Poczułem się jak nastolatek na wakacjach, przed którym jest jeszcze ogrom możliwości — opowiada Oskar Kompolski o swoim sabbaticalu, czyli długim urlopie regeneracyjnym. Przez dwa miesiące dostawał 70 proc. pensji, ale nie żałuje. Paweł Popow po 40. urodzinach ruszył z rodziną w długą podróż po Azji. Ale historie polskich sabbaticali nie zawsze są tak pozytywne.
Sabbatical to powrót do czasów, kiedy wakacje trwały dwa miesiące — mówi Oskar Kompanowski, team leader w dziale SEO Content polskiej firmy JohnnyBros. — To nawet coś lepszego, bo za te wakacje płaci twój pracodawca. A wszystko po to, żebyś z naładowanymi bateriami i czystą głową wrócił do pracy.
O tym, że JohnnyBros ma wśród benefitów dwa miesiące sabbaticalu, usłyszał w momencie zatrudnienia, czyli dziewięć lat temu. Były trzy haczyki: na pierwszy urlop regeneracyjny można pójść po pięciu latach pracy w firmie. Na kolejny — trzy lata później. Na konto urlopowanego spływa 70 proc. pensji.
— Obserwowałem kolegów, którzy korzystali z sabbaticalu — mówi Kompanowski. — Mieli różne pomysły na wykorzystanie dwumiesięcznych wakacji. Koleżanka z Ameryki Łacińskiej po raz pierwszy od lat poleciała do rodziny i przyjaciół. Kolega przeznaczył ten czas na remont mieszkania. Kiedy stuknęło mi pięć lat w firmie, poczułem, że teraz moja kolej. Trzy miesiące wcześniej ustaliliśmy zasady działania mojego siedmioosobowego zespołu. Bałem się, że nie poradzą sobie beze mnie, ale ta obawa malała z każdym kolejnym dniem urlopu.
Postawił na wakacyjny luz. Tuż przed przejściem na sabbatical — nazywany w korporacjach również urlopem sabatowym — dostał klucze do nowego mieszkania. Było po generalnym remoncie, ale trzeba je było umeblować. Pomału przewoził swój dobytek z poprzedniego lokum. Bez stresu jeździł do Ikei, nie ustawiał całych dni pod odbieranie dostaw i skręcanie mebli. — Dużo jeździłem na rowerze, łaziłem po Gdańsku, gdzie mieszkam, wpadałem posiedzieć nad kawą z książką do przypadkowych kawiarenek — wspomina. — Na kilka dni pojechałem do gospodarstwa agroturystycznego. Leżałem na kocu pod drzewem i patrzyłem w niebo. Pamiętam moment, w którym odłączyło mi się myślenie o pracy i przeszedłem na tu i teraz. Poczułem się jak nastolatek na wakacjach, przed którym jest jeszcze ogrom możliwości.
Powrót do pracy opisuje w kategoriach powrotu po wakacjach do szkoły. Było trochę stresu, więcej ciekawości, co słychać u kolegów z pracy i jak poradzili sobie bez niego. — Zaliczyłem, wbrew początkowym obawom, łagodne lądowanie — wspomina Kompanowski. — Dzięki ustalonym wcześniej zasadom mój zespół przez dwa miesiące chodził jak dobrze naoliwiona maszyna. A ja — oprócz poczucia mocniejszej więzi z firmą — zyskałem energię i chęć do dalszej pracy.
Oskar Kompolski
Foto: Paweł Klein
Nic za darmo
Firmy poszukują nowych marchewek na cennych specjalistów — mówi szefowa HR w dużej firmie. — Dodatkowe, czasem nawet w pełni płatne dni wolne od pracy to dziś największy z benefitów. Na pierwszy rzut oka to prezent od dobrej cioci — firmy. Ale wiadomo, że nie ma nic za darmo. Urlop regeneracyjny pozwala zatrzymać w pracy sprawdzonych specjalistów. Zaharowani nie są wydajni. Wypoczęci i wdzięczni za ekstra wolne będą generować większy przychód. I zostaną w firmie. Gdyby odeszli, poszukiwanie i szkolenie ich następców kosztowałyby o wiele więcej niż te 70 czy 80 proc. pensji.
