójek i walk bokserskich. Tych, którzy staną na drodze Nawrockiego, mają przerazić jego determinacja i bezwzględność, a jeśli stawią opór, to zostaną zmiażdżeni.
Znamienny jest tu, podany z wyraźną satysfakcją, opis debaty w Końskich, na którą Nawrocki został zaproszony przez Rafała Trzaskowskiego: „Wszedłem tam jak po swoje. A jak już wszedłem i się rozejrzałem, to zobaczyłem naprzeciwko człowieka rozbitego. (…) Wyglądał, jakby był na granicy załamania nerwowego. Ja wszedłem zdeterminowany, gotowy bić się o zwycięstwo, a po drugiej stronie zobaczyłem człowieka w głębokiej rozsypce, człowieka, który nie był zdolny nieść ciężaru kampanii wyborczej”. I dodaje: „Nie byli gotowi na takiego przeciwnika jak ja. Nie rozumieli tego przeciwnika”.
Tę książkę powinni przeczytać wszyscy, którzy nie są w obozie Nawrockiego, by zobaczyć, że mają do czynienia z człowiekiem, który nie spocznie, dopóki nie zniszczy swoich wrogów.
Bo mimo seryjnego wetowania ustaw rządowych wielu zwolenników opcji liberalnej lekceważy Nawrockiego, mając go wyłącznie za kibola i politycznego chuligana. Wyśmiewając go, obdarzając obraźliwymi epitetami, nie doceniają jego bezwzględności i konsekwencji w dążeniu do celu. Tym celem jest bycie niekwestionowanym liderem obozu nacjonalistycznego i przeprowadzenie zmiany systemowej w Polsce — dobicie demokracji liberalnej i triumf ideologii endeckiej. Nie bez powodu Nawrocki opowiada Nowakowi, jakie wrażenie zrobiły na nim „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego, biblia polskich nacjonalistów.




