Ukraińcy w zasadzie odcięli Krym od dostaw paliwa. Na półwyspie nie można już dostać go nawet na kartki. Turyści utknęli, lokalne przedsiębiorstwa zamknięto, do sklepów nie dociera zaopatrzenie. Wprowadzono też ograniczenia w sprzedaży towarów.
Ukraina bardzo poważnie zakłóciła rosyjski system zaopatrzenia półwyspu. Od soboty paliwo na okupowanym Krymie jest dostępne wyłącznie dla okupacyjnych służb odpowiedzialnych za funkcjonowanie i bezpieczeństwo półwyspu. Ograniczenia objęły zarówno osoby prywatne, jak i przedsiębiorstwa. Sprzedaż została wstrzymana niezależnie od formy płatności i przestały obowiązywać wcześniejsze kupony paliwowe.
Najważniejszą grupą uprzywilejowanych odbiorców są służby ratunkowe: pogotowie, straż pożarna oraz jednostki reagowania kryzysowego. Paliwo otrzymują również struktury bezpieczeństwa, czyli policja, Rosgwardia oraz inne formacje odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego. Dla władz okupacyjnych ma to szczególne znaczenie, ponieważ długotrwałe niedobory mogą prowadzić do wzrostu napięć społecznych. Możliwość szybkiego przemieszczania się sił porządkowych jest traktowana jako element bezpieczeństwa wewnętrznego.
Paliwo dostają również przedsiębiorstwa i instytucje utrzymujące infrastrukturę krytyczną. Chodzi przede wszystkim o energetykę, wodociągi, służby komunalne, niektórych operatorów transportu publicznego oraz podmioty odpowiedzialne za usuwanie awarii. Bez dostępu do paliwa mogłyby pojawić się problemy nie tylko z transportem, lecz również z dostawami energii i funkcjonowaniem systemów zaopatrzenia w wodę, a to bardzo poważnie uderzyłoby w społeczeństwo.
Zwykli mieszkańcy Krymu zostali natomiast całkowicie pozbawieni możliwości tankowania. Ograniczenia objęły także sektor prywatny i przedsiębiorstwa cywilne. Oznacza to, że firmy transportowe, taksówki, gospodarstwa rolne czy małe przedsiębiorstwa nie mają obecnie dostępu do paliwa. W wielu miejscach stacje benzynowe pozostają zamknięte lub obsługują wyłącznie pojazdy posiadające specjalne upoważnienia.
Cywile na razie pomstują i probują jeździć po paliwo do Kraju Krasnodarskiego. Tam jednak równiez brakuje paliwa. Mieszkańcy Sewastopola, Symferopola czy Kerczu publikowali w mediach społecznościowych zdjęcia i nagrania samochodów ustawionych w kilkukilometrowych sznurach. Wielu kierowców skarżyło się, że po kilku godzinach oczekiwania paliwo kończyło się jeszcze przed ich kolejką.
Największy problem dotyczy w tej chwili przede wszystkim rolników, którzy rozpoczęli już zbiory. Problemy z brakiem paliwa odczuwają także sklepy. Już dwa tygodnie temu w Sewastopolu wprowadzono ograniczenia w sprzedaży towarów. Można kupić jedynie po trzy opakowania kaszy gryczanej czy makaronu na osobę. Właściciele sklepów tłumaczą, że chcą w ten sposób ograniczyć potencjalne gorączkowe wykupywanie produktów i spekulowanie nimi na czarnym rynku.
Odcięte szlaki
Przez wiele lat Rosja dysponowała trzema głównymi sposobami dostarczania paliw na Krym. Pierwszym był Most Krymski, drugim transport promowy (połączenia przez Cieśninę Kerczeńską). Trzecim, który po wcześniejszych ukraińskich atakach stał się najważniejszy, był tzw. korytarz lądowy biegnący z obwodu rostowskiego przez okupowany Donbas, Mariupol, Melitopol i obwód chersoński do półwyspu.
Właśnie ten ostatni szlak stał się głównym celem ukraińskich działań. Rosja uznała autostradę M14, którą w swoim systemie drogowym nazwała R-280 „Noworosja”, za bezpieczną alternatywę dla Mostu Krymskiego. Tą trasą przewożono większość paliw, amunicji i zaopatrzenia dla Krymu. Od początku czerwca ukraińskie drony zaczęły jednak systematycznie atakować ciężarówki oraz infrastrukturę znajdującą się na tej trasie.
Ukraińcy zaatakowali też przeprawy prowadzące z okupowanego obwodu chersońskiego na półwysep. Uszkodzone zostały między innymi mosty w rejonie Perekopu i Armiańska oraz przeprawy nad Kanałem Północnokrymskim. Rosjanie musieli zamykać ruch i organizować objazdy.
Najważniejszy okazał się jednak atak na Most Czonharski. Przeprawa po zatopieniu i uszkodzeniu promów stała się najważniejszym szlakiem komunikacyjnym między Krymem a okupowaną częścią obwodu chersońskiego. Po ograniczeniu ruchu Rosjanie zostali zmuszeni do kierowania transportów na dłuższe oraz mniej wygodne trasy. Zwłaszcza przez Most Krymski. Ten jednak ma małą przepustowość, a w dodatku władze zamykają go kilka razy dziennie ze względu na kolejowe transporty wojskowe, które przewożą amunicję i paliwo dla żołnierzy walczących na Zaporożu.
Władze uspokajają
Jakby tego było mało, w Kraju Krasnodarskim również brakuje paliw po atakach na rafinerie w Afipsku i Tuapse oraz na skład paliw w Połtawskiej. Rosyjskie władze próbują uspokajać nastroje. Dmitrij Pieskow mówił o „nieuzasadnionej panice”, a lokalni urzędnicy przekonywali, że problemy mają charakter przejściowy.
Jednak wielu mieszkańców nie wierzy już tym zapewnieniom, ponieważ ograniczenia początkowo miały obowiązywać kilka dni, a następnie były wielokrotnie przedłużane. Interesujące jest to, że otwarta krytyka Kremla pojawia się stosunkowo rzadko. Większość narzekań dotyczy lokalnych władz, organizacji dostaw lub spekulantów, którzy próbują sprzedawać paliwo po zawyżonych cenach.
Zakaz sprzedaży paliwa cywilom nie oznacza jeszcze, że Krym został całkowicie odcięty. Sam fakt, że służby państwowe nadal otrzymują benzynę i olej napędowy, dowodzi istnienia pewnych zapasów lub docierania niewielkich transportów. Jednak jeżeli niedobory będą się pogłębiały, rosyjskie dowództwo stanie przed koniecznością wyboru między utrzymaniem zdolności bojowych wojsk na południowym froncie a zabezpieczeniem potrzeb ludności cywilnej.
Historia pokazuje, że w podobnych sytuacjach armia niemal zawsze otrzymuje pierwszeństwo. A w przypadku Rosji wręcz można mieć pewność, że władze zignorują potrzeby cywilów. Szykuje się więc poważny kryzys na półwyspie.