W Polsce z urlopów sabatowych korzystają nieliczni. Jednym z prekursorów wprowadzania tego benefitu jest Roche Polska. W 2019 r. zaproponował swoim pracownikom Take Time Program. To trzymiesięczny, częściowo płatny, dodatkowy urlop dla osób z co najmniej pięcioletnim stażem pracy. — W ciągu ostatnich dwóch lat z programu skorzystało 93 pracowników — mówi Magdalena Marchlewska, P&C Business Partner Roche Polska. — Jedna z naszych pracownic spędziła miesiąc w indyjskim klasztorze, medytując w ciszy. Inna wykorzystała ten czas na przeprowadzkę i obronę doktoratu. Kolejna wybiera się w trzymiesięczną podróż po Bałkanach. Przygotowała się perfekcyjnie: ustaliła zastępstwo, na czas jej nieobecności do projektu przyjęto nową osobę.
Marchlewska podkreśla, że obowiązki urlopowanego nie są bezrefleksyjnie rozdzielane między pozostałych pracowników. — To bezpieczna okazja dla kogoś, aby na trzy miesiące wejść w buty menedżera czy starszego specjalisty i sprawdzić się w roli, na którą pełnoetatowo nie jest się jeszcze gotowym — mówi. — Z jednej strony zatrzymujemy w firmie doświadczonych ludzi, pozwalając im się zresetować. Z drugiej strony w naturalny sposób testujemy wewnętrzne talenty pod kątem przyszłych awansów.
Magdalena Marchlewska Partner Roche Polska
Foto: Materiały prasowe
O tym, że dobrze zaplanowany urlop sabatowy może przynieść korzyści i pracownikom, i pracodawcy, rozmawiam z Anną Musierowicz-Kuczawską, Senior Talent Acquisition & Employer Branding Specialist w agencji digital marketingowej Bluerank. Program sabbatical funkcjonuje w firmie od niedawna. Po trzech latach pracy zatrudniony w Bluerank otrzymuje dodatkowe 10 dni roboczych wolnego z zachowaniem 80 proc. wynagrodzenia. Po 10 latach pracy można skorzystać nawet z półrocznego urlopu sabatowego. Początkowo pracownicy podchodzili do tego z dużą ostrożnością, a nawet niedowierzaniem. W pierwszym roku obowiązywania programu skorzystała z niego tylko jedna osoba. W ubiegłym roku na taki odpoczynek zdecydowało się już kilka. — Sama skorzystałam z sabbaticalu i połączyłam go z planowanym urlopem — mówi Anna Musierowicz-Kuczawska. — Po dwóch tygodniach poczułam, że naprawdę zwalniam. Dodatkowe dni sprawiły, że odpoczynek był inny — bez myśli, że za chwilę trzeba wracać do pracy. Wróciłam z nową energią i przekonaniem, że dłuższy reset naprawdę ma sens.
W Relativity, firmie z sektora technologii prawniczych, sabbatical stał się na tyle popularny, że pracownicy mówią o sobie w kategorii okresu oczekiwania na urlop regeneracyjny: — Cześć, mam dwa lata do sabbaticalu! — A mnie pozostał rok!
W ubiegłym roku firma wprowadziła sabbatical dla pracowników z 10-letnim stażem w firmie. Program oferuje im cztery tygodnie nieprzerwanego, płatnego urlopu oraz nagrodę równowartości 10 tys. dol. — Jednak wszyscy muszą wspólnie przygotować resztę zespołu do nieobecności danego pracownika — zaznacza Natalia Samosiej, globalny dyrektor do spraw benefitów pracowniczych i wynagrodzeń w Relativity. Pracownicy firmy z USA przyjęli ideę tego dodatkowego urlopu z większym entuzjazmem niż Polacy. U nas większe emocje wzbudziła nagroda finansowa.
