Otwarty po rewitalizacji kwartał Śródmieścia między Sienkiewicza, Marszałkowską, Szpitalną i Chmielną stał się wakacyjnym hitem Warszawy. Mało kto zdaje sobie sprawę, że to twórcze rozwinięcie koncepcji powstałej w latach 60. Ściany Wschodniej — symbolu marzeń architektów o nowoczesnym centrum Warszawy.
Przed wojną Warszawa była gęsto zabudowanym kamienicami miastem, które wręcz dusiło się we własnych granicach, co było pokłosiem roli, jaką w carskiej polityce imperialnej zajmowało to miasto. Będąca pod rosyjskim zaborem Warszawa miała być przede wszystkim twierdzą broniącą zachodnich krańców caratu. Jej granice wyznaczały forty i potrzeby wojskowo-logistyczne, jednocześnie samo miasto na przełomie XIX i XX w. przeżywało okres prosperity. Trwał tu boom inwestycyjny, ale jako że granice zabudowy wyznaczało ściśle rosyjskie wojsko i działek budowlanych zwyczajnie brakowało, zaowocowało to ukształtowaniem się gęstej tkanki miejskiej. Tkanki, którą od razu po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. uważano za ogromny problem, a samą stolicę postrzegano jako chaotyczną, z kiczowatą i wymagającą uporządkowania architekturą.
W dwudziestoleciu międzywojennym podejmowano próby rozwiązania tej sytuacji. I to wtedy do Warszawy zapukał modernizm. Był to ówcześnie najnowszy i jeden z najważniejszych trendów w architekturze. Zrywał z tradycjami stylów historycznych, nowa przestrzeń miejska miała wykorzystywać stal, beton i szkło. Budynki miały nie mieć ozdób, a architekci przy projektowaniu obiektów i przestrzeni uwzględniać takie ludzkie potrzeby, jak dostęp do światła, świeżego powietrza, sanitariatów oraz miejskiej przestrzeni.
Odbudowa w stylu modernizmu
Nic dziwnego, że kiedy minęła wojenna hekatomba, modernizm powrócił do stolicy z pełną siłą. Nie trwało to jednak długo. Po założeniu w 1945 r. Biura Odbudowy Stolicy, kierowanego przez przedwojennych architektów modernistycznych, już w 1949 r. modernizm został potępiony. Na niespełna siedem lat w komunistycznej Polsce „obowiązującym” nurtem stał się sprowadzony z ZSRR socrealizm. Oficjalnie jego koniec nastąpił w 1956 r., na fali odwilży politycznej po śmierci Józefa Stalina.
I wtedy też ponownie na tapet wzięto odbudowę centrum Warszawy. Mimo że od wojny minęła już ponad dekada, tereny obecnej Ściany Wschodniej były ciągle zrujnowane, choć np. na samą Marszałkowską, w parterowych pozostałościach po kamienicach, zdążyło już wrócić miejskie życie.
Ogłoszony w 1958 r. konkurs na urządzenie śródmiejskiego kwartału wygrały wprawdzie dwa projekty, ale głównym wykonawcą Ściany Wschodniej ogłoszono wybitnego architekta Zbigniewa Karpińskiego. Przywrócony miastu kwartał zakładał połączenie funkcji mieszkalnych oraz handlowo-usługowych. Przy tym należy podkreślić, że Ściana Wschodnia była projektem na wskroś nowoczesnym. Podobne realizacje powstały niemal równolegle w Rotterdamie czy Sztokholmie. Dla samej Warszawy praca Karpińskiego była urzeczywistnieniem marzeń jeszcze przedwojennych architektów o nowoczesnym centrum Warszawy, po części także sposobem na zaleczeni traumy, jaką był powrót do zniszczonego miasta.
Sukces Ściany Wschodniej
Efektem było powstanie najwybitniejszego w Polsce powojennego założenia modernistycznego, na które, podobnie jak teraz po rewitalizacji przestrzeni publicznej Ściany Wschodniej, Warszawiacy tłumnie zagłosowali nogami. Bez przesady można stwierdzić, że stała się żywym pomnikiem być może najwybitniejszego pokolenia polskich architektów XX stulecia. Spozierające na Marszałkowską przeszklone Domy Towarowe Centrum, dom handlowy Sezam, Rotunda czy dostępny tylko dla pieszych Pasaż „Wiecha” (pierwotnie Śródmiejski) stały się miejscami kultowymi i znanymi także poza Warszawą.