Każdy dzień jak urodziny
Sabbatical może się okazać nie tylko regeneracją organizmu, ale też czasem na przemyślenie swojego dotychczasowego życia. I zaplanowaniem przyszłości — mówi Paweł Popow, wieloletni menedżer w korporacjach z branży finansowej, właściciel firmy szkoleniowej Kreatozjanie. Na trwający 14 miesięcy, bezpłatny urlop regeneracyjny odszedł na własnych warunkach.
Miał 30 lat. Był dyrektorem oddziału dużego banku. Zarabiał nieźle, dostawał pochwały i obietnice awansu. Czuł jednak, że z każdym rokiem coraz bardziej oddala się od planów podróży, poznawania innych kultur i ludzi. Wizja wymarzonych studiów psychologicznych też wydawała się coraz bardziej niedostępna. — W 2014 r. bank, w którym pracowałem, połączył się z drugim. Mieliśmy podpisać umowę o zmianie miejsca zatrudnienia — wspomina. — Wtedy mnie olśniło: to moment, kiedy wszystko jeszcze jest możliwe! Umowy nie podpisałem. Wybrałem zwolnienie grupowe. Część odprawy starczyła na spłatę hipoteki. Pozostałe 40 tys. przeznaczyłem na realizację marzeń o podróży po świecie. I regenerację umysłu zmęczonego pracą.
Zaczął od Indii. Przejechał Nepal, Indonezję, Tajlandię, Wietnam, Laos, Kambodżę, Tajlandię. Przez Chiny dotarł do USA, skąd — zahaczając o Meksyk — wrócił do Polski. — W podróży każdy dzień jest jak urodziny — mówi. Kilka tygodni po przyjeździe do Indii dostał się na audiencję do Dalajlamy. W Nepalu wziął udział w trekkingu dookoła Annapurny. W Indonezji przeżył wypadek na skuterze. Z kolanem rozciętym do kości trafił do szpitala wielkości Żabki. Jeden lekarz odbierał poród, drugi zszywał jego kolano. Przez kilka tygodni brał sześć różnych antybiotyków, chodził o kiju. Podróży jednak nie przerwał.
— Myślałem: dlaczego tak długo to odkładałem? Przecież po to się żyje — mówi. — Po powrocie do Polski odebrałem telefon od dyrektora towarzystwa ubezpieczeniowego, który zapraszał mnie do udziału w rekrutacji. Wcześniej może czułbym się niepewnie, ale po powrocie z podróży miałem mnóstwo siły, odwagi i wiary, że ze wszystkim sobie poradzę. Okazało się, że doświadczenie wyprawy dookoła świata to dla pracodawcy był mój dodatkowy atut, dowód na nietuzinkowość i umiejętność rozwijania nowych kompetencji. Pracę dostałem. I zdałem na wymarzone studia psychologiczne.
Postanowił, że co 10 lat będzie brał roczny urlop regeneracyjny. Na etacie o to trudno, również dlatego założył własną firmę. Ożenił się, kupił dom, na świat przyszła dwójka jego dzieci. Planów jednak nie zmienił. Po czterdziestych urodzinach z żoną, trzyletnią córką i ośmioletnim synem ruszyli w trwającą dziewięć miesięcy podróż po Azji. I tym razem było warto: wrócił z czystą głową. I świeżymi planami na dalszy rozwój firmy.
Wyręczyć NFZ
Sabbatical po polsku to z jednej strony benefit dla wyczerpanych. Ale z drugiej to źródło obaw dla pracodawcy, czy urlopowany wróci do pracy albo czy nie spędzi ekstra wolnego na dorabianiu u konkurencji. Pracowników i pracodawcę łączy nieufność — mówi proszący o anonimowość były szef działu personalnego w korporacji. Szansa na urlop regeneracyjny — początkowo trzymiesięczny — pojawiła się po trzech latach pracy w jego firmie. Po 10 latach pracownik mógł liczyć na rok ekstra wolnego. Urlopy regeneracyjne były bezpłatne. O przyznaniu decydował szef personalny.