Przy tym ostatnim elemencie Ściany Wschodniej warto się zatrzymać. Po 1989 r. (choć proces zaczął się już wcześniej) jego przestrzeń uległa degradacji. Unikalne założenie z klombami kwiatów, ławkami i pergolami stało się miejscem obskurnym, gdzie kwitła tzw. przestępczość pospolita. Gdyby w ciągu jednego dnia pasaż zniknął z mapy Warszawy, nikt by za nim nie tęsknił.
Był rok 2004. Domy Centrum, już pod nowym, prywatnym zarządem, zdołały zyskać nowe oblicze, przestrzeń Ściany przy Marszałkowskiej powoli się cywilizowała. Na tym tle Pasaż „Wiecha” jeszcze bardziej wydawał się zgniłą tkanką, którą trzeba wyciąć, a nie naprawić. Efektem był projekt rewitalizacji, który zakładał całkowitą likwidację małej architektury. Zamiast przemyślanego założenia dla pieszych powstał betonowy wygon z monumentalnymi latarniami. Trzeba jednak podkreślić, że nie wszystkie elementy pierwotnego projektu autorów (m.in. zieleń czy dach nad pasażem, który mógłby nadać mu bardziej ludzki charakter) zostały zrealizowane. Ale o silę projektu Karpińskiego świadczy to, że prywatny właściciel znów chce zainwestować w przebudowę Pasażu „Wiecha”. Tym razem jednak — by przywrócić mu wygląd i funkcje jak najbardziej zbliżone do pierwotnej wizji.
Odpowiedni projekt jest już zresztą gotowy. Zrobiono go na zlecenie miasta przy okazji planów rewitalizacji Złotej i okolic — i jest to w zasadzie nic więcej, tylko lekka korekta pierwotnego założenia Karpińskiego.
Rotunda i Cepelia na nowo
Ogólnie bowiem Ściana Wschodnia, mimo że udało się jej przetrwać okres, kiedy w powszechnej świadomości architektura PRL nadawała się jedynie do zburzenia, to szczęścia po 1989 r. nie miała. Zniknął dom towarowy Sezam, remont wieżowców mieszkalnych wzdłuż osi Marszałkowskiej zatarł ich pierwotny charakter, na miejscu biurowca Uniwersalu, za Rotundą, powstał zupełnie nowy budynek, o skali zakłócającej harmonię całego planu. Sama Rotunda nie jest już właściwą Rotundą, tylko jej odtworzeniem. W tym przypadku jednak inwestor, bank PKO BP, zadbał nie tylko o zgodę z historycznym już założeniem, co udało mu się budowlę ożywić i otworzyć dla mieszkańców. Pierwotnie zresztą poważnie zastanawiano się nad sensem dalszego istnienia tego budynku, mimo że trwale wrósł w krajobraz Warszawy i stał się punktem odniesienia centrum Warszawy.
Również na tym tle trzeba docenić obecną rewitalizację kwartału wokół Złotej. Po raz pierwszy po 1989 r. Ściana Wschodnia została objęta tak kompleksowym planem, który obejmuje niemal całość jej założenia. Właściwie dopiero teraz w pełni spełnia się wizja modernistycznego centrum Warszawy, która przyświecała Karpińskiemu i jego pokoleniu. Dostosowanie przestrzeni do pieszych i duża ilość zieleni to rozwiązanie zgodne z najnowszymi trendami w urbanistyce, która teraz ma się zmierzyć z wyzwaniami związanymi m.in. ze zmianami klimatycznymi. Jednocześnie zadbano, by przywrócona do miejskiego życia przestrzeń Ściany Wschodniej była zszyta z historyczną częścią Śródmieścia. Najbardziej tę dbałość o spójność kompozycyjną widać na głównej arterii nowego, czyli Chmielnej, która płynnie przechodzi od modernistycznej Ściany Wschodniej do zabytkowego Traktu Królewskiego.
Nowa, atrakcyjna twarz Złotej i okolic przyciągnęła mieszkańców. Ale sama zieleń i nowe trasy spacerowe ich nie zatrzymają Do tego potrzebne są handel i usługi. Oczywiście trudno powiedzieć, że ich brakuje. Ale rewitalizacja taka jak Nowe Centrum Warszawy siłą rzeczy zwiększa potencjał miejsca. Przyjazna przestrzeń po prostu przyciąga, a nie jest przypadkiem, że praktycznie każda dobrze uporządkowana urbanistycznie przestrzeń w Warszawie z miejsca staje się hitem: tak było w przypadku bulwarów nad Wisłą, pierwszej pieszej kładki przez rzekę, czy odbudowane i odrestaurowane historyczne budynki czy kompleksy, jak Hala Koszyki czy Browary Warszawskie.
Przykłady dobrego połączenia szacunku do modernizmu z nadaniem mu nowej roli już są. Na przeciwległym krańcu wobec Rotundy, po drugiej stronie Ronda Dmowskiego, gdzie znajduje się pawilon Cepelii. Powstał on w tym samym okresie co Ściana Wschodnia, otwarto go w 1966 r. Też projektował go wybitny architekt (Zygmunt Stępiński) i też nie miał łatwej historii. Przez lata niszczał, pokryty pomarańczową blachą i wielkimi reklamami. Pierwotne założenie lekkiego w formie budynku zostało całkowicie stracone. Oczywiście szybko pojawiły się plany jego zburzenia, np. przy propozycji całkowitego przebudowania skrzyżowania Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej. Przed losem Sezamu czy Uniwersalu uratował ostatecznie Cepelię wpis do rejestru zabytków w 2019 r.
Pawilon Cepelii po przebudowie, obecnie Empik, Warszawa
Foto: Arkadiusz Ziołek/East News / East News
A potem budynek znalazł nowego właściciela. Deweloper postanowił odtworzyć pawilon w jego pierwotnej funkcji. Dbałość o detale, takie jak przywrócenie podziału okien czy ceramiki, sprawiła, że odnowienie Cepelii spotkało się z uznaniem Muzeum Warszawy. W budynku znów króluje handel, tym razem pod znakiem znanej księgarskiej sieci.
Historia skończyła się więc happy endem, ale to nie była łatwa droga. Początkowo nowy właściciel chciał usunięcia wpisu Cepelii do rejestru zabytków. Potem pojawił się pomysł, by budynek kupiło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i urządziło w nim galerię sztuki ludowej. Idea upadła, gdyż dla resortu kupno i renowacja budynku były poza zasięgiem finansowym. Po raz kolejny okazało się, że renowacja i konserwacja zabytków powstałych w PRL jest skomplikowaną sprawą. To dzieci swoich czasów, czyli epoki ciągłych opóźnień i niedoborów. Niejednokrotnie sami architekci zgrzytali zębami, kiedy musieli robić bolesne kompromisy między swoją wizją a rzeczywistością Polski lat 60. czy 70. Brakowało materiałów, technologii. Zmieniły się także przepisy, choćby przeciwpożarowe, co ma niebagatelny wpływ na architekturę budynków i czekające na budowlańców „niespodzianki”.
Po nieudanej „interwencji” resortu kultury sprawa Cepelii niejako wróciła do punktu wyjścia. To na prywatnym właścicielu spoczęła odpowiedzialność za budynek, a firma postanowiła uczynić z niego flagową inwestycję. I co najważniejsze, dostrzegła w tym swój wyraźny interes. I słusznie. Nikt już nawet nie pamięta, że inwestor chciał Cepelię usunąć z rejestru zabytków. Bo odnowiona Cepelia stała się, dosłownie, świecącym przykładem.
Tym samym historia modernistycznego dziedzictwa Warszawy zatoczyła koło: z niechcianej, „źle urodzonej” przestrzeni stał się docenianym elementem historii miasta. Dziś dbanie o modernizm jest elementem prestiżu.