Prawie 90 proc. pracowników we wniosku o sabbatical jako powód podawało problemy ze zdrowiem psychicznym. Na przestrzeni kilku lat tylko jedna pracowniczka poprosiła o bezpłatne wolne, aby napisać książkę. Reszcie nie chodziło o wielomiesięczne podróże, ale odpoczynek od przerastającego ich stresu. — Kilkumiesięczny, bezpłatny urlop regeneracyjny nie powinien być alternatywą dla leczenia psychiatrycznego na NFZ. Niestety, stawał się nim, kiedy polski system ochrony zdrowia zawodzi — opowiada mój rozmówca. — Zdarzało się, że urlopowani pracownicy nie wracali do pracy, którą uznali za zbyt toksyczną. Rozwiązanie umowy z powracającym z urlopu bywało też sposobem firmy na ciche, bez obniżania morale zespołu, pozbycie się pracownika, który sobie nie radził. Tylko w niewielu przypadkach efektem urlopu sabatowego był skok produktywności i awans.
O tym, że w wielu polskich firmach sabbatical jest niedostępnym dla wszystkich dobrem luksusowym, słyszę od Agnieszki Pikuły, doradczyni zawodowej prowadzącej Akademię Kariery. Trzy lata temu zgłosił się do niej menedżer, który zarządzał dużym zespołem w korporacji. Siadło mu zdrowie. Praca nie tylko nie dawała satysfakcji, ale też stała się przykrym obowiązkiem. Firma sama wystąpiła z propozycją trzymiesięcznego urlopu regeneracyjnego. Menedżer nie miał złudzeń: wiedział, że wysłanie go na urlop sabatowy nie jest podyktowane współczuciem, ale rozsądkiem. Bez niego zespół mógłby się posypać.
— Przez trzy miesiące miał również wizyty u psychologa i po powrocie do pracy wywalczył u pracodawcy większą elastyczność, m.in. oddał obowiązki, które zabierały mu większość energii — mówi Pikuła. — Historia wykładowczyni jednej z warszawskich uczelni jest mniej optymistyczna. Po kilkunastu latach pracy poprosiła o dwa miesiące bezpłatnego urlopu regeneracyjnego i dostała odmowę. Poczuła się upokorzona. Złożyła wypowiedzenie.
Fokus na odpoczynek
Kilkumiesięczne przerwy na regenerację powinny być coraz bardziej dostępne — mówi były dyrektor personalny w korporacji. — Lynda Gratton i Andrew J. Scott, autorzy książki „Nowe, długie życie”, udowadniają, że dzięki medycynie będziemy żyli nawet 120 lat. Stary schemat: nauka, praca i emerytura odchodzi do lamusa. Musimy tak przemeblować sposób prowadzenia kariery zawodowej, żeby mieć siłę i zdrowie na częstsze zmiany pracy i ciągłe dokształcanie.
Mateusz Jabłonowski, urodzony w 1993 r. ekspert rynku pracy, już zauważa rosnący fokus na odpoczynek i regenerację. Pokolenie jego rodziców ledwo pamiętało czasy, kiedy pracowało się od 8 do 15. Oni siedzieli w biurach do nocy, brali nadgodziny, a dłuższe niż dwutygodniowe wakacje traktowali jako luksus. — Kiedy na studiach dostałem się na praktyki, cieszyłem się, że mogę się czegoś nauczyć. Wynagrodzenie było kwestią drugorzędną — mówi Jabłonowski. — Dla urodzonych w 2010 r. praca stanie się nie celem, ale środkiem do realizacji swoich pasji. Wierzę, że sabbatical będzie dla nich prawem, nie towarem. Na razie jednak urlop regeneracyjny to luksus dla nielicznych.




